sobota, 4 lutego 2017

Ot, takie tam fantasy | Adam Przechrzta "Adept"


Do sięgnięcia po Adepta przekonał mnie a) opis b) okładka. Wspólnie stworzyły koktajl porządnie pobudzający wyobraźnię. Nie przeszkadzała mi nieznajomość twórczości autora ani fakt, że wyszła ona z kuźni Fabryki Słów, która wydaje literaturę o dość charakterystycznych cechach, która z kolei dość często z powodu tych cech zupełnie mi nie leży. Zobaczyłam proponowany mi przez autora świat i uznałam go za samograj, który po prostu musi pyknąć. Chyba nieco przesadziłam.

Warszawa początek dwudziestego wieku. W środku miasta pojawia się enklawa, jej rozrost może powstrzymać jedynie mur nabity srebrnymi prętami. Nikt nie wie, skąd się wzięła, dlaczego zmienia się tam układ ulic i wygląd kamienic. Identyczne strefy znajdują się w Moskwie i Petersburgu. Pozornie normalne życie tuż obok emanacji wynaturzonego świata pełnego stworzeń rodem z mrocznych legend. Do strefy zapuszczają się jedynie carskie patrole i alchemicy w poszukiwaniu składników do swoich eksperymentalnych leków. Polski alchemik Olaf Rudnicki oraz oficer elitarnej carskiej gwardii, muszą zmierzyć się z zagrożeniem, stawiając na szali nie tylko życie. Na domiar złego narasta konflikt miedzy mocarstwami, nieubłaganie zbliża się wojna. Pojedynki, zakazane eksperymenty i narastające wrzenie w mieście, prowadzą do finału, którego nikt się nie spodziewa.
opis: fabrykaslow.com.pl


Sztuka rozmowy i przeklinania

Brzmi dobrze, prawda? Jako wielbicielka fantastyki ulokowanej w  XIX (na początku XX) wieku byłam nastawiona bardzo pozytywnie. Ale już od pierwszych stron coś poszło nie tak. Primo, autor ma poważny problem ze zgrabnym rozpisywaniem ekspozycji. Wiecie, chodzi o wprowadzanie do świata przedstawionego. Jest ono dość ważne, szczególnie na początku powieści, i świadczy o warsztacie pisarza. Przechrzta zabrał się za nią w dość niezdarny sposób, wplatając ją w dialog, wedle zasady: No, teraz wyjaśniam ci, o co w tej bajeczce chodzi. Cicho siedź, wcale nie powinieneś tego wiedzieć, stojąc w tym punkcie. W tym przypadku akurat Rudnicki tłumaczy działanie Enklawy Samarinowi w tejże Enklawie. Tak na chłopski rozum: czy jeśli się prowadzi oddział na niebezpieczny teren, to czy nie powinno się o tym terenie cokolwiek wiedzieć? Poza tym czy Samarin jako oficer (nie chcę za dużo spoilować) nie powinien już tej wiedzy posiadać? Czy kierujemy się stereotypem durnego carskiego wojska, które nawet nie chce wiedzieć, czego pilnuje? Nie mówiąc już o tym, że nawet przy sprawnie poprowadzonej ekspozycji wrzucanie tylu informacji na samym starcie po prostu nie może udać.

Drugim poważnym problemem jest ów dialog. A właściwie dialogi, in general. Rozpisywanie ich wyraźnie autorowi nie idzie. Jeśli bohater przez dwie strony tłumaczy coś drugiemu (pomińmy, jak bardzo to nienaturalne), to jeszcze ujdzie. Ale gdy przechodzimy do podstawowej komunikacji werbalnej, to robi się dramat. To jest sztywne, to jest zwyczajnie złe. I to tak, że pętlę się chce na szyjce zacisnąć (nie wiem czyjej, sami zadecydujcie). Dawno czegoś takiego nie spotkałam. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że Przechrzta ma najwyraźniej dziwny problem z przekleństwami. Owszem, ich używanie stanowi problem. Łatwo zacząć walić idiotycznymi wiązankami i łatwo... No właśnie. Autor należy właśnie do tej drugiej grupy, zamiast cytatu używającej arcyzgrabnych wyrażeń typu: Zmełł w ustach przekleństwo., Rzucił wiązanką. (oby nie wiązankę), Wyraził się niekulturalnie. (Jestem w tym coraz lepsza). I od pewnego momentu staje się to niesamowicie śmieszne. Nie mówiąc o tym, że akurat w przypadku  głównych bohaterów, dobrze dobrany wulgaryzm nie zaszkodziłby, a nawet pasował.


fragment ilustracji do książki

Sami bohaterowie... Zaczyna mnie denerwować i nieco martwić, że przy tak wielu pozycjach (szczególnie Fabryki) muszę pisać to samo: oni są. Coś tam robią, coś tam myślą. A poza tym, heloł!, oni świat muszą ratować! Po cholerę im psychoanaliza?! (Przepraszam wszystkich za średnio kulturalne słowo. To jeszcze tylko ilustracja to powyższego akapitu. Tak się mniej więcej używa przekleństw. Dziękuję i jeszcze raz przepraszam za zasiane zgorszenie). Serio, to się robi nudne.


Interesujący świat, słabo przedstawiony świat

Akcja jest całkiem przyzwoita, dzieje się dość dużo oraz w dobrym tempie i to prawdopodobnie temu zawdzięczam fakt dokończenia lektury. Co nie było takie trudne, zważając na dość lekką formę. Zabrakło może nieco jedynie spójnej struktury. Brak odczuwam natomiast w czymś innym. W realiach historycznych. Owszem, autor powplatał (czasem dość topornie) trochę szczegółów z epoki, takich jak pojedynek honorowy, i ciekawostek (nie cierpię ich, ale niech będzie), lecz nie wystarczyło. Dużo z pewnością by dały plastyczne opisy, ale ich akurat znajdziemy jak na lekarstwo. Przechrzta unika ich jak może, ograniczając się wyłącznie do tych najbardziej niezbędnych. Za to sporo miejsca poświęca wymyślonemu świata, co można policzyć za plus. Jest on ciekawy, nie wybitny, ale na pewno stanowi jeden z jaśniejszych punktów powieści. "Wspomagają" go, maskując nieco braki autora, genialne ilustracje: dynamiczne, o charakterystycznej kresce, lecz wobec braków literackich nie za wiele mogą.

Sfera stylistyczno-językowa ujdzie. Całość nie jest napisana tak źle jak dialogi, które na szczęście nie stanowią większości objętości. Trochę zezłościło mnie, że to kolejna seria - na rynku stanowczo brakuje dobrych pojedynczych powieści nastawionych na akcję. Zakończenie nie powala, ot, typowy cliffhanger. O tempora, o mores, że też nawet cliffhangery mogą nie zaskakiwać -.-

Po takiej recenzji można by się spodziewać, że stanowczo odradzę Adepta. Tutaj jednak ponownie odwołam się do wydawnictwa. Fabryka Słów wychowała sobie całkiem spore grono osób i skupiła się na wydawaniu konkretnego typu powieści: nawet niezłych czytadeł, które, jeśli czymś się wyróżniają, to kreacją świata. I Adept idealnie wpasowuje się w ten typ. Jeśli więc lubicie twórczość Pilipiuka, Ziemiańskiego i spółki, to i Adept wam się spodoba. A reszta... niech się dwa razy zastanowi.

Marre


Autor: Adam Przechrzta
Tytuł: "Adept"
Seria: "Materia Prima" (tom 1/?)
Wydanie: Fabryka Słów 2016
Ilustracje: Przemysław Truściński
Stron: 464
I wydanie: 2016
Gatunek: historia alternatywna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz