sobota, 13 września 2014

[77] TAKESHI - pogoń Śmierci za jej Cieniem

Autor: Maja Lidia Kossakowska
Tytuł: "Takeshi. Cień Śmierci"
#1 tom serii (dylogii?)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 424 (bez dodatków)
I wydanie: 2014
Gatunek: fantasy, SF
Ocena: 7,5/10









Takeshi pragnie uciec za przeszłością. Ale przecież jest Cieniem Śmierci. A może to ona podąża krok w krok za nim?

Samotna wędrówka gościńcem i krótki wypad do karczmy w sekundę może odwrócić porządek świata. I tylko jeden człowiek potrafi zachować spokój. Nawet w trakcie ostatecznej próby. Walki o życie ze wściekłą jak wulkan psychopatyczną Mariko.

Takeshi to moje pierwsze spotkanie z prozą Mai Lidii Kossakowskiej. Mimo że jestem miłośniczką polskiej fantastyki, to jej "anielska specjalizacja" nieco mnie odstraszała (nie przepadam za tą tematyką). Ale "Takeshi" naprawdę do mnie przemówił.

Najpierw zwróciłam uwagę na język i styl. Ktoś to nazwał grafomanią, ale może ja się nie znam, bo SIĘ ZAKOCHAŁAM *.* Świat przedstawiony przez Kossakowską jest barwny i niezwykle plastyczny. Po przeczytaniu kilku zdań widziałam cały obraz, nastrój. Krótkie zdania przypominały machnięcia piórkiem. Spodobała mi się nieoczywista poetyckość i oryginalność porównań. No i filmowość. Autorce naprawdę udało się stworzyć film, który zawsze chciała napisać.

Świat Takeshiego jest dość mocno pogmatwany (czyt. jest tam wszystko). Tradycje feudalnej Japonii przeplatają się z tamtejszą mitologią i nowoczesną technologią. Uwielbiam takie śmietniki! W ciemno sięgam po połączenia fantasy i SF, bo działa to na moją wyobraźnię jak potrójne espresso (no i obie rzeczy kocham; w sensie i książki, i kawę ;)). A tutaj jeszcze jest cudowna Japonia ze scenami wschodnich (i nie tylko) sztuk walki. :3 Ale jak wielu, muszę przyczepić się do słabego wykorzystania aspektu technicznego. Aż się prosiło jakiś mały, dodatkowy wątulek.

Po kilku rozdziałach chciałam dać Takeshiemu dużo wyższą notę, więc dlaczego spadła do 7,5 (mimo że to nie jest słaba nota)? Jakość powieści przypomina równię pochyła. Po genialnym początku nadchodzi dobry środek i przeciętna końcówka. W końcowych scenkach akcja była wyjątkowo banalna, bez żadnej oryginalnej otoczki w postaci stylu. Jakby autorce zabrakło weny, świeżości. W rezultacie zaskakujące rozwiązanie (o którym oczywiście musiałam dowiedzieć się wcześniej!) nie wywołało u mnie głębszych emocji. A szkoda, bo powinno.

Bohaterowie są dosyć oryginalni. Takeshi i Fumiko z ich "kocham cię, ale nienawidzę" z biegiem książki coraz bardziej mnie irytowali, ale postać Haru to mistrzostwo. Dawno nie spotkałam aż tak realistycznie skonstruowanej idiotki, u której głupota nie byłaby przerysowana lub udawana. Aż strach się śmiać.

Pomimo wymienionych wad książkę czyta się bardzo przyjemnie. Z pewnością sięgnę po następną część. Polecam.

Marre





Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam fantastykę
Historia z trupem
Czytam opasłe tomiska
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu - 136+3,5=139,5cm

3 komentarze:

  1. Ja uwielbiam Kossakowska głównie za jej serię z aniołami. Czytałam też "Rudą sforę" i "Grillbar Galaktyka", podobały mi się, ale nie tak jak cykl "Obrońcy królestwa". Na Takeshi mam ochotę, ale muszę przyznać, ze odrobinę się jej obawiam. Słyszałam kilka mało pochlebnych opinii na temat prostoty i schematyczności w budowaniu postaci. Wypada mi więc chyba samej ocenić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marudzisz nad tym Siewcą Wiatru i marudzisz ale nie przeczytasz bo... nie? Wiesz już jak Kossakowska pisze więc czytaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam, że nie przeczytam... :)

      Usuń