niedziela, 4 stycznia 2015

[90] PADDINGTON. Ach, ten głupiutki miś.

źródło: lomzynskie24.pl
Autor: Michael Bond
Tytuł: "Paddington":
            Miś zwany Paddington
            Jeszcze o Paddingtonie
            Paddington daje sobie radę
Oryg. tytuł:
            A Bear Called Paddington
            More about Paddington
            Paddington Helps Out
Seria: o misiu Paddingtonie [tomy 1, 2, 3]
Wydawnictwo: Znak
Ilustracje: Peggy Fortnum
Tłumaczenie: Kazimierz Piotrowski
Stron: 436
I wydanie: 1958 | 1959 | 1960 (PL - 1971 | 1974 | 1975)
Gatunek: dla dzieci
Ocena: 6/10


Pewnego dnia na stacji Paddington w Londynie pojawia się, pochodzący z najgłębszych zakątków Peru (wyemigrował, kiedy jego ciotka Lucy trafiła do domu dla emerytowanych niedźwiedzi) i kochający ponad wszystko marmoladę, miś. Spotyka go rodzina państwa Brownów i postanawia zabrać go do domu. Wkrótce miś otrzyma niebieski flauszowy płaszczyk i na zawsze odmieni życie tej rodziny (i zaskakującej liczby obcych ludzi).


Paddington to jeden z Tych misi. Poznałam go w bajce wyświetlanej, bodajże, na Minimini. Od razu pokochałam go za zwariowane przygody i miłość do marmolady pomarańczowej (czego nie rozumiałam i nie rozumiem nadal, bo mi to zwyczajnie nie smakuje, ale zostawmy to na razie). Musicie więc sobie wyobrazić mój zachwyt, gdy znalazłam ten oto zbiorek pod choinką. (Nie wiecie co kupić swojej piętnastoletniej córce? Kupcie jej książkę dla dzieci, najlepiej z misiem w roli głównej!).

I to nie byle jakim misiem. Coś jest w jego przygodach, że po kilku opowiadankach wiecie wszystko o tym małym niedźwiadku, lecz zawsze jest w stanie zaskoczyć was pomysłami gnieżdżącymi się w tym małym, misiowym rozumku.

Po całych trzech zbiorkach może to trochę zmęczyć (przypomina mi się Krzysiowe "Ach, ten głupiutki miś!"), ale odpowiednio dawkowane (z misiami, tak samo jak z marmoladą, łatwo przesadzić), sprawią, że będziecie zachwyceni.

Muszę niestety wspomnieć o jednym: o tłumaczeniu. Rozumiem prosty język dla dzieci, ale zdania często po prostu nie brzmią, a raczej brzmią jak zbyt dokładnie tłumaczone. Irytowały mnie też źle poumieszczane przypisy: dziecko przecież może się zapytać rodzica, co to są "blanki" (jeden z głupszych przykładów), ale można by napisać, ile funt ma kilogramów i ile byłby taki szyling warty złotówek (co zawsze sprawia mi problem przy tego typu lekturach). Ech, ale nie można mieć wszystkiego.

Przygody Paddingtona to jednak według mnie klasyka i dzieciństwo na pewno stanie się jeszcze szczęśliwsze za sprawą tego nietypowego misia z najgłębszych zakątków Peru. Polecam i starszym, i młodszym.

Marre

PS. Widziałam w kinie zwiastun filmu i chyba się nie wybieram. Jakieś polowanie... nie, na wszelki wypadek nie chcę sobie psuć odczuć z lektury. Ale miś sam w sobie jest idealny :)

źródło: visitlondon.com

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 0+4=4cm

5 komentarzy:

  1. Przeczytać w najbliższej przyszłości raczej nie przeczytam, bajki w formie książki to już nie moje klimaty, ale na film właśnie mam ochotę się wybrać. Zwiastun był cudny, zapowiada się niezła komedia :)
    Pierwsze zdanie nie gra, zdaje się, że przesunął Ci się "Paddington" i sens troszkę kuleje :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujej, no i mam za swoje lenistwo i brak korekty ;) dzięki za uważne czytanie :)

      Usuń
  2. Czasami chętnie sięgam i do takiej literatury bajkowej, więc może się skusze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę się przyznać, ale misia Paddington, w ogóle nie znam :) Z literaturą dziecięcą mam jedynie styczność, gdy kupuję coś mojej małej chrześnicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jak najprędzej nadgoń zaległości, idąc przynajmniej na film :)

      Usuń