czwartek, 10 grudnia 2015

Szymon Krug - KRÓL WRON | Debiut, któremu nie dano szansy


Adam ma ponad trzydzieści lat i prowadzi raczej nijakie życie. Gdy po paru głębszych wybiera ten konkretny skrót przez stary park, nie wie, że podejmuje decyzję o bardzo brzemiennych skutkach. Spotyka tam Króla Wron, a on zabiera mu duszę. Próbując ją odzyskać, narazi na niebezpieczeństwo siebie i wszystkich swoich bliskich.

Tytuł tej recenzji brzmi dość ostro. Ale oddaje moją frustrację, bo według mnie zmarnowano świetny pomysł. Autor prawdopodobnie próbował najpierw "wydać się" w tradycyjnych wydawnictwach, lecz książkę odrzucono. Może ktoś się nie poznał. Albo uznał, że wymaga za dużo pracy redakcyjnej. Bo gdyby zapewnić ją (i nie mówię tu nawet o przyzwoitym poziomie, tylko czymkolwiek), to mogłoby wyjść z tego coś niesamowitego. A tak Król wron balansuje na granicy przeciętności.

Zacznę od zalet. Pomysł na cały świat zalicza się z pewnością do tych niebanalnych. Autor nie korzysta z magazynu postaci występujących już w popkulturze, nie nawiązuje, co jest ostatnio w modzie, do dobrze znanych wszystkim baśni. Tworzy coś nowego, niejednoznacznego. Istoty, które tu znajdziemy, nie kwalifikują się do żadnej rasy, utrzymane są w stylistyce snu bądź groteski i nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Krwiożercza Soporta i Łachman-zombie (ten drugi zwłaszcza w ostatniej scenie z jego udziałem!) skutecznie pobudziły moją wyobraźnię. Wszystko to podkreślają klimatyczne ilustracje. (No dobra. PodkreślałyBY. Bo są tylko 3). Jednocześnie w całej tej masie pomysłów zabrakło uporządkowania. Szczególnie widać to w przypadku Popiołów. Autor stworzył świat równoległy składający się ze zmiksowanych elementów różnych epok naszego. Wypadłoby świetnie, gdyby... Główny bohater zatrzymał się, by go jakoś przedstawić. A tak widzimy jakieś urywki, zamiast... No kurczę, czy każdy normalnie działający umysł nie zastanowił się nad tym chwilę? Nie próbował przeanalizować lub stworzyć zasad tam panujących? Niechby chociaż postacie drugoplanowe robiły za przewodników, ale nie! W pewnym momencie zaczęło mnie to strasznie irytować, zwłaszcza że uważam interesujące uniwersum za jeden z najważniejszych elementów fantastyki. Tu potencjał był, ale się zmył.

Braku "ogarnięcia" doświadczyła również fabuła, co uważam za największą wadę książki. Początek czytało się naprawdę dobrze. Problem zaczął się dopiero po przeniesieniu się bohaterów do Popiołów. Od pewnego momentu bohaterowie rozpoczynają ucieczkę, a jakiekolwiek ramy logiki zostają zburzone. Tak, lubię mieć kręgosłup, na którym opiera się cała historia. Bo bez niego coś dobrego wychodzi bardzo rzadko. Tutaj niestety też nie wyszło. Negatywne wrażenie potęgowała lejąca się zewsząd krew, co nasunęło mi średnio miłe skojarzenia z horrorami klasy C i dalej. Powoli Król wron przestał mnie interesować. Przyczynił się do tego również wspomniany wyżej słabo nakreślony świat oraz mdli bohaterowie, o których już teraz.

Adam jest typowym szaraczkiem. Odnosi sukcesy zawodowe, ale równocześnie nie potrafi ułożyć sobie życia osobistego, co w sumie przeszkadza mu średnio. Na niesamowite wydarzenia, które napotyka na swojej drodze, reaguje głównie zdziwieniem. Ot, klasyczny bohater urban fantasy i za to pretensji do autora nie mogę mieć żadnych. Większych zastrzeżeń nie budzą również "ludzcy" przyjaciele Adama, czyli Eliasz (dopiero teraz stwierdzam, jak bardzo to idiotyczne imię) oraz Marta. Problem pojawia się przy pozostałych, bardziej "fantastycznych", postaciach. Bo one nie otrzymały niemal charakteru niemal wcale. Ja doskonale rozumiem, że nie znamy ich intencji. Nie wiemy, w którym momencie nas zdradzą. Ale czy to powód, by pozbawić je osobowości? Bluszcz mogłaby być cudowna, gdyby nie stworzono ją prawie wyłącznie do "przełażenia" między światami. I tak też jest z innymi. Są potrzebni. I tyle.

Piszę o redakcji, bo odniosłam wrażenie, iż gdyby zajęto się tym jak należy, to otrzymano by pozycję co najmniej dobrą. Kwestia obróbki, dodania tego czy owego. Również przez autora. Bo gdy otrzymamy pozycję z tak wieloma literówkami, to korekty i podstawowej redakcji zabrakło również ze strony pisarza. Doskonale wiem, że przy wszelkiego rodzaju self-publishingu czy crowdfundingu bywają z tym problemy. Ale skoro napisano, że to po prostu początkowa faza nowego wydawnictwa, to oczekiwałam jednak czegoś na poziomie. Niestety. A szkoda, bo Szymon Krug pisze wcale przyjemnie i dowcipnie.

Największym zaskoczeniem był jednak fakt, że to dopiero pierwsza część cyklu. Nie pierwszy raz się tak nadziałam, ale czy to moja wina, że oczekuję informacji na okładce? Króla wron kontynuować nie będę. Żal mi czasu. Ciężko mi to również polecić komukolwiek.

Marre

PS. A okładka wyjątkowo słaba technicznie. Jedna rundka w torbie i już porozklejana jak po dziesięciu -_-

Mimo wszystko dziękuję za książkę wydawnictwu

Autor: Szymon Krug
Tytuł: "Król Wron"
Seria: "Król Wron" [tom 1]
Wydawnictwo: Fundacja Madmoth Publishing
Ilustracje: Iwo Widuliński
Stron: 363
I wydanie: 2015
Gatunek: urban fantasy
Ocena: 4/10


17 komentarzy:

  1. Odniosłam zupełnie odmienne wrażenie. Moim zdaniem pomysł jest świetny, autor umiejętnie wykorzystuje znane motywy - jak choćby motyw szpitala psychiatrycznego - a akurat to, że tworzy coś zupełnie nowego, czego nie można do niczego porównać, to moim zdaniem zaleta świadcząca o jego kreatywności. Atmosfera i rzeczywistość jak z sennego koszmaru, doskonale oddana tak, opisami, jak kreacją świata przedstawionego. Postaci są interesujące, jest w nich potencjał, nawet w zwyczajnym do bólu Adamie. To bardzo udany debiut, nawet jeśli zabrakło redakcji i korekty, nad czym ubolewam. Ja polecam, całkiem ciekawa propozycja dla miłośników fantasy, nietypowa, oryginalna i intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja mówiłam, że świat nie jest oryginalny? Co do postaci zgodzę się, potencjał mają. Ale to nie wystarcza, bo potencjał został zmarnowany moim zdaniem :) Jednak rozumiem, że niektóre rzeczy innym się podobają, a innym nie, i że jest to naturalne. De gustibus non est disputandum.

      Usuń
    2. Ależ o czym innym ludzie dyskutują, jak nie o gustach?

      Usuń
    3. No, dobrze podyskutujmy :) Wiem, co inni sądzą o tej książce, ale ja mam swoją opinię i raczej z niej nie zrezygnuję :P

      A tak bardziej serio, to często zdarzało mi się, że z tej samej przyczyny pewien element np. książki jednemu się podobał, a drugiemu nie. I nic z tym się nie da zrobić :)

      Usuń
  2. Przyznam, że okładka jest bardzo ładna i kusiła mnie ta pozycja. Teraz niestety zaczynam się zastanawiać. Bo poniechanie opisów świata przedstawionego przy fantastyce to rzecz dość karygodna :P Bo to jednen z ważniejszych aspektów tego gatunku. Dodając do tego tych mdłych bohaterów... Jak sięgnę to egzemplarz będzie pochodził raczej z biblioteki niż z księgarni :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może źle się wyraziłam - opisy są, ale brakuje jakiejkolwiek analizy czy refleksji nad całokształtem świata :) I wątpię, czy znajdziesz tę książkę w bibliotece lub tradycyjnej księgarni, bo nawet na empiku nie ma...

      Usuń
  3. Jak mniemam o korekcie nawet nie ma co mówić i babol jest na babolu? Szkoda, bo sam opis sugerował kawał dobrej literatury i świetnej zabawy podczas jej czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekty zewnętrznej oczywiście. :P Zastanawia mnie gęstość tych baboli, jak bardzo straszne są błędy.

      Usuń
    2. Właśnie po recenzjach innych spodziewałam się jakiegoś horroru, ale poza nielicznymi fragmentami da się przeżyć. I są to głównie literówki, a nie żadne błędy. Jednak kawałem dobrej literatury bym tego nie nazwała...

      Usuń
    3. Jednak literówki bardzo wkurzają. :P A jeśli są jeszcze ucięte słowa to - przynajmniej u mnie - poziom zirytowania niebezpiecznie rośnie.

      Usuń
  4. Zbiłaś mnie z tropu tą recenzją ;) Razem z Twoją miałam okazję przeczytać dwie opinię i ta pierwsza była dość pochlebna i szczerze mówiąc zachęciła mnie do przeczytania. A teraz już mam mętlik w głowie. Będę musiała się jeszcze nad nią zastanowić.
    Pozdrawiam :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja również spotkałam mnóstwo pochlebnych opinii i bez nich raczej nie wzięłabym książki od crowdfundingowego wydawnictwa :\ Ale może to dowód, że niektórym czytelnikom może się podobać :)

      Usuń
  5. Szkoda, że tak wyszło, bo książka według mnie miała spory potencjał. Jak dobrze, że w blogosferze można jeszcze trafić na szczere recenzje, w których blogger nie podlizuje się wydawnictwu. Dzięki temu wiem, jaka książka jest naprawdę :D
    Trafiłem na Twojego bloga po raz pierwszy, ale z pewnością będę tu jeszcze wracał :)

    Pozdrawiam :D
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogółem wierzę w ludzi i sądzę, że przynajmniej części blogerów to się naprawdę podobało. A skoro jesteś tu pierwszy raz, to uprzedzę: moje negatywne opinie wynikają często z ponad przeciętnej tendencji do marudzenia :)

      Usuń
    2. Dlaczego zakładasz, że negatywna recenzja jest szczera, a pozytywna już tylko podlizywaniem się wydawnictwu? I czemu twierdzisz, że "wiesz, jak jest naprawdę" po przeczytaniu jednej mocno krytycznej? Przecież to bez sensu :P

      Usuń
    3. Nie chcę robić za adwokata, ale kolega po prostu uważa, że negatywna recenzja ze szczegółowo wypisanymi wadami ma większe szanse być szczera od recenzji pozytywnej. Częściej pisze się pozytywne opinii, aby się przypodobać, niż negatywne dla samego hejtu. Aczkolwiek, tak jak napisałam, nie można się od razu dopatrywać złej woli :)

      Usuń
  6. Nie jestem zainteresowana ową książką, jakoś nie trafia w mój gust :]

    OdpowiedzUsuń