wtorek, 2 grudnia 2014

[82] CINDER, czyli o tym jak Kopciuszek zgubiła stopę


Nowy Pekin. Nastoletnia Linh Cinder jest cyborgiem należącym do Linh Adri i jej dwóch córek. Zaopiekował się nią i przywiózł z Europy mąż Adri, Garan, ale gdy ten stał się kolejną ofiarą epidemii letumosis, dziewczyna została zdana na łaskę okrutnej opiekunki. Udało się jej przetrwać tylko dzięki talentowi do mechaniki, który umożliwia jej zarabianie na utrzymanie swoje oraz przybranej rodziny. To właśnie jej praca pozwala jej się zetknąć z księciem Kaiem - następcą cesarskiego tronu. Tymczasem ukochana siostra Cinder, Peony, zaraża się letumosis. Wkrótce cyborg zostaje uwikłana w wielką politykę oraz księżycowy spisek przeciwko Ziemianom, a także dowiaduje się o swojej prawdziwej przeszłości i przeznaczeniu.

Książka zaintrygowała mnie opisem. Z początku oczekiwałam zwykłego romansu i w rezultacie to właśnie dostałam. Ale w jakże intrygującej otoczce.

Zacznę jednak z innej beczki. Chyba każda dziewczynka chciała być kiedyś księżniczką. Chociaż teraz w poglądach na te sprawy przypominam raczej chłopaka, a Disney kojarzy mi się tylko z cukierkowością (obecnie i tak najlepsze bajki robi Dreamworks), to "Cinder" obudziła we mnie znów "te" uczucia. Podekscytowanie przewidywalną fabułą (bo rozwiązania domyślałam od pierwszej wzmianki o księżniczce Selene :\), romansem z hiperprzystojnym i hiperzabawnym księciem (:3) oraz kibicowanie dziewczynie jakiej wiele (no przynajmniej na pozór ;)).

Autorka stworzyła bardzo barwny i działający na wyobraźnię świat. Może trochę mało w nim było tej orientalności… ale kto by się przejmował moim ględzeniem. Grunt, że czyta się bardzo gładko, akcja płynie wartko, a fabuła niesamowicie wciąga. To również zasługa bohaterów. Moje serce zdobyła android Iko, z jej fanatycznym obsesją na punkcie księcia ;)

Jednak "Cinder" to nie tylko przyjemna bajeczka. Zaskoczyła mnie narracja Kaia, a więc opis mrocznych knowań królowej Levany i lawirowania w śliskich objęciach polityki. Oczywiście książę musi być TAKI wspaniały i TAKI dobry (i TAKI głupiutki chwilami), ale jego część dużo wniosła do całej powieści.

"Cinder" polecam jak najbardziej. To cudowna opowieść, w którą można totalnie wsiąknąć. A poza tym, czy nie warto przeczytać książki, w której zamiast pantofelka jest przyciasna stopa androida, a karocę z dyni zastępuje zabytkowe auto z silnikiem diesla? No właśnie, na to pytanie odpowiedzcie już sobie sami. (I są kolejne części!).

Marre

PS. Wreszcie zwyciężyłam nad Narrenturm Sapkowskiego, więc możecie oczekiwać recenzji do końca miesiąca i przyspieszenia tempa czytania ;)

(czytane w formie ebooka, część informacji dotyczy wydania papierowego)
Autor: Marissa Meyer
Tytuł: "Cinder"
Seria: "Saga Księżycowa" [tom 1]
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka
Stron: 440
I wydanie: 2012 (PL - 2012)
Gatunek: dystopia
Ocena: 8/10

9 komentarzy:

  1. "Cinder" kupiłam w ubiegłoroczne wakacje, ale nadal jej nie przeczytałam. Po tak pozytywnej recenzji po prostu muszę znaleźć dla niej trochę wolnego czasu:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  2. książka bardzo mi się podobała a tom 2 jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cicho, ja tu chcę jakiś miesiąc wytrzymać zanim połknę 2 tom ;P

      Usuń
  3. Czytałam bardzo dawno. Całkiem niezła książka. Czeka na mnie druga część na półce, muszę się tylko zebrać w sobie i w końcu ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chwilowo nie mam czasu na rozpoczynanie kolejnej serii, ale intrygujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam jakiś czas temu. "Cinder" nawet była znośna, choć bez fajerwerków - historia dość typowa. Za to "Scarlett" męczyłam...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scarlett słabsza?... Szkoda, ale postaram się przekonać na własnej skórze :)

      Usuń
    2. Może akurat Tobie się spodoba :)

      Usuń