środa, 18 lutego 2015

[100] GORSZE ŚWIATY - jedna strona medalu

Autor: Wojciech Śmieja
Tytuł: "Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej"
Cykl wydawniczy: "Bieguny"
Wydawnictwo: Carta Blanca
Stron: 106/301
I wydanie: 2012
Gatunek: reportaż podróżniczy
Ocena: 3,5/10









Czym są „gorsze światy”? Większa część świata jest „gorsza”: szara, nieciekawa, bez zdarzeń i barwnych postaci, taka, o której lepiej zapomnieć. Pozornie. Autor, podróżując po „gorszych światach”, pokazuje całe ich zróżnicowanie i bogactwo. Wraz z nim poznajemy nieturystyczną stronę Europy Środkowo-Wschodniej: tajemniczych Pomorców znad Morza Białego, wydziedziczonych Aromumów z Macedonii, odradzające się wspólnoty monastyczne w Besarabii, rumuńskich pasterzy, dla których czas wydaje się nie istnieć, czy istebniańskich wynalazców, którzy napisali nieznany rozdział historii polskiej motoryzacji. Gorsze światy to przestrzeń prowincjonalna, gdzie czas trochę się zakrzywia. Zjawiska, które gdzie indziej przeminęły i chcielibyśmy o nich zapomnieć, znajdują sobie w nich ostatni bastion trwania. Tak jest w Kosowskiej Mitrowicy czy nad Dniestrem, gdzie zimnowojenne podziały trwają nawet dwadzieścia lat po zakończeniu zimnej wojny...
źródło opisu: www.cartablanca.pl

Żałuję, że na setna recenzję nie może być pozytywna. Ale tak się trafiło. Miałam do wyboru książkę mocno przeciętną (takie się najgorzej ocenia) i książkę słabą mimo moich dobrych chęci. Wybrałam tę, no bo nie ukrywajmy: negatywne pisanie wychodzi mi całkiem nieźle.

Gorsze światy męczyłam dwa miesiące, w tym czasie przeczytałam 1/3 i w końcu się poddałam. Temat jest dobry, reportaże byłyby dobre... Ale tego nie da się w moim odczuciu czytać. O ile w pierwszych reportażach do przodu popychał mnie zapał, to w końcu nawet on się wypalił.

Nuda nuda nuda nuda nuda. Autor ma bardzo ślamazarny sposób pisania, przez co w żaden sposób nie mogłam się wczuć. Zaczynały mi się nasuwać skojarzenia z inną książką z tej serii Lalkami w ogniu, która, choć temat interesował mnie dużo bardziej, wciągała, zachwycała wspaniałymi, zupełnie-nie-reportażowymi opisami. Tu nic nie próbowało mnie przyciągnąć. I gdy skończył się całkiem niezły rozdział 4., czyli Z monastyru do psychuszki i z powrotem, to skończył się mój wspomniany zapał i przez rozdział 8. już nie przebrnęłam.

Starano się urozmaicić książkę krótkimi Pocztówkami z..., zawierającymi krótkie scenki z podróży, mającymi pokazać mentalność mieszkańców, ale nie wyszło. Wszystko przesiąkło nudą.

Być może zabrałam się za tę książkę w złym momencie. Może trzeba było zabrać ją na wyjazd i wtedy przeczytać. Możliwe, że po jej ukończeniu ocena skoczyłaby o 2 punkty. Lecz tak się nie stało i nie stanie.

Z książki wyniosłam jedną rzecz: że życie na Bałkanach jest beznadziejne i nudne. No może nie tylko na Bałkanach, bo dwa (jedne z lepszych) reportaży dotyczą Polski. Na pewno jest stwierdzenie mylne i krzywdzące. Ale jedyne, jakie mogę wynieść po tak pesymistycznej i nudnej lekturze.

Marre

to jest Europa Wschodnia... (Galicnik w Macedonii, zamieszkiwany tylko latem)
źródło: exploringmacedonia.com
...ale to również (opuszczony kosowskie Janiejvo, zamieszkiwane do niedawna przez chorwackich katolików)
źródło: librumlegens.wordpress.com

1 komentarz:

  1. O tej książce wcześniej nie słyszałam, ale widzę, że nic nie straciłam ;)

    OdpowiedzUsuń