środa, 8 marca 2017

Szczepan Twardoch "Król" | Wymieszaj miód z dziegciem albo o książce pełnej sprzeczności



To moje pierwsze spotkanie z prozą Szczepana Twardocha. Nigdy mnie do jego książek nie ciągnęło, dopiero o Królu pomyślałam: Brzmi całkiem nieźle. Bo lubię, gdy głównonurtowi pisarze biorą się za powieści gatunkowe. To zawsze spory powiew świeżości; potrafią oni podejść do stałego zestawu motywów obiektywnie i wykorzystać je do zbudowania ciekawej, nowatorskiej całości. Dlatego, gdy zobaczyłam niezwykle wysokie oceny tej powieści, poczułam się przekonana. I przeczytałam.

Wszystko zaczyna się w zatłoczonej sali Kina Miejskiego, gdzie rozentuzjazmowana publiczność przygląda się walce bokserskiej. Trwa ostatnie starcie w meczu o drużynowe mistrzostwo stolicy. Polscy kibice dopingują reprezentanta Legii — znanego falangistę Andrzeja Ziembińskiego. Z żydowskich trybun dobiegają okrzyki na cześć zawodnika klubu Makabi Warszawa, Jakuba Szapiry. Ten wieczór należy do niego. Wśród wiwatów jednych i gwizdów drugich, triumfowi Szapiry przyglądają się siedemnastoletni Mojżesz Bernsztajn oraz Kum Kaplica — stary bojownik PPS, socjalista i król warszawskiego półświatka.

Czterdzieści lat później, w Tel Awiwie, emerytowany żołnierz Mosze Inbar pochyla się nad maszyną do pisania, by powrócić do wieczoru, w którym po raz pierwszy ujrzał na ringu pięknego, zuchwałego i niezmiernie pewnego siebie boksera. Wówczas nie wiedział jeszcze, że w 1937 roku to właśnie Szapiro, prawa ręka Kaplicy, zabił jego ojca z powodu niespłaconego długu. Nie przypuszczał też, jak wiele w jego życiu zmieni jeden wieczór i spotkanie z Kumem Kaplicą…

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie


Styl wspaniały, styl drażniący

Dobra, to nie miała być kolejna anegdotka z gatunku "jak dałam się naciągnąć na popularną powieść". Chciałam płynnie przejść do opisu stylu autora. Po laureacie licznych nagród... spodziewałam się chyba czegoś więcej. Nic mnie w tym jego pisaniu nie urzekło. Opisując konkretne wydarzenia i dialogi, może pochwalić się wielką sprawnością i wyczuciem. Wszelkie "nawalanki", stanowiące jedne z mniej lubianych przeze mnie elementów, przedstawia niezwykle dynamicznie i, bądź co bądź, artystycznie. To nie jest zwykłe rzemieślnictwo, jak w większości literatury akcji. Gorzej, gdy przechodzi on do fragmentów (pseudo)poetyckich. Jego zabawa słowem, a przede wszystkim powtórzeniami, drażniła mnie. Generalnie ją uwielbiam, ale tu wybitnie mnie drażniła. Chyba chodzi o wspomniane wyżej wyczucie, którego w tym aspekcie zabrakło. Podobnie, jak w wątku Litaniego, śpiewającego wieloryba unoszącego się nad Warszawą. Odebrałam go jako symbol pamięci, ale również wskaźnik, aby nie odbierać powieści wyłącznie w wymiarze dosłownym, skupić się na detalach. Lecz z drugiej strony: tak bardzo raził swoją pretensjonalnością i nachalnym symbolizmem...

Inną rzeczą charakterystyczną dla stylu autora jest sposób poruszania się między różnymi planami czasowymi. Twardoch nie używa typowych podwójnych enterów, gwiazdek itp. (znaczy używa, ale w nieco innych sytuacjach). Nie prezentuje toku przebiegu akcji, a tok myślenia narratora. Gdy więc jedno wydarzenia wywołuje w jego umyśle natychmiastowe skojarzenie z innym - ma to swoje odzwierciedlenie w zapisie. Pozwala to głębiej wejść w jego psychikę i, podobnie jak Litani, każe zastanowić się nad opowiadaną historią i rolą samego narratora.


Ach, ta mafia

Ale na nim skupię się dopiero w końcówce. Przejdźmy teraz do czegoś innego. Wspomniałam o autorze głównonurtowym zabierającym się do prozy gatunkowej. Ów gatunek to dla mnie historyczna powieść gangsterska. I teraz też nie będzie słodko. Ponieważ sama fabuła jest przeciętna. No dobrze: niezła. I problem nie tkwi chyba nawet w dość nietypowej dla mnie tematyce, gdyż wątki gangsterskie w Ojcu chrzestnym (w przeciwieństwie do tych obyczajowych) mnie oczarowały. Król, pomimo wyraźnego osadzenia w ówczesnej polityce i głośnych wydarzeniach, nie wciąga. Momentami akcja stawała się dla mnie tak obojętna, że zmuszałam się do czytania.

Jak wspomniałam, autor stara się szokować brutalnymi, naturalistycznymi opisami, brudem moralnym, zepsuciem, wyuzdaniem seksualnym i całą resztą tego tałatajstwa. Czysty literacki turpizm. Ale wobec mało interesującej fabuły na wiele się to nie zdaje. Co więcej zaczyna drażnić, podobnie jak wspomniana pseudopoetyckość. Właściwie mam wrażenie, że coraz częściej połączenie tych dwóch ostatnich elementów staje się przepisem na stworzenie "ambitnej", nagradzanej książki. A mnie to męczy, brzydzi i nudzi. Bohaterowie, choć wielowymiarowi oraz ciekawie nakreśleni, również wpisują się w tę tendencję. (Chciałabym napisać o nich więcej, podobnie jak o narratorze, ale trudno było by to uczynić bez spoilerów. Możecie to uznać za czynnik intrygujący).


Ale.

Oto mój zasadniczy zarzut: to średnia powieść gatunkowa jest. Jednakże. Pozostaje wątek narratora, który od samego początku intryguje. Wątek szaleństwa. Wątek? No właśnie czego? Narrator opisuje nam pewną subiektywną prawdę, która w trakcie dość mocno ewoluuje. W świetle ostatnich wydarzeń wydźwięk całej powieści zupełnie się zmienia. To już nie jest książka o niczym. To opowieść o poczuciu winy, ale i egoizmie. I piętnie przeszłości, które nigdy nas nie opuszcza. Z jednej strony narrator jest złym człowiekiem. Z drugiej - budzi jakąś sympatię. Z trzeciej - czymś gorszym niż potwór. A z czwartej - wrakiem człowieka, któremu nie można nie współczuć.

I pod tym względem mogłabym się w Królu zakochać. Poza tym oczywiście wedle oczekiwań otrzymujemy pasjonujący obraz społeczeństwa żydowskiego w międzywojennej Warszawie oraz różnorodnych stosunków między jego przedstawicielami a Polakami. Jednak wyznaję zasadę, że ambitna powieść gatunkowa powinna być też dobrą powieścią gatunkową. A ona całkowicie mnie zawiodła. W moim sercu pozostanie więc smutek. Nie potrafię Wam jednoznacznie tej książki polecić lub odradzić. Przeczytajcie recenzję i sami zadecydujcie.


Marre


PS. Wow, średnia spadła poniżej 8. Nie wierzę.


Spróbuj także:



Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: "Król"
Wydanie: Wydawnictwo Literackie, 2016
Stron: 429
Rok I wydania: 2016
Gatunek: powieść historyczna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz