sobota, 11 maja 2019

O odwadze bycia dziwną | "Dziewczyna z konbini" Sayaka Murata


Fakt, że piszę o tej książce prawie półtora miesiąca po skończeniu lektury (spokojnie mam notatki i bardzo żywe wspomnienia), niech będzie najlepszym świadectwem siły, z jaką na mnie podziałała. Dziewczyna z konbini to niewielka rozmiarami książeczka, którą połyka się na raz, ale która pozostawia po sobie niepokój i dyskomfort. Zapraszam.

Bardzo łatwo zaszufladkować tę powieść jako pozycję ściśle traktującą o „tej dziwnej Japonii”, ale gdy wyjdziemy poza własne uprzedzenia, odnajdziemy ocean uniwersalnych treści. Główną bohaterką jest trzydziestoparoletnia Keiko, która w czasie studiów podjęła pracę dorywczą w konbini – całodobowym sklepie wielobranżowym – ale wraz z otrzymaniem dyplomu nie zmieniła miejsca zatrudnienia i ku rozpaczy rodziny wciąż pracuje jako ekspedientka. Na kolejnych stronach zagłębiamy się w jej psychikę i przeszłość. Pewnego dnia kobieta spotyka Shirahę – mężczyznę równie specyficznego jak ona.

Keiko to osoba kompletnie niezdolna do życia w społeczeństwie. Inaczej: zdolna do funkcjonowania w nim, ale nieszczerego, wynikającego raczej z niechęci do wyróżniania się niż faktycznej potrzeby socjalizacji. Określa się ją jako aspołeczną, ale niemal od początku podejrzewałam ją o bycie osobą ze spektrum autyzmu; z jej trudnościami w interakcjach z innymi ludźmi i dziwnymi reakcjami sensorycznymi (by zasnąć przypomina sobie sklepowy szum). Nie jestem ekspertką, choć trochę czytałam o kobietach z autyzmem, być może się mylę (nie spotkałam podobnego odczytania tej postaci), ale piszę o tym, bo raz pomyślawszy w ten sposób o Keiko, nie mogłam się od tej interpretacji uwolnić.

Jeśli patrzyć na Dziewczynę z konbini jako komentarz do japońskiego społeczeństwa, to otrzymamy ciekawy obraz tego, jak w kraju, gdzie niezwykle duży nacisk kładziony jest na wypełnianie określonych norm i wpisywanie się w silnie skodyfikowane role, paradoksalnie łatwo „ukryć się” osobom nie do końca pasującym do wzorca. Postać Keiko pokazuje, jak powierzchownie częstokroć postrzegamy otaczających nas ludzi i tak naprawdę nic o nich nie wiemy. Równocześnie we wspomnianej adaptacji nie ma nic dobrego, bo z jednej strony zakłamuje to, kim naprawdę jesteśmy, i na dłuższą metę czyni wyłącznie krzywdę naszej psychice, a z drugiej ma negatywny wpływ na społeczeństwo: hamuje zmiany i uniemożliwia nam akceptacji tych, którzy mimo wszystko nie chcą lub nie potrafią się dostosować. Jak Shiraha.

On i Keiko stanowią niezwykle ciekawą parę bohaterów, bo pokazują, jak mocno wpływa na nas wpajanie określonych ról i „cech płciowych”. Wydaje się, że generalnie natura tych dwojga jest tak sama, ale ich losy potoczyły się zupełnie inaczej. O ile Keiko od dzieciństwa wmawiano potrzebę wtopienia się w społeczeństwo, u Shirahy widać skrajny indywidualizm (w negatywnym tego słowa znaczeniu) i przekonanie o własnej wyższości oraz o tym, że pewne rzeczy mu się należą. W dorosłym życiu okazuje się, że nie jest on jednostką wybitną (co w oczach niektórych z pewnością usprawiedliwiałoby jego „ekscentryczność”), a brak empatii łączy się u niego z nieumiejętnością dostosowania się do potrzeb innych. Ciężko powiedzieć, kto z tej dwójki ma gorzej czy jest bardziej nieszczęśliwy. Keiko posiada zinternalizowaną potrzebę dostosowania się i czynienie jej za dość daje jej zadowolenie. Tymczasem Shiraha zdaje się odczuwać wyłącznie frustracje, gdy ludzie nie dopasowują się do jego planów; nie potrafi jednak dostrzec w tym wszystkim roli własnego zachowania, więc nie kieruje negatywnych emocji na samego siebie.

Natomiast my potrafimy spojrzeć na tę dwójkę. Zdajemy się odczuwać cały dyskomfort psychiczny związany z postawą bohaterów, którego oni jednak nie są w stanie poczuć, a przynajmniej w pełni go sobie uświadomić. Dołączamy do grona bohaterów tła, którzy obserwują Keiko oraz Shirahę z niesmakiem i zażenowaniem. W tym kontekście ważne jest zakończenie: Keiko wraca do pracy w konbini, bo, choćby podświadomie, dostrzega w tej pracy swoją własną drogę i swój własny, specyficzny sposób na realizację potrzeby socjalizacji. (Nie potrafiłam bowiem ani przez moment dostrzec w niej osoby jednoznacznie socjopatycznej). To jej osobiste zwycięstwo, z którym jednak może nam być ciężko się pogodzić. Niesamowicie podoba mi się fakt, że autorka zostawia nas z takimi właśnie emocjami, które być może część osób będzie musiała jakoś w sobie poukładać i które może zachęcą je do refleksji.

Dodatkowo dylematy Keiko mocno oddziałują z moim niedawnym prywatnym „odkryciem” dotyczącym wychodzenia ze sfery komfortu, które częstokroć staje się wartością samą w sobie i sprowadza się do porzucania swojego poczucia bezpieczeństwa w imię spełniania swoich wyobrażeń na temat tego, co powinno się robić – bez brania poprawki na naszą osobowości i tego wszystkiego, co z niej wynika – do ignorowania własnych potrzeb psychicznych. Keiko na przestrzeni całej powieści odkrywa, że inni niekoniecznie wiedzą, co dla niej dobre, i zbiera siły do tego, aby uwolnić się z potrzeby zadowalania wszystkich dookoła. (Brzmi to troszkę paradoksalnie w świetle tego, że decyduje się na pracę polegającą na całkowitym oddaniu klientowi, ale szczegółowy opis jej dnia pracy służy właśnie temu, by przekonać się, że to jest to, czego Keiko pragnie). Dla jej otoczenia jest to jednoznaczna porażka, ale porażka polegająca na wyłamaniu się utartego schematu studia-porządna praca-małżeństwo-dzieci. Czy chyba nie znowu taka porażka.

Dziewczyna z konbini na niewiele stronach porusza całe mnóstwo zagadnień związanych z życiem w społeczeństwie i normami społecznymi, jakimi ono się rządzi. Z pozoru prosta, dobrze czytająca się powieść kryje w sobie spory ciężar emocjonalny i dotyka wielu uniwersalnych problemów. Być może nie każdy odnajdzie w niej coś dla siebie, ale jeśli choć trochę zainteresowały Was tematy poruszone przeze mnie w tej recenzji (a to tylko kilka, które zaciekawiło mnie najbardziej), to bardzo polecam Wam tę książkę. A jeśli nie jesteście pewni, to i tak możecie spróbować: nawet bez głębszej refleksji – połkniecie ją w jeden wieczór.


Marta


Za możliwość przeczytania "Dziewczyny z konbini" dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Autor: Sayaka Murata
Tytuł: "Dziewczyna z konbini"
Oryg. tytuł: "Konbini ningen"
Seria wydawnicza: Seria z żurawiem
Wydanie: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019
Tłumaczenie: Dariusz Latoś
Stron: 142
Rok I wydania: 2016 (PL - 2019)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz