niedziela, 28 grudnia 2014

[89] Znowu mi to robią! - OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE

Autor: Ransom Riggs
Tytuł: "Osobliwy dom pani Peregrine"
Oryg. tytuł: "Miss Peregrine's Home for Peculiar Children"
Seria: "Pani Peregrine" [tom 1]
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Stron: 389
I wydanie: 2011 (PL - 2012)
Gatunek: urban fantasy dla młodzieży
Ocena: 4/10







Znowu mi to robią? To znaczy co? No marketingują. Marketingują, marketingują, człowiek robi sobie wielkie nadzieje, czasem kupuje (uff, na szczęście nie), a potem... sru (jeśli kogoś uraziłam, to przepraszam, ale prawda zazwyczaj jest brzydka) i wychodzi jak zwykle.

Życie Jacoba nie zapowiadało się ekscytująco. Pogodził się z myślą, że nigdy nie zostanie odkrywcą i nigdy nie będzie miał wielu przyjaciół. Ważne miejsce w jego życiu zajmował dziadek. To on najbardziej mu imponował i to on opowiadał mu najlepsze historie na dobranoc o pogodnym sierocińcu na walijskiej wysepce, ukrytym przed złem, wojną i potworami… Aż pewnego dnia dziadek Portman umarł w niejasnych okolicznościach. I wtedy wszystko się zaczęło…

Jacob wyrusza na odciętą od świata wyspę, by zgłębić jej tajemnice. Czy zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem? 

Osobliwy dom pani Peregrine to trzymający w napięciu thriller nie tylko dla młodzieży. Rdzeń książki stanowią niezwykłe, dziwne fotografie, od których trudno oderwać wzrok, choć sprawiają, że ciarki chodzą po plecach i zasnąć jakoś trudniej. Całości dopełniają niesamowite zwroty akcji, klimat grozy i postacie… cokolwiek osobliwe. 

Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj! — pochłonie Cię bez reszty.

(takie marketingowe kity z okładki)

Najpierw powinniście wyobrazić sobie, jak się do tego zabierałam. Zaczęłam od zdjęć. Są dziwaczne (przepraszam, osobliwe) i naprawdę robią nastrój. Spodziewając się sama nie wiem czego, specjalnie odłożyłam lekturę do rana, żeby nie niszczyć sobie słodkich snów/nie zarywać nocy. A otrzymałam... no właśnie.

Książka zła nie jest, ale... obiecywano mi coś innego. Spodziewałam się grozy i uczucia dezorientacji, gdy się nie wie, co jest prawdą, a co nie (jak w Unicestwieniu). A powieść nie dość, że mało straszna, to wręcz epatująca naiwnością.

Co jest naiwne? Po pierwsze narracja. Znacie ten sposób prowadzenia jej z książek dla dzieci? Nie potrafię do końca powiedzieć, o co dokładnie w tym chodzi, ale od razu kojarzy mi się to właśnie z tym działem literatury. Mniej "wchodzące do środka bohatera", pisane z dziwnym dystansem, często ni z tego, ni z owego przyspieszające do kilku miesięcy na stronę. Czasami świadczy to o nietypowym stylu (wtedy lubię takie coś), a czasami o stylu szkolnym (czyli autor słabo piszę). Tutaj nie jestem pewna, do której grupy to zakwalifikować.

Co jeszcze jest naiwne? Główny bohater. Boże, jaki z niego dzieciak. Serio współczuję mu, że autor go takim uczynił. Pozwolę sobie zacytować:

W niespecjalnie odkrywczym przebłysku geniuszu uświadomiłem sobie, że telefon może mi posłużyć za słabą latarkę. Co prawda najbliższy maszt przekaźnikowy znajdował się kilkadziesiąt kilometrów stąd, ale wystarczyło przecież wyświetlić menu.

To drugie zdanie... CO TO MA W OGÓLE BYĆ?! Czy to autor jest idiotą, czy to jego bohater jest idiotą, a może autor uważa czytelnika za idiotę? Tak to wygląda częściej, ale wybrałam cytat, który po prostu najbardziej wrył mi się w pamięć.

Nie sposób też ignorować faktu, iż jest to powieść dla młodzieży. A autor chyba zbyt dużo o niej nie wie. No dobra, nie leci po schematach. Ale to by chyba tutaj dobrze zadziałało. Dlaczego? Wszystkie osobliwe dzieci są takie miłe, takie fajne (no dobra, chwilami naprawdę przerażająco osobliwe). A może ktoś jest wredny? Nie...? O wątku miłosnym, którego nie ma, może wypowiadać się nie będę. Nie warto sobie strzępić nerwów, ale gdy zakochujesz się w kimś, bo jest podobny do swojego dziadka, którego a propos kochałaś, to chyba nie jest z tobą najlepiej.

I jeszcze jedno. Pani Peregrine. To naprawdę była postać z potencjałem. Mogła być apodyktyczna (chwilami nie wiem czemu była, ale zostawmy to), mogła być tajemnicza, zimna. Zanim zaczęłam czytać, to na podstawie opisu zyskałam drobne wyobrażenie. To jedna z tych postaci, które czytelnik sam najchętniej by stworzył. A ona była raz miła, raz nie wiem i zupełnie jej nie zrozumiałam. Jakby autor nie miał na nią żadnego pomysłu.

Jak już wspomniałam, książka ogółem zła nie jest. Jest nieco akcji, szybko się czyta, a sam pomysł pętli czasu, osobliwców i tych dziwnych potworów miał potencjał. Miał, ale nie dość, że go nie wykorzystano, to chyba w ogóle zniszczono. Jeśli następny tom (Miasto Cieni) ma opowiadać o osobliwych dzieciach podróżujących w czasie, a wszystko na to wskazuje, to ja się na to nie piszę. Niech każdy rozważy w swym sercu, czy chce się rozczarować.

Marre

PS. Pamiętajcie, aby przenigdy nie dać sobie wcisnąć, że debiuty już tak mają, iż są słabsze. Taka złota myśl na niedzielę ;)

źródło: wedstret.blogspot.com


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam fantastykę
Historia z trupem
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 164+3=167cm

7 komentarzy:

  1. Przyznam się, że to jedna z moich ulubionych książek. Czytałam ją już dość dawno, więc ciężko odnieść mi się bezpośrednio do "zarzutów" :P ale z tego co pamiętam wciągnęła mnie i zaintrygowała. Z chęcią przeczytam drugi tom, choć spodziewam się, że może być gorsza od części pierwszej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę przywróciłaś moją wiarę w ludzkość i własne poglądy, bo sądziłam, że tylko mnie ta książka się tak średnio podobała. Marketing zrobił z tego nie wiadomo jakie bóstwo, a według mnie początek książki strasznie wolno się rozkręcał i jedyną osobliwością w tym wszystkim były właśnie zdjęcia. Nie sądzę, żebym zdecydowała się sięgnąć po drugi tom.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozkręcało się faktycznie powoli, ale potem dało się nawet czytać. Jak się przymknęło oko na... albo półtora... xP

      Usuń
  3. Kurczę, a tyle się nasłuchałam o tej książce. Wydawałoby się, że każdemu się spodoba. Szkoda, że nie jest w ogóle straszna, chociaż osobiście właśnie takich książek nie lubię, ale albo książka jest przerażająca do szpiku kości (wtedy po nią nie sięgam), albo ma ten swój osobliwy, mroczny klimat i istnieje szansa, że się na nią skuszę. A kiedy ktoś promuje książkę jako straszną, żeby w rzeczywistości okazało się zupełnie odwrotnie - wtedy mówię stanowcze NIE. Obiecanki na wyrost to nie dla mnie :p No cóż, zanim zdecyduję się sięgnąć po tę książkę, wpierw dobrze sobie to przemyślę.

    Ps. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam u Ciebie. Jakoś kompletnie nie ominął mnie moment, w którym wróciłaś do blogowania, aż tu nagle pod koniec roku okazało się, że Marre jest z nami i ma się dobrze. Kurczę, czuję się jak totalna ignorantka o.O Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No atmosfery "straszności" nie znajdziesz tu w ogóle :\
      I tak, wróciłam, mam się dobrze (fizycznie, bo psychicznie nie ręczę) i cieszę się, że cię to cieszy :)

      Usuń
  4. A miałam taką ochotę na książkę... Cóż, często bywa tak, że szum robiony wokół książki w ogóle nie powinien mieć miejsca. Książki na pewno nie kupię, ale jeśli znajdę w bibliotece to może się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tym i myślałam, że to takie genialne, a jak widać... sru.
    Niewykorzystany potencjał boli bardziej niż jego brak, tyle powiem.

    OdpowiedzUsuń