czwartek, 25 maja 2017

Maurice Maeterlinck "Inteligencja kwiatów" | O tym, jak noblista kwiatom się przyglądał

ilustracja w tle: prof. dr Otto Wilhelm Thomé







Ledwie ujrzałam zapowiedź Inteligencji kwiatów, wiedziałam już, że muszę po nią sięgnąć. Głównie z powodu patologicznego zamiłowania do nietypowego pozycji. Przedstawiam autora: Maurice Maeterlinck, belgijski dramaturg, poeta i eseista, uznawany za twórcę dramatu symbolistycznego, laureat Literackiej Nagrody Nobla za rok 1911. A z zamiłowania przyrodnik oraz autor kilku esejów filozoficzno-przyrodniczych, m.in recenzowanego. Ciekawe połączenie? Owszem. Równie ciekawe jak sama książka.

W celu odróżnienia faktów od teorii pisać będę o kwiecie, jakby przewidział i obmyślił wzorem człowieka to wszystko, czego dokonał. Później dojdziemy do wniosku, co mu należy przyznać, a ile odmówić trzeba. Na razie sam jeden występuje na scenie niby królewicz wspaniały, wyposażony w rozum i wolę. Nie da się zaprzeczyć, że wszystko za tym przemawia, a chcąc go pozbawić owych cech uciekać się musimy do mętnych, póki co, hipotez. [s. 60-61]


Z miłości do natury

Zacznę może kontrowersyjnie: moim prywatnym zdaniem Inteligencji kwiatów nie warto czytać dla zawartych w niej informacji. A raczej powinien być to cel wyłącznie poboczny. Łatwo wyjaśnić dlaczego: (1) autor nie prezentuje żadnej odkrywczej wiedzy (2) jest to wiedza z początków XX wieku (3) wiedza ta podatna jest, mówiąc oględnie, w mocno nieprzejrzysty sposób. Tutaj musimy się zatrzymać. Inteligencja kwiatów jest książką zupełnie inną od współczesnych pozycji popularnonaukowych. Zamieszczony powyżej cytat stanowi wspaniałą próbkę reprezentacyjną stylu autora. To on czyni ją znacznie trudniejszą w odbiorze od innych dostępnych na rynku, u których szeroko pojęta przystępność stanowi jedną z najważniejszych cech.

Tymczasem to jest literatura. I rewelacyjne studium fascynacji przyrodą oraz jej dziełami, w tym przypadku roślinami kwiatowymi właśnie. Fascynacji i wielkiego zamiłowania, które już od pierwszych zdań możemy poczuć dzięki specyficznemu połączeniu drobiazgowości opisów z ich poetyckim charakterem. Autor nie kryje swojego zachwytu nad maleńkimi, ale w pełni precyzyjnymi mechanizmami, które obserwuje u roślin. Nad tytułową inteligencją, czyli po prostu geniuszem, kwiatów. Czytając książkę, niejednokrotnie widziałam oczyma wyobraźni uśmiechniętego Maeterlincka pochylającego się z lupą nad jakąś małą roślinką. Jednocześnie warto zauważyć, że nie skupia się on dziwacznych egzotycznych okazach, ale przede wszystkim na tych, które można (było) spotkać, ledwie wyszedłszy z domu; na tymi, które nawet sam autor nazywa "zielskiem".

Zaskoczyła mnie obecność dwóch króciutkich eseików na końcu książki. O ile obecność Zapachu kwiatów, poruszającego tematykę zgodną z tytułem, jest jak najbardziej uzasadniona, to kompletnie nie wiem, co robi tu Miara czasu, poświęcona refleksjom na temat natury czasu oraz zegarów. Nie dość, że pasuje jak kwiatek do kożucha, to jeszcze owo zupełne nieprzystawanie tematyczne sprawia, iż w porównaniu z resztą książki wypada zwyczajnie nudno.


Ach te przypisy

Nie da się ukryć, że Inteligencja kwiatów została wznowiona na fali sukcesu Sekretnego życia drzew i czytając ją, nie mogłam uniknąć porównań. Delikatnie mówiąc: Sekretne życie drzew, choć mocno odmienne, nie urasta Inteligencji kwiatów do pięt. (Moje odczucia co do tamtej pozycji znajdziecie tutaj).

Jednakże... jest coś, co mnie uwiera. Wydanie. Broń Boże, nie chodzi o cudowną szatę graficzną. Wróciłabym do zdania z początku recenzji, że Inteligencji kwiatów nie warto czytać dla zawartych w niej informacji. Bo dużo bardziej byłoby warto, gdyby należycie zadbano o opiekę redakcyjną. Fakt, nowe wydanie posiada konsultację merytoryczną Adama Kasprzaka, który napisał również posłowie. Jednakże: owo posłowie jest wybitnie lakoniczne i mało z niego wynika. Tymczasem brakuje podsumowania, które odniosłoby się bezpośrednio do informacji przekazanych przez Maeterlincka i wskazałoby kwestie, których postrzeganie zmieniło się przez ostatnie sto lat. Bo o ile każdy myślący czytelnik zauważy, że grzybów już do roślin nie zaliczamy (a co powinno być jednak zaznaczone w przypisach), to innych nieświadomych błędów autora nie zdołałam zauważyć z racji niedostatecznej wiedzy, a nie chce mi się wierzyć, by się takowe nie pojawiły. Inną sprawą są przypisy: wszystkie wymieszane ze sobą, bez oznaczenia autora. O ile te od Maeterlincka wyróżniają się stylem, to ciężko powiedzieć, które z pozostałych pochodzą od tłumacza, a które od konsultanta naukowego. Głupia rzecz, a jednak ważna.


Jedyna w swoim rodzaju

Dlatego też nie polecałabym Inteligencji kwiatów jako pierwszego źródła informacji, ale jako obraz rozmiłowania w naturze oraz jej tajnikach. Lektura nie jest łatwa, ale na pewno zaskakująca, a sama książka mocno wybija się na rynku. Nie przesadzę ani odrobinę, jeśli napiszę, że takich rzeczy już się nie pisze. Polecam i liczę na wznowienie pozostałych esejów autora.


Marre


Za możliwość bliższego przyjrzenia się kwiatom dziękuję



Autor: Maurice Maeterlinck
Tytuł: "Inteligencja kwiatów"
Oryg. tytuł: "L'Intelligence des Fleurs"
Wydanie: MG, 2017
Tłumaczenie: Franciszek Mirandola
Ilustracje: prof. dr Otto Wilhelm Thomé i inni
Stron: 188
Rok I wydania: 1907 (PL - 1922?)
Gatunek: popularnonaukowe, esej
Werdykt: polecam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz