piątek, 15 kwietnia 2016

Kaoru Mori - EMMA 5-10 | Była chemia i się zmyła, ale i tak czuję się zaspokojona


Emmę (recenzja poprzednich czterech tomów tutaj) udało mi się dokończyć szybciej, niż sądziłam. I choć czytało się bardzo przyjemnie, to po zakończeniu serii oczekiwałabym czegoś więcej.

Zarysu fabuły nie ma sensu tu zamieszczać, rozwijają się po prostu wątki z wcześniejszych tomów. Do lektury recenzji przyda się jednak znajomość faktu, że właściwa fabuła kończy się wraz z tomem siódmym, później zaś następują trzy tomy opowiadań o bohaterach cyklu, nie tylko tych głównych.

Przypomnijmy: tom czwarty zakończył się w fatalnym miejscu, pozostawiając mnie w całkowitej rozsypce. Dlatego z wypiekami zabrałam się za następny, by dostać niczym obuchem w głowę, gdyż autorka... przeskoczyła w czasie. I mam wrażenie, że nie był to tylko zabieg fabularny. (Dalszych fragmentów osobiście nie uważam za spoilery, bo jest to oczywiste zakończenie w tego typu utworach, ale jeśli ktoś nie chce, to zapraszam do następnego akapitu). O ile pokazanie rozwijającego się uczucia i trudności, jakie napotykają na drodze Emma i William, Kaoru Mori wyszło świetnie, to gdy w końcu wszystko zaczęło iść po ich myśli... brakuje wszystkiego. Matko!, oni mogą w końcu ze sobą być!, matko!, oni się pobrali! Matko!, tylko że ich związek nadal wydaje się być na etapie "rumienienia się"! Matko!, co to za romans bez chemii?!... Jak raz na ruski rok biorę się za coś, co można określić jako "romantyczne", to chcę odrobinę romantyzmu w tym (a wszystkich śmieszków zapewniam, że romantyzm jako epoka mnie nie zadowoli -_-).

Jeśli chodzi o tomy 5-7, to z jednej strony widzimy tendencję zwyżkową - wszystko komplikuje się coraz bardziej, autorka skupia się też na postaciach i wątkach pobocznych. Ogółem jest dużo lepiej niż w pierwszych częściach. Z drugiej strony mamy nieco płaskie zakończenie, również za sprawą wspomnianych problemów z chemią.

Z opowiadaniami mam dużo większy problem. Pierwszy, to że zajmują 30% całej serii, co jest dosyć dużym odsetkiem, szczególnie biorąc pod uwagę ich dość nikłe powiązanie z właściwą fabułą. Mają również bardzo różny poziom. Niektóre świetnie uzupełniają historię i są oparte na ciekawych pomysłach, ale są też słabsze. O ile do tomu ósmego zastrzeżeń prawie nie mam, to utwory z przełomu 9 i 10 tomu są na tyle dziwne, że wydają się być niedokończone. Nie wiem, może wiążę się to z tym, że to fani Emmy mieli znaczny wpływ na to, kto się w opowiadaniach pojawi. Dlatego też niektórzy bohaterowie wydali mi się nieco "zaniedbani".

Jednak ogółem Emmę śmiało mogę nazwać drugą najlepszą serią mangową (po Dogs), z którą miałam okazję się spotkać. Wspaniali bohaterowie, kreska (która z tomu na tom jeszcze bardziej się rozkręca, tylko okładki pozostają z nieznanych przyczyn wciąż tak samo brzydkie) i urocza poniekąd fabuła naprawdę przypadły mi do gustu. Niezwykle przyjemne. Polecam.

Marre

PS. I zaczynam nagabywać przyjaciółkę od nowa, tym razem o Opowieści panny młodej.

Autor: Kaoru Mori
Tytuł: "Emma 5-10"
Oryg. tytuł: "Emma"
Wydawnictwo: Studio JG
Tłumaczenie: Paulina Ślusarczyk-Bryła

Stron: 189 | 181 | 269 | 205 | 213 | 257
Daty premier pierwszego i ostatniego tomu serii: 2002-2008 (PL - 2013-2015)
Gatunek: Romans historyczny
Średnia ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz