środa, 22 lutego 2017

Między nowościami - marzec 2017



Przez ostatnie miesiące narzekałam, że niby coś wydają, ale właściwie nic mnie nie łapie za serducho. No to ten tego. Mam za swoje.

sobota, 18 lutego 2017

Terry Pratchett + Stephen Baxter "DŁUGA WOJNA, DŁUGI MARS, DŁUGA UTOPIA" | Kochać mimo wad

grafika w tle: Flickr


Są takie książki, a szczególnie cykle, które czytamy pomimo ich wyraźnych wad. Co więcej: lubimy, mimo że ich wady nam bardzo przeszkadzają. I Długa Ziemia zdecydowanie do nich należy. O ile rzadko wplątuję się w jakieś cykle, to tutaj przeważył tom pierwszy, który zwyczajnie mnie zauroczył (pragnąc uniknąć spoilerów, nie będę zamieszczała zarysu fabuły kolejnych części, dlatego zapraszam tutaj). Prosta linia fabularna oparta na motywie eksploracji nieznanych światów daje szerokie pole do kreacji i zostało one szczodrze wykorzystane. Ta powieść to jednocześnie swoisty paradoks: hard science fiction napisane w niezwykle lekki sposób - efekt współpracy bardzo różnych autorów. Musiałam więc sięgnąć po następny tom. I jeszcze jeden. Choć średnio było po co.

środa, 15 lutego 2017

Jacek Dehnel "Saturn" | Obrazy, których nie namalował



To jeden z tych tekstów, których nie powinniście traktować jako recenzje, a raczej wrażenia z lektury, z tego prostego powodu, że nie potrafię nawet uporządkować swoich przemyśleń. Tak reaguję na naprawdę wybitne utwory i z góry uprzedzam, że jako recenzentka poległam. Aczkolwiek o Saturnie po prostu nie mogłam nie napisać.

sobota, 11 lutego 2017

Peter Wohlleben "Sekretne życie drzew" | Książka o niczym

zdjęcie w tle: Loren Kems | Flickr


Dość rzadko sięgam po literaturę popularnonaukową. No cóż, jestem niezmiennie zakochana w beletrystyce i jeśli mam do wyboru książkę z jednej lub drugiej kategorii, to, z nielicznymi wyjątkami, sięgnę raczej po powieść. Ale jednak od czasu do czasu w łapki wpada mi coś innego. I dlatego szlag mnie trafia, gdy taka pozycja okazuje się być stratą czasu.

środa, 8 lutego 2017

Afrykańska ironia tragiczna albo opowieść o zmianie | Chigozie Obioma "Rybacy"

zdjęcie w tle: Ina Andre | Flickr

Moją uwagę najpierw przyciągnęła okładka. Ostry pomarańcz i ciekawa grafika. Potem naklejka "50% taniej". Następnie wcale ciekawy opis. A na samym końcu myśl: "Hmm. Z autorów afrykańskich (jeśli takie określenie ma w ogóle sens) czytałam wyłącznie białą autorkę z RPA, co się liczy dość połowicznie. Więc a co mi tam!". I było to najlepiej zaoszczędzone 50% w moim życiu.

sobota, 4 lutego 2017

Ot, takie tam fantasy | Adam Przechrzta "Adept"


Do sięgnięcia po Adepta przekonał mnie a) opis b) okładka. Wspólnie stworzyły koktajl porządnie pobudzający wyobraźnię. Nie przeszkadzała mi nieznajomość twórczości autora ani fakt, że wyszła ona z kuźni Fabryki Słów, która wydaje literaturę o dość charakterystycznych cechach, która z kolei dość często z powodu tych cech zupełnie mi nie leży. Zobaczyłam proponowany mi przez autora świat i uznałam go za samograj, który po prostu musi pyknąć. Chyba nieco przesadziłam.