czwartek, 20 sierpnia 2015

[161] Stanisław Lem - DZIENNIKI GWIAZDOWE | Przygód Tichy'ego podwójne dno


Jest to moje czwarte spotkanie z twórczością Lema i drugie, które mam okazje opisać na blogu. Zaczęłam jakieś dwa lata temu Bajkami Robotów i zakochałam się. W dowcipie, inteligencji. Potem przyszło Solaris i Pilot Pirx, przez którego jednak nie przebrnęłam. A teraz przyszła kolej na Dzienniki Gwiazdowe.

I śmiało mogę napisać, że to najlepszy utwór [a raczej zbiór utworów] Lema, jaki dotąd czytałam. Autor doskonale łączy humor i absurd z głębszymi znaczeniami. Najlepszym przykładem takiego opowiadania będzie z pewnością Podróż ósma, w której Ijon Tichy zostaje delegatem do Organizacji Planet Zjednoczonych. I wśród wielu absurdów, obrażania ludzi jako stworzonych z białka, rodzi się smutna refleksja nad tymi organizacjami tylko o zasięgu ziemiskim, w których niby wszystkie kraje są równe, ale równiejsze też się znajdą.

To ogólny pomysł na opowiadania o Tichym, ale każdą  regułę muszą potwierdzać wyjątki. I tu tak jest, zwłaszcza, że im późniejsze opowiadania, tym poważniejsze. Szczytem tego jest Podróż dwudziesta pierwsza, gdzie autor zajmuje tematem transcendencji oraz sensu istnienia oraz kształtu Boga w świecie, gdzie nie ma żadnych ograniczeń, gdzie wygląd człowieka ogranicza tylko jego wyobraźnia [no i prawo]. Tutaj czytelnik zostaje nagle przywalony mnóstwem filozofii. I choć w pierwszej chwili poczułam małe przytłoczenie, to potem powolutku zagłębiłam się w kilkuwiekową historię planety, czego nie żałuję.

Do właściwych Dzienników Gwiazdowych dołączone zostało również pięć opowiadań ze Wspomnień Ijona Tichy. Cztery z nich to spotkania z naprawdę ciekawymi osobami [idea świata "w skrzynce" - genialna!], a jedna... to po prostu Tragedia pralnicza ;) Inaczej tego nie określę.

O głównym bohaterze nie wiemy zbyt wiele [oprócz tego, że ma gigantycznego pecha do przygód]. Jego przygody są zbyt rozwleczone w czasie i częściowo siebie wykluczają. Taki zabieg wnosi te historię na wyższy poziom i jest ostatecznym argumentem dla tych, którzy próbowaliby traktować to serio.

Dzienników gwiazdowych nie czyta się szybko, bo to w końcu Lem, ale z tego samego powodu lektura jest niezwykle przyjemna. Napisana językiem w miarę prostym, ale diabelnie inteligentnym. I w przeciwieństwie do Pirxa, o którym już wspomniałam, czytelnik nie jest bombardowany tyloma przestarzałymi szczegółami technicznymi. Wystarczy kalkulator na komputer zamienić i do niczego przyczepić się nie można. Pozostanie jedynie czysta uczta literacka. Której każdy moim zdaniem powinien skosztować.

Marre

PS. Przepraszam za wyjątkowo sztywny tekst, jedynie podsumowanie wyszło mi jako tako, ale recenzję męczyłam 3 h z przerwami, sama nie wiem dlaczego. Więc efekt dla mnie i tak całkiem zadowalający.

źrodło: weronikaes.alfa-plus.pl
źrodło: weronikaes.alfa-plus.pl
Autor:  Stanisław Lem
Tytuł: "Dzienniki gwiazdowe"
Wydawnictwo: Agora SA
Stron: 378
I wydanie: 1957 [jeszcze nie ze wszystkimi opowiadaniami]
Gatunek: science fiction
Ocena: 9/10

9 komentarzy:

  1. Sci-fi to nie dla mnie, chociaż ostatnio zamówiłam sobie na Znaku dwie części "Piątej fali". Nigdy w życiu nei czytałam nic w tym gatunku, pokusiła mnie cena... Ciekawa jestem, jak się skończy moje spotkanie z taką literaturą :)

    http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Piątej fali" nie czytałam, ale mam nadzieję, że okaże się dobra i przekona cię do gatunku :) Ja sama ostatnio odkrywam, że sf zaczyna wygrywać u mnie nawet z fantasy, mimo że też kiedyś go nie cierpiałam ;)

      Usuń
  2. Do tej pory czytałam tylko "Solaris". Planuję poznać więcej książek tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sci-fi i absurd to jednak raczej nie moje klimaty. Chociaż wujek mi ostatnio polecał "Bajki Robotów", ale jakoś się nie przełamałam.
    Chociaż jakiegoś Lema pewnie prędzej czy później i tak przeczytam ;).
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bajki robotów" to naprawdę dobry początek, tylko zachęcą do lektury Lema. Mają podobny nastrój do "Dzienników", ale to zdecydowanie wersja "light" :)

      Usuń
  4. Uwielbiam Stanisława Lema. "Dzienniki Gwiazdowe" w szczególności. Rzeczywiście jest to lektura, którą czyta się długo (ja czytałam baaardzo długo), ale zdecydowanie warto! Najbardziej zapadła mi w pamięć przygoda z naprawianiem statku i spotkaniem siebie z czwartku;)!ach, te załamania czasowe, nie mówiąc już o tym, że książki Lema to prawdziwa kopalnia filozoficzna ;)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak... Zastanawiam się tylko, dlaczego on po kilku dniach nie pomyślał, żeby nie walić w głowę późniejszego siebie, skoro wiadomo było, że potem sam dostanie ;D

      Usuń
  5. Oj muszę koniecznie nadrobić tego Lema. Do tej pory czytałam tylko "Solaris" i "Bajki robotów", a lekturę wspominam bardzo miło :) "Dzienniki gwiazdowe" dopisuję do długiej listy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałem "Bajki robotów", teraz pora na "Solaris", a potem... to czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń