sobota, 22 kwietnia 2017

Magdalena Grzebałkowska "Beksińscy. Portret podwójny" | Obsesyjni, skomplikowani, prawdziwi



Co sprawia, że sięgamy po biografie? Chcemy dowiedzieć się szczegółów życia i bliżej poznać osoby znane i lubiane. Naszych idoli, mistrzów, autorytety. Lub celebrytów. A ile znajdziecie osób, których losy chcielibyście poznać dla nich samych? No właśnie. W tym momencie na scenę wkracza odpowiedź alternatywna. Bowiem ja po biografię sięgam z innego powodu. Nie dla osób w nich przedstawionych, a dla samego ich przedstawienia. Przedstawienia osób barwnych, skomplikowanych i prawdziwych. Ich psychiki. I z takim nastawieniem sięgnęłam po Beksińskich. Nie zawiodłam się.

Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. 
Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna.

To nie jest książka o znanym i modnym malarzu, który malował dziwne i straszne obrazy. To nie jest książka o jego mrocznym synu, który fascynował się śmiercią i tak długo próbował popełnić samobójstwo, aż mu się udało. Ani też książka o obsesjach, natręctwach, fobiach i artystycznych szałach. Ani też o karierze, pieniądzach, wystawach i krytykach. To nie jest książka o dziwnych uczuciowych związkach, fascynacji muzyką i filmem oraz nowymi technologiami. To nawet nie jest książka o ludziach, którzy pisali dużo listów.

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że czasem bardzo chcemy, ale nie wychodzi. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie.

źródło opisu: okładka


Zamęt w głowie szperaczy

tom potem miał niezły ubaw, wypisując w listach rozmaite bzdury sprzeczne ze sobą, a nawet robiąc sobie w listach ze trzy biografie, każda inna (...) za swój święty obowiązek uważam wytworzenie zamętu w głowie szperaczy i przyczynkarzy do historii sztuki polskiej w drugiej połowie 20 w.

Najpierw należałoby wspomnieć o ogromie pracy wykonanej przez autorkę. Powyższy cytat nie wydaje się przesadzony. Problem z pisaniem tej książki nie polegał z pewnością na konieczności dopowiadania prawdy na podstawie skąpych faktów (jak w przypadku recenzowanej przeze mnie niedawno Milionerki Ewy Winnickiej - klik). Tutaj, oprócz licznych wypowiedzi znajomych bohaterów, Magdalena Grzebałkowska musiała przedrzeć się przez tony listów, dzienników (zarówno tych tradycyjnych, jak i w wersji audio). I złożyć to "w kupę". Co się jak najbardziej udało, bo otrzymujemy bardzo spójną całość, a mnogość materiału pozwoliła na głęboką analizę i przekazanie dużej ilości detali składających się na fascynujący obraz bohaterów.

I choć cytaty stanowią znaczny ułamek objętości Beksińskich, to książka nie stanowi bynajmniej ich zlepku. Nie można mieć też wątpliwości co do tego, czemu bliższa jest publikacja: publicystyce czy literaturze. Autorka bawi się środkami artystycznymi, ale równocześnie nie gubi się w nich i w prosty sposób przekazuje informacje. To samo tyczy się podziału na rozdziały: wątki mieszają się ze sobą, opisy konkretnych wydarzeń przeplatają się z tymi dotyczącymi przyzwyczajeń bohaterów, ale wciąż zachowany zostaje porządek. Grzebałkowskiej udało się nawet budować napięcie - rozdziały wprowadzające do najbardziej dramatycznych wydarzeń przesiąknięte są aurą niepokoju. Szczególnie w rozdziałach introspektywnych Tomka.


Obsesyjni, skomplikowani, prawdziwi

Kobiety do Beksińskich się nie zaliczają. Kobiety są przylepione. ~Zofia Beksińska
Będąc doktorem Jekyllem, wypluwał z siebie mister Hyde'a na obrazach.
Moja prymitywna teoria - Zdzisław wypluwał demony z siebie na obrazy. A Tomek nie. W nim to wszystko siedziało w środku. ~Tadeusz Nyczek

Nie będę tutaj pisać o tym, jacy oni byli. Gdybym potrafiła "streścić ich" w kilku zdaniach, to świadczyłoby to źle o mnie, nich lub autorce. Ale nie mogę, więc nie było tematu. Mnogość detali z życia Beksińskich pozwala odmalować ich życiorysy oraz charaktery niezwykle szczegółowo. Autorka miała o tyle łatwo, że nie musiała nikogo odbrązawiać. Po prostu ukazała prawdę, nie gloryfikując nikogo, ale i nie demonizując. A zarówno Zdzisław, jak i Tomasz byli osobowościami niezwykle skomplikowanymi i z pewnością zafascynowałyby doktora Freuda. Obu można bez problemu pokochać, jak i znienawidzić. Grzebałkowskiej udaje się jednak uciec od ich oceny i zaserwować nam bardzo rzetelny ich obraz.

Chciałam przy okazji jeszcze nawiązać do kwestii drugiej biografii Tomka Beksińskich. Wiesław Weiss, autor Portretu prawdziwego, chciał walczyć z ponoć kłamliwym obrazem tegoż bohatera zamieszczonym w książce Grzebałkowskiej, którego ukazano w ponoć bardzo negatywnym świetle. Rozpoczynając lekturę Portretu podwójnego, miałam te zastrzeżenia na uwadze. I prawdę mówiąc nie rozumiem ich ani trochę. Owszem, ciężko uznać (ale jak pisałam: nikt tu nikogo nie każe oceniać) Tomka za postać pozytywną, ale, do Jasnej Anielki!, wszystko jest kontrowersyjne zachowania mają swoją poparcie w źródłach! W tym w dziennikach! Owszem, zawsze istnieje możliwość, że autor biografii coś nieświadomie przeinaczy, źle zrozumie intencje itd. Ale wobec całej tej sytuacji uważam podejście Weissa za odrobinę niezdrowe. I dlatego, nawet z ciekawości, po jego publikację nie sięgnę. I Wam też, pośrednio, odradzam.

A wracając do książki Magdaleny Grzebałkowskiej: to chyba najlepsza biografia, jaką czytałam w życiu. Rzetelna, pełna szczegółów i pochłaniająca niczym powieść. No i to Literatura. Polecam.


Marre


PS. Recenzja dużo krótsza niż chciałam, ale pierwotną, dłuższą wersję zjadł Blogger. Nie ufajcie jego aplikacji mobilnej. Przenigdy.


Zobacz także:



Autor: Magdalena Grzebałkowska
Tytuł: "Beksińscy. Portret podwójny"
Wydanie: Znak, 2016
Stron: 424
Rok I wydania: 2014
Gatunek: biografia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz