czwartek, 25 czerwca 2015

[141] J. Green + D. Levithan - WILL GRAYSON, WILL GRAYSON | Moje (ponowne) wołanie o rzetelność wydawcy

Autor: John Green + David Levithan
Tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Oryg. tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Wydawnictwo: Bukowy Las
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Stron: 365
I wydanie: 2010 [PL - 2015]
Gatunek: young adult
Ocena: 4/10








Nie lubię wklejać opisów okładkowych tylko po to, by wytknąć, jak bardzo nic nie mają do treści książki. Ale muszę. Bo ponownie otrzymałam zupełnie coś innego, niż oczekiwałam.

Pewnego zimnego wieczoru w Chicago przecinają się ścieżki dwóch Willów Graysonów. Nazywają się tak samo, ale do tej chwili żyli w zupełnie różnych światach. Teraz ich życie rusza w całkiem nowym i nieoczekiwanym kierunku. Po drodze jest miejsce na przyjaźń i miłość, muzykę i futbol, a emocjonalna plątanina znajduje kulminację w najbardziej szalonym i spektakularnym musicalu, jaki kiedykolwiek wystawiono na deskach licealnych scen.
[źródło: okładka]

Po opisie oczekiwałam historii o przyjaźni dwóch zupełnie innych chłopaków, z dwóch różnych światów, których początkowo łączy tylko wspólne nazwisko, ale potem rodzi się między nimi prawdziwa więź. I włączają się wspólnie w organizację jakiegoś musicalu [który od początku wydawał mi się słabym rozwiązaniem fabularnym]. Ale to dziwne, bo tak jakby opis "wygadywał" zakończenie. A no nie wygaduje, bo ma mało wspólnego z rzeczywistością.

Zacznijmy od stwierdzenia prawdziwego. Ci dwaj chłopcy się spotykają. Ale nie łączy ich przyjaźń, a raczej postać wspólnego przyjaciela, Kruchego [nie dajcie się zmylić: to naprawdę wielki chłopak]. Znaczy dla jednego przyjaciela, a dla drugiego chłopaka. Bo tak naprawdę, przynajmniej ja takie odniosłam wrażenie, głównym wątkiem jest wątek gejowski. I tu moim zdaniem wydawnictwo się nie popisało. Czyżby bało się, że zrobi tym antyreklamę książce? Więc nigdzie, ale to nigdzie nie zamieściło informacji o prawdziwej tematyce powieści Will Grayson, Will Grayson. Istnieją na pewno osoby, sama takie znam, które z pewnością nie sięgnęłyby po tę książkę po usłyszeniu takiej informacji. Nie dlatego, że to zatwardziałe homofoby, ale po prostu, bo je taka tematyka nie kręci. Ja się chyba do nich zaliczam. I nie chodzi tu o kwestie światopoglądowe, ale o zwyczajną rzetelność w opisach okładkowych, na którą tak strasznie zawsze nalegam.

Ale pora wziąć się za właściwą ocenę. Jak można się spodziewać, w książce narratorami są dwaj Willowie Graysonowie. Pod pewnymi względami zupełnie różni, a pod innymi zaskakująco podobni. Ich charaktery wykreowano naprawdę dobrze i choć nie odnajduję z nimi zbyt wielu wspólnych cech [o czym za chwilę], to naprawdę mogłam się wczuć w ich punkt widzenia [zazwyczaj]. Narracja prowadzona jest w obu przypadkach w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym. W dalszej części pozwolę sobie nazywam jednego Willem Graysonem od Jane i Willem Graysonem od Isaaca. Lepszej metody chyba nie znam, bo jak oznaczę ich cyferkami czy literkami, to sama się pomylę. A więc tego pierwszego wymyślił Green, a tego drugiego Levithan. Mam problem z narracją tego od Isaaca. Jego rozdziały zapisane są dosyć śmiesznie, bo bez użycia dużych liter. Jego stwórca napisał w swoistym posłowiu, że wynika to ze sposobu, w jaki jego bohater postrzega sam siebie, z jego problemów na tle depresyjnym itd. itd. Założył, że z początku będzie to irytować, ale potem przestanie.

A no nie. Mnie nie przestało. Gubiłam się w dialogach zapisywanych jak w scenariuszach i wszystko to wydawało mi się niepomiernie sztuczne. Nie odczułam w tym wpływu charakteru Willa od Isaaca, a jedynie sztuczną "artystyczność". No bo czy literatura nie powinna bronić się sama w sobie?

Nie podobało mi się też, że historie tych dwóch chłopaków właściwie nie miały ze sobą zbyt dużo wspólnego. Nie wpasowały się w siebie, nie dopełniły. To pewnie z tego powodu, że za każdą odpowiadał inny autor i nie udało im się do końca ze sobą zgrać.

Wspomniałam o irytacji. Otóż odkryłam, że można się do tego uczucia przyzwyczaić. Otóż pierwsze sto stron wkurzało mnie strasznie i czytałam tylko dlatego, że nie miałam na dzisiaj żadnej książki do recenzji i musiałam pochłonąć coś szybko ;) Potem już jakoś poszło. Ale uderzyło mnie, że nie poczułam żadnego wspólnego problemu z bohaterami. A tego najbardziej oczekuję od "czystych" młodzieżówek: poruszania uniwersalnych dla każdego kwestii. Jest wątek homoseksualny, ale w takim razie można by też umieścić coś dla innych. To nie jest młodzieżowa przygodówka, która może lecieć po schematach. Tu wszystko było takie "amerykańskie", że nie "polskie".

Książkę mimo wszystko czyta się dobrze. Język jest bardzo prosty, właściwie wszystko skupia się na dialogach, ale czasami autorom uda się pochwalić czymś ciętym lub zabawnym. Czyta się naprawdę szybko. Ale to nie wystarcza. Spodobać się może młodzieży zainteresowanej tematami LGBT. Ale nie musi. Reszcie raczej nie polecam.

Marre

źródło: zrecenzujemy.blogspot.com


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu [147+2,7=149,7cm]

14 komentarzy:

  1. John Green to już nie ten sam gość co od "Gwiazd naszych wina" i "Szukając Alaski". Osobiście uważam, że pisząc opowieść o Gusie i Hazel przeszedł sam siebie, a teraz tylko żeruje na popularności. Wielka, wielka szkoda.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak... "Gwiazd naszych wina" było wspaniałe... Wzruszające, ale też inteligentne i zabawne. Nie wymagałam wzruszeń przy "Will Grayson, Will Grayson", ale inteligencja oraz humor raczej dobrze wychodzą książce :|

      Usuń
    2. Musicie wziąć pod uwagę, że kolejność w jakiej wydawane są książki w Polsce to nie jest kolejność ich pisania :) GNW zostało napisane przez autora jako ostatnie.

      Usuń
    3. Tak, to daje nadzieje, ale nie zmienia faktu, iż książki są nieporównywalnie inne pod względem jakości.

      Usuń
  2. Blurby - bo tak się nazywają te opisy z tyłu okładek, zawsze kłamią. Zawsze. Przyzwyczajaj się :)

    Jeszcze jedna drobna uwaga. Young Adult nie jest żadnym osobnym gatunkiem, to raczej grupa wiekowa dla której książka jest przeznaczona. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to blurby :) I wiem, że zazwyczaj kłamią, spoilerują albo ich nie ma, ale zdarzają się też takie, które wynajdują to, co najlepsze w książce :)
      A co do young adult - u mnei to po prostu skrót myślowy oznaczający amerykańską powieść dla starszej młodzieży :D

      Usuń
    2. ja bym powiedziała, ze robi sie z tego osobny podgatunek - cos jak paranormal romance.
      co do recenzji - osobiscie lubie konfrontowac w recenzji tresc ksiazki z jej opisem. ktos musi to zrobic ;)
      mnie watek gejowski by nie zniechecil, aczkolwiek sam green nie rzucil mnie na kolana. czytalam dawno temu, zanim jeszcze autor stal sie popularny W poszukiwaniu alaski i ksiazka byla w porzadku, ale bez szalu. ostatnio przeczytalam tez Papierowe miasta i szczerze? nie bardzo rozumiem o co ten szum...

      Usuń
    3. Ja czytałam "Gwiazd naszych wina", które naprawdę mnie oczarowały (tu masz moją recenzję: http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2014/04/john-green-gwiazd-naszych-wina.html) i niby chciałam sięgnąć po inne książki Greena, ale recenzje były bardzo różne, więc się powstrzymałam. I teraz nie mam zbyt dużej ochoty :\

      Usuń
  3. ...ale mimo wszystko - wolę kłamliwe blurby od tych spoilerujących :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ja chyba też ;D (ale w sumie tu też się mały spoiler znajdzie z tym musicalem...)

      Usuń
  4. Z czystej ciekawości sięgnę by sprawdzić, co właściwie może zaoferować tak osławiony pan Green.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W wakacje planuję niebo bliżej zapoznać się z twórczością Greena.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Planowałam przeczytać tę pozycję, ale potem jakoś w sumie mi się odechciało. Po twojej recenzji widzę, że niewiele straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tej książki Greena jeszcze nie czytałam :p Dobrze, że uprzedzasz z jakim mamy do czynienia tematem, trochę to nierzetelne posunięcie z opisem książki. W każdym razie kiedyś pewnie ją przeczytam, bo jest w biblioteczce mojej siostry ;)

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń