środa, 21 czerwca 2017

Maciej Wasielewski "Jutro przypłynie królowa" | Tabu małej wyspy


Po Jutro przypłynie królowa sięgnęłam dosyć przypadkowo i równie przypadkowa była moja wiedza o wyspie Pitcairn. Kojarzyłam jej nazwę, kojarzyłam okręt Bounty, ale, prawdę mówiąc, niewiele więcej. Znajdowałam się więc w jednej z dwóch najdogodniejszych pozycji dla recenzenta literatury faktu (przynajmniej w moim mniemaniu): wiedzieć na dany temat wszystko albo nic. Ja oddałam się całkowicie w ręce, a raczej słowa, Macieja Wasielewskiego. Dobra to była decyzja.

Pitcairn to skrawek lądu na Oceanie Spokojnym leżący piętnaście tysięcy kilometrów na południowy wschód od Londynu. W 1790 roku do brzegów wyspy przybił brytyjski okręt Bounty. Buntownicy zeszli na ląd. Obecnie żyje tam kilkadziesiąt osób. Sześć razy do roku w pobliże wyspy podpływa statek, czasem zawija jacht, a mieszkańcy z tajemniczych powodów niechętnie patrzą na obcych. Angielski dziennikarz został deportowany, zanim zdążył zejść z pokładu. To samo spotkało francuskiego autora książek podróżniczych. Pewna reporterka usłyszała: Powiesimy cię, jeśli o nas źle napiszesz. Korespondentka australijskiego „The Independent” była zastraszana. Na forum internetowym zamieszczono post: Kathy Marks powinna być zastrzelona.
opis z okładki


Zło małej wyspy

Dlatego też autor podał się za antropologa badającego żeglarskie sagi. Mając świeżo w pamięci Drogę 66, obawiałam się, czy problemy Wasielewskiego nie zdominują pozostałych wątków, ale na szczęście nie. Jest wręcz przeciwnie: dziennikarz pozostaje w cieniu, a jego najbardziej wyrazistą emanacją jest styl. Stworzył on prozę bardzo skondensowaną i minimalistyczną; poszatkował narrację i złożył na nowo. Używając jak najmniejszych środków, bombarduje czytelnika intensywnymi doznaniami i emocjami.

Przez pierwsze kilkadziesiąt stron jesteśmy nieświadomi zagrożenia, choć odczuwamy dziwne napięcie. Najpierw autor odczarowuje Pitcairn: od razu mówi, że nie jest ono utopijną komuną, którą niektórzy chcieliby w niej widzieć. To raczej ostoja ksenofobii, spotęgowanej małomiasteczkowości. Właśnie z tym się ono kojarzy: znaną nam z filmów i książek wioską na krańcu świata, której mieszkańcy nie ufają nikomu poza sąsiadami. Jednak tu podobieństwa się kończą: Pitcairn nie jawi jako siedziba uroczych ekscentryków. Znacznie bliżej mu do wyspy z Władcy much.


Tabu małej wyspy

Maciej Wasielewski bada i opisuje tę małą społeczność, starając się równocześnie dociec, jaki wpływ na jej obecny obraz miała historia. Na stosunki międzyludzkie, ale też "kulturę gwałtu". Sprawie wieloletniego molestowania dziewcząt oraz kobiet i procesu, który wytoczono grupie mężczyzn w 2004 roku, autor poświęca najwięcej miejsca. Bo i ta wstrząsająca sprawa mówi najwięcej o prawdziwym obliczu Pitcairn.

Skondensowany styl podkreśla tragedię skrzywdzonych dziewczynek, obecnie już dorosłych kobiet. Autor bombarduje nas intensywnymi emocjami, nie pozwala pozostać obojętnymi. Z jednej strony poznajemy traumatyczne wspomnienia, a z drugiej opis obecnego życia jednej z ofiar, Veronici, która uciekła z Pitcairn - osoby nie tylko nieprzystosowanej do życia w "wielkim świecie", ale przede wszystkim pogruchotanej psychicznie. Ale oglądamy też całą sytuację z punktu widzenia ich rodzin: ojców i matek, którzy wiedzieli, co spotka ich córki i nie potrafili temu zapobiec. Skrzywdzonych matek, które musiały patrzeć na krzywdę swoich dzieci. Niemoc była raczej psychiczna. Mała społeczność wiedziała, że nie poradzi sobie bez oprawców - najsilniejszych mężczyzn na wyspie. Społeczność, która od ponad dwustu lat chorobliwie broni się przed obcymi, potrafi tylko kisić się we własnych problemach, zamieniać je w tabu.


Kultura małej wyspy

Autor zastanawia się, jaki wpływ, nie tylko na relacje oprawca-ofiara, ale w ogóle mężczyzna-kobieta miały historyczne stosunki płci na wyspie (przypomnijmy: rdzenni mieszkańcy pochodzą od buntowników z HMS Bounty i grupy porwanych Tahitanek), same osoby "założycieli" - mężczyzn brutalnych, nierzadko przestępców - czy też wąskiej puli genowej.

Obraz Pitcairn odmalowany przez Wasielewskiego jest równie fascynujący, co przerażający. Z jednej strony to ciekawy reportaż antropologiczny, starający się scharakteryzować maleńką społeczność Pitcairn, a z drugiej zapis dramatu tamtejszych kobiet. Oba te wątki wynikają jeden z drugiego i nie sposób ich rozdzielić, czego też Maciej Wasielewski nie uczynił. Wybrał świetny temat i świetnie go wykorzystał. Polecam.


Marre


Autor: Maciej Wasielewski
Tytuł: "Jutro przypłynie królowa"
Seria wydawnicza: Reportaż
Wydanie: Czarne, 2013
Fotografie: Maciej Wasielewski
Stron: 164
Rok I wydania: 2013
Gatunek: reportaż
Werdykt: polecam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz