Istnieje grupa powieści trudnych, męczących, ale przez to niezwykle satysfakcjonujących. Które hipnotyzują, ale swoją formą uniemożliwiają "wciągnięcie się". Ale które, w miarę jak odkrywamy, że nie mamy do czynienia wyłącznie z piękną wydmuszką, zwyczajnie zachwycają. I Kruso do nich należy.
