poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Neil Gaiman - NIGDZIEBĄDŹ | Nieskończony potencjał


Drogi pamiętniku. W piątek miałem pracę, narzeczoną, dom i sensowne życie, o ile w ogóle życie może mieć sens. Potem znalazłem na chodniku ranną, krwawiącą dziewczynę i próbowałem zostać dobrym Samarytaninem. Teraz nie mam narzeczonej, domu ani pracy i wędruję sto metrów pod ulicami Londynu z perspektywą życia krótszego niż jętka o skłonnościach samobójczych.
fragment książki

Po odnowieniu moich stosunków towarzyskich z twórczością Neila Gaimana i odkryciu, że jest dużo lepsza niż pamiętałam, musiałam sięgnąć po Nigdziebądź. Oczekiwania miałam spore, dlatego też równocześnie bałam się, czy się nie zawiodę. Bo piękne okładki tworzone i do g... nojowych książek. Ale nie. Nie zawiodłam się. Było super :D

Teraz, gdy po skończonej lekturze myślę sobie o Nigdziebądź, to z jednej strony jawi mi się jako książka przeciętna. Z bohaterów wyraźniejszy charakter ma tylko Richard [chciałoby się pogłębić nieco Carabasa :3], bohaterowie idą z punktu do punktu, a każdy wiążę się z jakąś, mniejszą lub większą, przygodą, a intryga zbyt skomplikowana nie jest. Ale na drugiej szali mamy niesamowity Londyn Pod i odjechane pomysły autora, które przeważają i sprawiają, że lektura jest niesamowitym doznaniem.

Ludzie myślą, że ból zależy od siły kopniaka. Ale sekret nie w tym, jak mocno kopniesz, ale gdzie.

Nigdziebądź ma konwencję raczej baśniową, więc czytelniku spodziewaj się wszystkiego. Autor bawi się swoim światem, inspirując się nazwami różnych stacji londyńskiego metra. Jednak nie tylko z metrem mamy do czynienia, ale też z całą masą innych miejsc. Wyobraźnia Gaimana zachwyciła mnie już przy okazji Drażliwych tematów (recenzja tutaj), ale to... Sprawia, że Nigdziebądź można postawić obok Harry'ego Pottera na półce z książkami o nieskończonym potencjale, inspirujących zbyt wielu twórców, by można było ich zliczyć. [Kurde, sama mam ochotę walnąć fanfika, a przecież ich nie cierpię!].

Wspomniałam o średnio skonstruowanych bohaterach. Fakt, o Drzwi[ach?] czy Carabasie nie mogę powiedzieć zbyt wiele, za to Richard jest wspaniały w swej zwyczajności. No bo jak Wy zachowalibyście się, gdyby nagle wszyscy przestali Was zauważać i musielibyście zejść do, bądź co bądź, kanałów? Z pewnością tak jak Richard. Jest to jednocześnie książka o odkrywaniu w sobie odwagi, mierzeniu się z nadzwyczajnymi zdarzeniami i... dojrzewaniu. Tak, zupełnie jak w młodzieżówce, tyle że w wersji dla dorosłych. Co zaskakujące, bardzo mi to zasmakowało, bo Gaiman niesłychanie dobrze opisuje prostą psychikę protagonisty.

Wspomniałam o dojrzewaniu. Pod warstwą przyjemnej, oryginalnej historyjki kryje się pytanie o sens nudnego, szarego życia. Które niby zaspokaja potrzeby spokojnego człowieka, ale czy nawet największy przeciętniak nie pragnie odmiany? Pod koniec książki Gaiman stawia Richarda właśnie przed takim dylematem. I ten ostateczny wybór doskonale podsumowuje przemianę, jaka zaszła w protagoniście. Bez tego zakończenia, książka byłaby o wiele mniej wartościowa i na pewno odebrałabym ją dużo słabiej.

Wiem, że to osobiste pytanie, ale czy jesteś może chory na umyśle?

Jest jeszcze jeden fragment, który dosłownie chwycił mnie za mordę i który wspominać będę jeszcze długo. Wzięło się to pewnie z mojego przekonania, że jednym z najważniejszych elementów urban fantasy jest konfrontacja rzeczywistości fantastycznej z tą, którą znamy na co dzień. A scena, w której w ramach tortur wmawia się Richardowi, że wszystko, co przeżył w Londynie Pod to chore urojenie, a on sam jest bezdomnym wariatem żyjącym na stacji metra... Sama nie wiem do końca dlaczego, ale to z pewnością mój ulubiony fragment.

Książka napisana jest językiem prostym, acz często przewrotnym i zabawnym. Powieść nie jest przegadana, a Gaiman w kilku krótkich zdaniach potrafi świetnie zbudować atmosferę czy zarysować wygląd otoczenia. Nigdziebądź czyta się szybko - to kolejna przyjemna lektura na dwa wieczory w ostatnim czasie. Jednak, jak już wspomniałam, to płaszczykiem dobrej historyjki kryje się spora głębia. A niesamowity świat sprawia, że powieść ta wyróżnia się na tle innych i zapada głęboko w pamięć. I że chcę się do niej wracać. Jednocześnie żałuję i cieszę się, że nie powstała kontynuacja. W końcu tyle jeszcze stacji do zbadania :) Polecam.

Marre

PS. Z pewnością jeden z odcinków Niedzieli poświęcę Gaimanowi :3

PS2. Znalazłam przez przypadek, przeglądając okładki. Wydanie brazylijskie, a na nim tekst... po polsku. Sami zobaczcie...

OMG... To jest piękne...
źródło: litbeetle.com


Autor: Neil Gaiman
Tytuł: "Nigdziebądź"
Oryg. tytuł: "Neverwhere"
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Stron: 331
I wydanie: 1996 [PL - 2001]
Gatunek: urban fantasy
Ocena: 8/10

13 komentarzy:

  1. W drodze do mnie "Drażliwe tematy", potem mam zamiar zaopatrzyć się w "Amerykańskich bogów", a Twoja recenzja po raz kolejny przekonuje mnie z z Gaimanem trzeba jak najszybciej się zapoznać.
    A to wydanie brazylijskie hmmm... ciekawe, nie powiem :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz, jak mnie zachęciłaś. Nawet nie wiesz, jak mnie zachęciłaś! Kurde, czemu dotąd nie znałam tego autora. Kurde, czemu dotąd nic z niego nie czytałam? A już się bałam, że nie będę miała co czytać, a tutaj taka miła niespodzianka! Zaraz lecę na stronę biblioteki!
    Osobiście przepraszam, że taki chaotyczny ten komentarz, ale uratowałaś mi książkowe życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :D (A chaotyczne komentarze, o ile są pochlebne, wybaczamy ;))

      Usuń
  3. Uh, Gaimana pragnę, pragnę! Znam go dzięki jego duetowi i przyjaźni z Pratchettem, a odkąd przeczytałam "Dobry Omen" to mam ochotę na jego książki :).
    Baśnie, fanfiki, psychika... I jeszcze szybko się czyta? No to już wiem, że nie będę mogła się oprzeć :3.
    Faktycznie :P. Może jakiś Polak pracował w Brazylii jako grafik albo co?
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja stawiałam raczej na coś takiego: o, jaki pokręcony język z takimi fajnymi ogonkami - będzie ciekawie wyglądał na okładce! :P

      Usuń
  4. "Nigdziebądź" jakoś mnie nie porwało, choć przyznam, że czytało się całkiem przyjemnie. Może po prostu oczekiwałam czegoś trochę innego. Mimo to koniecznie muszę sięgnąć po "Amerykańskich bogów". ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Właśnie zauważyłam nagłówek i zmianę wyglądu bloga - naprawdę cudowny! :)
    A "Nigdziebądź"? Uwielbiam! To moja druga książka Gaimana (po "Gwiezdym Pyle") i naprawdę mnie przekonał do swojej twórczości. Później już był zbiór opowiadań, "Amerykańscy bogowie" i "Chłopaki Anansiego". Koczuję teraz na "Księgę cmentarną" :)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, a już myślałam, że namęczyłam się z dziadem po to, żeby nikt nie zauważył :P Dzięki :)

      Usuń
  6. Moja przygoda z Gaimanem zaczęła się dawno temu, "Amerykańskimi bogami". Niedawno przeczytałam "Chłopaków Anansiego" i nadal było tak samo zachwycająco, z humorem i pewną niezbyt nachalną mądrością. Do "Nigdziebądzia" bardzo mnie nie ciągnęło, ale myślę, że niebawem ją przeczytam:). A okładka jest po prostu niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  7. Coraz więcej ludzi chwali Gaimana, w końcu trzeba mi się będzie za niego zabrać :D

    http://zapomnianypokoj.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedna z lepszych książek Gaimana moim zdaniem. Świetnie potrafi uchwycić baśniowy świat fantasy i włożyć go w realia współczesności.

    OdpowiedzUsuń