Na sięgnięcie po twórczość Alice Munro nie mogłam się zdecydować bardzo długo. Może dlatego, że to literatura z grubsza kobieca, a mnie ten gatunek od zawsze odrzuca. I nawet Nobel średnio mnie przekonywał. Prawdopodobnie nie przeczytałabym Przyjaciółki z młodości, gdybym pewnego dnia nie wybrała się do biblioteki po dowolną książkę Aleksijewicz z założeniem, że skoro dostała Nobla, to jakąś jej pozycję kupić musieli! A no nie kupili. Więc wróciłam do domu z Munro. Nie żałuję tego: lektura bardzo przyjemna, choć utwierdzająca mnie w przekonaniu, że założeń literatury ambitnej nigdy nie zrozumiem.