sobota, 4 marca 2017

Hendrik Groen "Małe eksperymenty ze szczęściem" | Dowcipnie o starości



Są takie książki. Gorsze lub lepsze, ale, powiedzmy, zadowalające. Kończysz je z satysfakcją i postanawiasz sobie chwilkę posiedzieć. I włącza ci się tryb dumania: dumacz w twoim mózgu, który większość czasu spędza słodko drzemiąc na swoim fotelu gdzieś za uchem wewnętrznym, przeciąga się i wstaje. A że jest to wyjątkowo marudny dumacz, twoje dumanie jakieś takie pesymistyczne się robi. I książka podoba ci się coraz mniej.

Małe eksperymenty ze szczęściem urzekły mnie już w chwili wydania. Istny fabularny samograj: staruszek komentujący w swoim dzienniku codzienne życiu w domu opieki. Tylko czytać! I co dziwne, faktycznie otrzymujemy wszystko to, czego oczekiwaliśmy. Dykteryjki są odpowiednio zabawne, a główny bohater pisze o nich odpowiednio złośliwie; jest śmieszno, jest smutno; znajdziemy tu kilka głębokich myśli. Ale... Czy serio są one na tyle głębokie?


Trochę płytko...

Rzeczą, która najmocniej rzuca się w oczy, jest stopniowa metamorfoza atmosfery. Pierwsze sto stron połyka się w zasadzie na raz, co i rusz wybuchając niekontrolowanym śmiechem. Stanowią one swoiste wprowadzenie do akcji. Potem jednak wszystko się zmienia, akcja staje się bardziej liniowa; częściej mamy do czynienia z wydarzeniami połączonymi ciągiem przyczynowo-skutkowym niż z zamkniętymi epizodami. Elementy humorystyczne również schodzą na dalszy plan, robiąc miejsce problemom głównego bohatera. Autor jednak ani przez moment nie wykorzystuje starości do snucia refleksji nad życiem itd. Celowo, jak tylko może, unika introspekcji. Zamiast skomplikowanych opisów emocji, Groen charakteryzuje ich zewnętrzne przejawy. Ten zabieg nasunął mi skojarzenia z Okruchami dnia Kazuo Ishiguro, tyle że wywołał efekt zgoła odmienny. Angielski pisarz przekazuje ciężar interpretacji z narratora na czytelnika i osiąga w tym mistrzowski poziom. Tymczasem Holender... No właśnie. Zwyczajnie pozbywa się owego ciężaru. Mam wrażenie, że głównym celem było uniknięcie nadmiernej "dramy". I to się udało. Ale co uzyskaliśmy poza tym? Mało. Protagonista wprost prezentuje swoje poglądy, lecz zupełnie się w nie nie zagłębia. Sprawiają przez to wrażenie płytkich i nieprzemyślanych. Zwłaszcza, jeśli się z nimi nie zgadzamy. Autor niby porusza tematy ciekawe moralnie, ale tylko przypadkiem i jakby zaraz czym prędzej od nich uciekał. Żeby ktoś przypadkiem nie uznał książki za poważną. Można to traktować jako wadę lub zaletę. Jako spłycenie lub zabieg na rzecz zachowania lekkiego charakteru powieści. Ja jednak skłaniam się chyba w pierwszym kierunku.


...ale przyjemnie

No ale, jak wspomniałam, jest to pozycja pod pewnymi względami świetna. I takim względem na pewno będzie krytyka i rozrachunki z "klasą emerycką". Autor (który sam jest najprawdopodobniej starszym człowiekiem - klik) bezlitośnie wytyka wszystkie jej bolączki, absurdy i typowe cechy. Bohaterowie są lekko przerysowani, ale gdyby się zastanowić, to bez trudu można znaleźć podobne osoby i wokół siebie. Jego staruszkowie nie są jednolitą grupą, ale jednostkami z różnorodnymi charakterami. Groen z łatwości przekazuje swoje odczucia na czytelników: wiemy, kogo kochać, kogo nienawidzić i za co konkretnie. Przedstawia też położenie emerytów w społeczeństwie i stosunek do nich pozostałych grup wiekowych: dzieci "odwiedzających" swoich rodziców w domach opieki, polityków wykorzystujących ich poparcie do zdobycia władzy, a w szczególności tych, którzy uważają ich za bezmyślną masę. Autor walczy z tym przekonaniem, podkreślając prawo każdego do godności osobistej.

Całość napisana jest lekko, poszczególne wpisy są krótkie oraz konkretne i w rezultacie Małe eksperymenty ze szczęściem czyta się bardzo szybko. Hendrik Groen pokazuje, że starość, mimo licznych problemów, nie jest czekaniem na śmierć, a wiekiem jak każdy inny. I że wystarczy tylko odrobina dobrej woli, aby ją umilić. Lekkie, lecz inteligentne czytadło na kilka wieczorów. Polecam.


Marre


PS. Choć nie wiem, czy mam ochotę na ciąg dalszy. Małe eksperymenty... tworzą zbyt miłą zamkniętą całość, by ryzykować sięganie po kontynuację. Ja czuję się w pełni zaspokojona.


Autor: Hendrik Groen (pseudonim)
Tytuł: "Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4"
Oryg. tytuł: "Pogingen iets van het leven te maken. Het gehaime dagboek van Hendrik Groen, 83 1/4 jaar"
Seria: "Małe eksperymenty ze szczęściem" (tom 1/2)
Wydanie: Albatros, 2016
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Stron: 399
Rok I wydania: 2014 (PL - 2016)
Gatunek: obyczajowe, dziennik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz