sobota, 14 maja 2016

Kathryn Stockett - SŁUŻĄCE | Jak pisać o segregacji rasowej

kadr po prawej: collider.com
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Przyznaję: najpierw obejrzałam film. A później jeszcze kilka razy. No zakochałam się po prostu. Ale o książce dowiedziałam się dopiero po fakcie! Uwierzcie!... I pewnie dotąd poprzestałabym na tym, gdyby nie tknęło mnie sprawdzić, czy książka nie znalazła się w mojej bibliotece. I była... Długo bałam się, że Służące nie spełnią moich oczekiwań. (Znacie to uczucie, gdy książka leży na stosiku, a wy nie sięgacie po nią, bo lękacie się rozczarowania?). Bo liczyłam na bardzo wiele. Ale nieoczekiwanie zostałam całkowicie zaspokojona i oryginał okazał się odpowiednio lepszy od ekranizacji. Diabelnie bliski ideału.

Akcja "Służących" rozgrywa się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na amerykańskim Południu. W czasach, gdy Martin Luter King walczył o zniesienie segregacji rasowej. Skeeter, córka plantatora bawełny, wraca po studiach do rodzinnego miasteczka. I postanawia napisać książkę o czarnoskórych kobietach pracujących w domach białych rodzin. Dwie służące, Aibileen i Molly, zgadzają się opowiedzieć jej o swoich doświadczeniach. Wbrew pozorom zadanie, którego podjęły się bohaterki, okazuje się bardzo ryzykowne. Jednak odwaga i determinacja trzech kobiet zapoczątkuje nieodwracalną zmianę w ich własnym życiu oraz w życiu mieszkańców miasta.
źródło opisu: merlin.pl

Chciałam napisać coś w stylu "najmocniejszą stroną książki jest", ale ciężko wybrać jeden element. Mógłby to być sam charakter powieści. Autorka nie bawi się w interpretacje problemu segregacji rasowej (jak Harper Lee w Idź, postaw wartownika - recenzja - choć tam zostało to zrobione po mistrzowsku), ale nie tworzy też mdłego czytadła z gatunku: "och, jak ci czarni mieli źle". To sugestywny obraz społeczeństwa amerykańskiego południa na początku lat sześćdziesiątych. Autorka ciepło i niejednokrotnie z humorem ukazuje problemy ówczesnych kobiet, niezależnie od ich koloru skóry. Owszem, tytułowe służące wysuwają się na pierwszy plan, ale tylko pozornie. Żadna z grup nie zostaje wyróżniona - wszystkie bohaterki są równe i każda ma swoje problemy. Bardzo podoba mi się taka równość, bo nie przepadam za pozycjami skupiającymi się wyłącznie na Afroamerykanach.

Stuart potrzebuje "przestrzeni" oraz "czasu", zupełnie jakby to była lekcja fizyki, a nie związek dwojga ludzi.

Mamy trzy narratorki: niezależną Skeeter, będącą główną przyczyną całego zamieszania; pyskatą Minny oraz muszącą poradzić sobie ze stratą syna Aibileen. To z ich punktów widzenia poznajemy całą historię. Ale poza nimi mamy również moc ciekawych postaci drugoplanowych. Raczej czarno-białych (to nie jest jedna z tych pozycji szafujących dwuznacznością moralną), ale niezmiennie budzących emocje. Według mnie ciężko napisać takie, kiedy targetem są osoby 18+. Tutaj się udało. Nie jest to szczyt psychologii stosowanej, ale na pewno coś wspaniałego. A Celia pozostała moją ulubioną bohaterką - jak pokochałam ją w filmie (świetna rola Jessici Chestain), tak lektura moje uczucia tylko wzmocniła.

Chyba wtedy zrozumiałam, co to wstyd i jaki ma kolor. Wstyd nie jest czarny jak brud, chociaż wcześniej tak myślałam. Wstyd ma kolor nowego białego mundurka, co na jego kupno twoja matka prasowała rzeczy przez całe noce. Jest biały bez smużki ani plamki.

Choć Służące zaskakują obszernością, to momentalnie wciągają. Czyta się szybko i, pomimo niespiesznej akcji, bardzo równo. Autorka zaryzykowała i zastosowała w narracji stylizację językową. Nie lubię tego rozwiązania, zazwyczaj tylko irytuje i wydaje się sztuczne. Tutaj również błędy niewykształconych bohaterek wydają się nieco wygenerowane automatycznie, ale nie przeszkadza to aż tak w lekturze. A przynajmniej nie przy aż przy pozostałych zaletach.

Zawsze zakładałam, że szaleństwo jest ponure i pełne goryczy, ale tak naprawdę przenika człowieka do głębi i jest cudowne, o ile naprawdę się w nim wytarzać.

Jeśli chodzi o samo porównanie z filmem, to napiszę tak: ekranizacja jest bardzo wierna. Jak wspomniałam, powieść kwalifikuje się już raczej do tych grubych i nie sposób było upchać to wszystko w trwającym dwie i pół godziny obrazie. Wyrzucono kilka wątków pobocznych, ale niestety przepadło również trochę scen lepiej ukazujących motywacje i charaktery postaci. W książce są one dużo lepiej uargumentowane. Sprawia to, że fani filmu nie powinni rozczarować się lekturą.

[...] bo tak to już jest z modlitwami. Są jak elektryka, wprawia w ruch różne rzeczy.

Służące to genialne babskie czytadło nie tylko dla bab. Oryginalnie ujęto oklepany temat, a całość opowiedziano z wielką swadą. Książka jest może nieco zbyt optymistyczna, ale w tym "niefajnym świecie" czasem chyba warto przeczytać coś bezpretensjonalnie ciepłego, nieco wzruszającego i napawającego nadzieją. Tak można najkrócej scharakteryzować tę powieść. Polecam wszystkim, a sama czekam na kolejne dzieło Kathryn Stockett.

Marre

Autor: Kathryn Stockett
Tytuł: "Służące"
Oryg. tytuł: "The Help"

Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Stron: 581
I wydanie: 2009 (PL - 2010)
Gatunek: obyczajowe
Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz