piątek, 19 czerwca 2015

[138] Piotr Patykiewicz - DOPÓKI NIE ZGASNĄ GWIAZDY | Świeży [czyt. mroźny] oddech wśród postapo


Kiedyś przecież nadejdzie koniec świata, pogasną gwiazdy i wszystko dobiegnie kresu, nawet życie ich nieznanego ojca. Nastanie nowe niebo i nowa ziemia, ale dla nich nie będzie tam już miejsca. Pozostaną w zimnej ciemności, osierocone na wieczność.

Po Upadku nic nie wygląda tak jak wcześniej. Lód i śnieg pochłonęły cały świat. Po ziemi stąpają wygłodniałe bestie, niebem nie rządzą już ptaki. Miasta stoją niemalże puste – zapuszczają się tam jedynie złomiarze, w poszukiwaniu cennych artefaktów. Śnieżne pustkowia i dzikie ostępy leśne przemierzają grupy myśliwych, desperacko walczących o pożywienie. Pozostali przy życiu ludzie przenieśli się wysoko w góry, gdzie trzymają się ułudy bezpieczeństwa. Doskonale wiedzą, że biada tym, których dopadną światła na przełęczy. Dla większości lepsza jest śmierć...

W takiej rzeczywistości przyszło żyć Kacprowi. Chłopak nawet nie przypuszcza, jakie piekło zgotował mu los. Pogoń za ambicją oraz poczucie obowiązku wobec bliskich każą mu opuścić znaną okolicę. Rozpoczyna swoją podróż. A światła czekają na nieostrożnych wędrowców...

źródło opisu: okładka

Zaczną raczej nietypowo jak na siebie, bo od tytułu. Kurde, gdyby nie 1. okładka 2. informacja, że to fantastyka, w życiu bym nie rozpoznała poprawnie gatunku. Dopóki nie zgasną gwiazdy... Mi się to kojarzy z romansem, a wam? W stylu: Dopóki nie zgasną gwiazdy, pozostaniemy razem itd. Z początku taki wybór wydawał mi się idiotyczny i uważałam tak przez większość książki, ale w końcu się dowiedziałam i rozumiem wybór autora. Tak więc nie dziwcie się i nawet nie próbujcie zrażać!

źródło: bestiariusz.pl
Dopóki nie zgasną gwiazdy nazwałam świeżym powiewem wśród postapokalips i chyba nie ja jedyna. No bo powiedzcie sami, jakie są wasze pierwsze skojarzenia? Radioaktywność, mutanty, życie pod ziemią itd. A Piotr Patykiewicz wyniósł nas z tuneli na szczyty gór. Sceneria jest niesamowicie oryginalna i sam tylko ten fakt powinien zachęcić fanów gatunku do sięgnięcia po tę pozycję. Ale na tym się nie kończy. Autor niezwykle dokładnie skonstruował swój świat, tworząc wielowymiarową rzeczywistość i nie skąpiąc nam wielu smaczków. Możemy dowiedzieć się, jak "apokalipsa" wpłynęła na religię i inne przejawy życie społecznego. Kocham takie rzeczy!

Piotr Patykiewicz bardzo powoli wprowadza nas w swój świat. Czyli akcja idzie raczej w żółwim tempie. Z początku zapoznajemy się realiami, więc to aż tak nie przeszkadza, ale mniej więcej po środku poczułam się już znużona. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach znów zaczęło dziać się ciekawiej i do końca już nie mogłam się po prostu oderwać od książki.

Nadchodzi czas, kiedy kiedy śmierć okaże się ucieczką słabych, a życie wybiorą tylko najodważniejsi.

No właśnie. Zakończenie. Mocno zagmatwane, filozoficzne i mało co wyjaśniające. Jeśli wczujecie się w historię, to lekturę zakończycie z Shit na ustach. Ja jednak od początku czułam, że to nie o fabułę przede wszystkim chodzi. No bo jeśli nie ma jakiegoś wątku przewodniego, całego clue, to albo to kiepska książka, albo taka z głębszym przesłaniem. Piotrowi Patykiewiczowi udało się uzyskać efekt tego drugiego.

Przed lekturą obawiałam się, że pójdzie to w stronę raczej młodzieżówki, ze względu na młody wiek głównego bohatera. Na szczęście nie. Autor oszczędził nam typowych dla tego wieku rozterek, zastępując je głównym dylematem: poznać prawdę czy pozostać szczęśliwym w niewiedzy. Odniosłam wrażenie, że ten wewnętrzny konflikt reprezentują dwaj członkowie rodziny Kacpra: starszy brat Staszek, wioskowy sygnalista, który pomiędzy służbowymi wiadomościami otrzymuje Wiedzę przez duże "W" oraz ich ojciec, myśliwy, którego jedynym celem jest utrzymać przy życiu rodzinę.

Na koniec wypada jeszcze wspomnieć o szacie graficznej. Ta jest wspaniała. Największą reklamą dla tej książki była z pewnością okładka. Rafał Szłapa trafia do grona moich ulubionych ilustratorów. On też stworzył wspaniałe obrazki wewnątrz, które zachwyciły mnie grubą, wyrazistą kreską.

Dopóki nie zgasną gwiazdy to z pewnością książka warta uwagi, wyróżniająca się na tle innych. Jestem niezmiernie ciekawa innych pozycji autora. Gorąco polecam.

Marre

Za możliwość poczucia mroźnego wiatru na skórze i ucieczki przed świetlikami dziękuję

Autor: Piotr Patykiewicz
Tytuł: "Dopóki nie zgasną gwiazdy"
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilustracje: Rafał Szłapa
Stron: 397
I wydanie: 2015
Gatunek: postapokalipsa
Ocena: 7,5/10

17 komentarzy:

  1. Ostatnio coraz częściej napotykam ten tytuł!
    Czyżby... przeznaczenie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. :) Nie próbuj go oszukiwać, bo świetna książka.

      Usuń
    2. Podpisuję się pod Blackened Books ;D

      Usuń
  2. A mi dla odmiany średnio podoba się okładka, ale to raczej dlatego że jestem fanem minimalizmu w kwestii graficznej. Jest dla mnie nieco zbyt krzykliwa.

    Książka faktycznie - rewelacyjna. Czuję po kościach że trafi do grona pięciu książek nominowanych do Zajdla za rok.

    Zakończenie niewiele wyjaśnia, być może autor szykuje kontynuację. Gdzieś natknąłem się nawet na informację, że zostało opublikowane opowiadanie Patykiewicza umieszczone w tym uniwersum.

    Zapraszam do siebie :)
    http://www.blackenedbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za rok 2015* Gdzieś mi zjadło, a nie chciałem usuwać komentarza i robić bałaganu :)

      Usuń
    2. Cóż, na razie wygląda na to, że w "mojej" piątce też się znajdzie :) A opowiadanie jest w czerwcowej "Nowej fantastyce". Na razie numer tylko przejrzałam, bo czasu nie miałam, ale z tym tekstem na pewno się zapoznam.

      Usuń
    3. O, a zastanawiałem się nad nie kupieniem w tym miesiącu NF. Chyba jednak trzeba będzie zaskórniaki wyciągnąć. :)

      Usuń
    4. Jeśli przez chwilę miałam wątpliwości, to przekonało mnie najnowsze opowiadanie Ursuli K. Le Guin :)

      Usuń
  3. Ja też na początku uznałam "niee, to nie dla mnie, gdzie tam jakaś obyczajówka wśród gór, i to jeszcze z perspektywy autora, nie autorki", a tu proszę, jakie zaskoczenie! :D
    Jestem uprzedzona do polskich pisarzy (no, może poza Sapkowskim), więc jeszcze się zastanowię. Tematyka też nie do końca trafia w moje gusta czytelnicze, ale piszesz o niej naprawdę ciekawie, więc coś w tej książce musi być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to z pewnością nie jest "obyczajówka wśród gór" :D I smutno mi trochę, że tak się zraziłaś do polskich pisarzy, bo ja ich dużo bardziej wolę od tego amerykańskiego mainstreamu, który zazwyczaj publikowany jest w Polsce :)

      Usuń
  4. Coraz bardziej intryguje mnie ta książka. Początkowo jakoś wcale nie brałam jej pod uwagę, ale teraz… chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zainteresowałaś mnie. Przede wszystkim tym, że nie jest to typowa młodzieżówka :) I okładka faktycznie kusi !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie interesuje, czy będzie dalszy ciąg, czy autor rozwinie świat, czy... Chętnie wróciłabym do tej rzeczywistości :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie jakoś nie. Czasami lepiej nie eksploatować za bardzo jakiegoś pomysłu, bo to nie będzie to. A po za tym, jak napisałam Blackened Books, jest jeszcze opowiadanie w najnowszej "Nowej Fantastyce" :)

      Usuń
  7. Zobaczyłam w Empiku i doszłam do wniosku, że muszę to mieć. Tak po prostu. I cieszy mnie, jak widzę, że to jednak nie będzie zła decyzja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze skojarzenie- the winter is coming:)
    Drugie- postać na okładce, choć raczej facet, kojarzy mi się z ukochaną dzikuska Robba Stark.
    Dobrze, że sezon się skończył;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te nerdowskie (mam nadzieję, że się nie obrazisz, bo znam i takich) maniactwo :D Z przerażeniem stwierdzam, że to rozumowanie nie jest pozbawione logiki. No i jak mam patrzeć teraz na tę śliczną okładkę na mojej półce, kiedy przed oczami będą stawali mi Jon i Ygritte!? (Bo chyba tak miała na imię, jeśli się nie mylę ;))

      Usuń