środa, 3 czerwca 2015

[131] Patologia KOBIETY EPOKI WIKTORIAŃSKIEJ

Autor: Agnieszka Gromkowska-Melosik
Tytuł: "Kobieta epoki wiktoriańskiej. Tożsamość, ciało i medykalizacja"
Wydawnictwo: Impuls
Stron: 178 [191 z bibliografią]
I wydanie: 2013
Gatunek: literatura faktu/książka historyczna
Ocena: 6/10











Z góry pragnę przeprosić za tytuł. Może być on nieco krzywdzący dla książki, z której naprawdę trochę wyciągnęłam. Aczkolwiek to jedna z pierwszych moich reakcji po [i w trakcie] lektury. I nic tego nie zmieni.

Po książkę sięgnęłam zafascynowana tą epoką. Tak, mam swoje małe dziwne pasje [to ta a propos, gdybyście zastanawiali się kiedyś, czemu sięgam po wszystkie steampunki na mojej drodze ;)]. Tym razem chciałam do tego podejść nieco profesjonalniej i zyskać nieco "specjalistycznej" wiedzy na temat codziennego życia kobiet z warstwy średniej i wyższej, a także "wejść" nieco w jej głowę. Do lektury zasiadałam z pewną wiedzą [czyt. wiedzą z Wikipedii]. I dobrze. Bo nie jest to książka popularnonaukowa, ale naukowa. Styl i język są dosyć ciężkie, ale da się przyzwyczaić.

Autorka zajęła się przede wszystkim cielesnością kobiecą i seksualnością. Pokazała "ideał" kobiety tamtych czasów od strony psychicznej, czyli tzw. "anioła domu" - osobę najlepiej czującą się w domu, uległą mężczyznom, której najwyższym przeznaczeniem było macierzyństwo. Tak w bardzo, bardzo wielkim skrócie. Dowiedziałam się, jak strój "represjonował" płeć piękną, poznałam "zagrożenia" dla dziewcząt, płynące z edukacji, o "blednicach" i "histeriach", będących często reakcją na zaszczucie oraz zamknięcie kobiet, i jaką, mało chlubną, rolę odegrała w tym medycyna.

źródło: wiktorianizm.ucoz.pl
Autorka nie skupiła się tylko na, pokaźnych swoją drogą, źródłach pisanych, ale zamieściła również kilka reprodukcji obrazów z tamtego okresu. Oczywiście, interpretacja jako takich nie jest mi obca, ale... Uświadomiono mi, ile można wywnioskować z pojedynczej pracy, jak głęboko wejść w epokę. Dziękuję za to i chapeau bas [nawet jeśli interpretacje były cudze].

I jakie moje całkowite odczucia po lekturze? [Bo chyba to przede wszystkim powinno się oceniać w non-fiction]. Moim zdaniem Agnieszka Gromkowska-Melosik opisała właśnie tytułową patologię. Z punktu widzenia współczesnego człowieka 95% elementów epoki zawartych w tej książce jest zwyczajnie chore. Rozumiem, to zupełnie inne realia, ale nie wmówicie mi, że było aż tak. Autorka poświęciła odmiennym stanowiskom historykom [akurat jeśli chodzi o relacje wewnątrzmałżeńskie] całe 4 strony, by potem wytknąć błędy w jednej, czołowej niby, ankiecie, i stwierdzić, że jej to jednak nie przekonuje. A dodajmy, że te odmienne stanowisko, to stwierdzenia, że przynajmniej w średnich warstwach społecznych dochodziło do małżeństw z miłości, a niektórzy szukali jednak w małżeństwie uczucia i przyjaźni... Podchodząc zdroworozsądkowo: czy to takie nieprawdopodobne? To samo tyczy roli wiary i macierzyństwa. Po raz kolejny traktuje się to jako sposób spętania człowieka, co szczególnie razi właśnie w książkach historycznych. Jakby niektórzy naprawdę nie rozumieli, że dla kogoś to jest [a w szczególności było kiedyś] rzeczywiście czymś ważnym.

Muszę przyznać, że ten moment zachwiał moją wiarę w prawdę historyczną Kobiety epoki wiktoriańskiej i chyba autorce nie udało się już do końca odzyskać mojego zaufania. W książce odnalazłam mimo wszystko bardzo wiele przydatnych informacji i zachęciło mnie do zagłębiania się w temat. Najpiękniejszym i jednocześnie najstraszniejszym z tego wszystkiego widokiem była bibliografia - a w niej znaczna większość prac nieprzetłumaczonych [i bez szans na przetłumaczenie] na język polski... A więc muszę się przykładać do nauki angielskiego... ;)

Polecam, ale jedynie osobom naprawdę zainteresowanym tematem.

Marre

źródło: victiorianerawomen.blogspot.com

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu [124,9+1,3=126,2cm]

11 komentarzy:

  1. Interesująca recenzja, fajnie, że czytasz cos takiego. Po ksiażkę z pewnością siegnę.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę napisać, że w tym miesiącu ukażą się recenzje jeszcze 3 książek niebędących powieściami [w tym jedna właśnie historyczna] i mam nadzieję, że te też cię zainteresują :)

      Usuń
  2. Raczej nie jestem aż tak zainteresowana tematem, wiec odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie ten temat bardzo ciekawi, więc gdy będę miała okazję to z przyjemnością sięgnę po ten tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba jednak odpuszczam, wolę sięgnąć po coś z fabułą ;)
    Ale fajnie, że rozwijasz swoje zainteresowania, lektura na pewno była jednak wartościowa pod pewnymi względami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Charaktery kobiet się nie zmieniają ale stroje tak i jestem zafascynowana ich pięknymi strojami.
    http://agnesczytaipisze.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu bym się chyba nie zgodziła, bo większość moim zdaniem zależy od wychowania i wymagań stawianych przez środowisko, a to się zmieniło bardzo :)
      A stroje naprawdę świetne. Moje ukochane to z lat 70. XIX w., czyli z tymi wielkimi turniurami z tyłu :D [jak na obrazkach]

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o tą epokę to interesuję się raczej tylko ubiorem, ale myślę, że zajrzę i poczytam te rewelacje ;)

    http://cyrenise.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja interesująca i dobrze napisana, ale razi mnie nadużywanie zwrotów w obcych językach, a przecież Polacy nie gęsi. .. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, czasami też jestem z tego powodu na siebie zła (chociaż tutaj chyba zdarzyło mi się to tylko 2 razy), ale wynika to przede wszystkim z tego, że w recenzjach używam raczej swojego codziennego języka - stąd tyle cudzysłowów, emotikonów i właśnie zapożyczeń.
      Ale bardzo się cieszę, że recenzja się spodobała :)

      Usuń