sobota, 7 lutego 2015

[96] ŻYCIE PI

Autor: Yann Martel
Tytuł: "Życie Pi"
Oryg. tytuł: "Life of Pi"
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Stron: 399
I wydanie: 2001 (PL - 2012)
Gatunek: filozoficzne (?)
Ocena: 5,5/10








Ranna zebra, orangutan, hiena cętkowana, szczur i tygrys bengalski… Taka menażeria to nie najlepsze towarzystwo w dryfującej po oceanie szalupie. Niestety szesnastoletni Pi Patel po zatonięciu japońskiego frachtowca, na pokładzie którego wraz z rodziną i zwierzętami z prowadzonego przez ojca zoo płynie z Indii do nowej ojczyzny, Kanady, nie ma żadnego wpływu na dobór towarzyszy niedoli. Grupa rozbitków, wśród których – poza orangutanem – Pi Patel jest jedynym dwunożnym stworzeniem, szybko się kurczy, aż pozostaje tylko on i tygrys. Odyseja przez Pacyfik staje się walką o życie – z żywiołem, głodem i, przede wszystkim, z olbrzymim kotem, z którym w bezpośredniej konfrontacji chłopiec nie miałby żadnych szans. By utrzymać zwierzę z dala od siebie, musi na niewielkiej powierzchni szalupy oznaczyć swoje terytorium i stać się osobnikiem alfa.
[źródło opisu: okładka]

Na początek muszę się wytłumaczyć. Czuję taką wewnętrzną potrzebę. Po co sięgałam po tę książkę? Głupi argument: zawzięłam się przeczytać wszystkie pozycje z listy 100 BBC. Głupi, bo raczej od początku wiedziałam, że książka mi się nie spodoba.

Przede wszystkim to raczej literatura (pseudo)filozoficzna. Przynajmniej ja mam zawsze takie uczucie przy podobnych książkach. No bo sami powiedzcie, czy powieść (!) z gatunku filozoficzna może zawierać prawdziwe przemyślenia (no dobra, może, ale jeszcze tego nie spotkałam). Ja takie wartości znajduję zazwyczaj przypadkiem, ostatnio najczęściej w science-fiction. Ale to akurat nie jest najważniejszy argument, bo wątek przetrwania na oceanie, woli życia, a także końcowe porównanie opowieści ze zwierzętami oraz bez zwierząt były naprawdę świetne.

Wybierać zwątpienie jako filozofię życia to tak, jak wybierać bezruch jako sposób przemieszczania się w przestrzeni.

A co było beznadziejne? Wiara Pi. Boże/bogowie zlituj się. Tylko świadków Jehowy tam brakowało, ale wchodziłam w to na własne ryzyko. Najgorsza była argumentacja Pi/autora (bo autor jej nawet w słowa nie ubierał). Nie przytoczę, bo zbyt dokładnie nie pamiętam, a książkę zdążyłam oddać koleżance. Jednakże nic z tego nie ogarniałam, bo im dłużej autor argumentował, tym bardziej przekonywałam się do swojego "zacofanego" monoreligijnego światopoglądu.

Opinie o zoo nie były nawet takie złe... Gdyby nie drobna hipokryzja. Yann Martel przez znaczną część książki stara się przekonać czytelnika, że zwierzęta w zoo są szczęśliwe. Nie kłócę się, bo gdy nie znają świata po za nim, to z pewnością jest to ich dom. Jednocześnie ignoruje przypadki depresji zwierząt, nie pisze o konieczności zapewniania im rozrywki, urozmaicania życia (swego czasu bardzo się tym interesowałam). Co prawda wspomina o sytuacji, gdy rodzina Patel bała się, czy świeżo przywieziony nosorożec się nie załamie (w rezultacie dostaje do towarzystwa kozę), ale autor skrzętnie pomija to w swoich, obszernych bądź co bądź, dywagacjach (wspomniana hipokryzja).

My, ludzie pracujący w tym fachu, mawiamy, że najniebezpieczniejszym zwierzęciem w zoo jest człowiek.

Ale książka z pewnością jest wartościowa i nieźle się ją czyta. Chociaż miałam momenty zaparcia (można przedawkować chłopca, tygrysa i szalupę), lecz historia chwilami nawet mnie wciągała. Autor ciekawie prowadzi fabułę, język jest przystępny, ale nie ograniczony. Gdyby nie bawił się w filozofię, wyrzucił "religijność" Pi, a zastąpił ją na przykład większą dawką wątpliwości, próby poszukiwania własnej wiary a to w hinduizmie, a to w poznanym w szkole chrześcijaństwie (w sumie niezły pomysł ;)), to wyszłoby na pewno ciekawiej. I bardziej lekkostrawnie. A tak... Co kto lubi.

Marre

PS. Recenzja powstawała przez 3 dni, razem z tonami smarków. Jestem z siebie dumna, że wreszcie ją ukończyłam. Teraz czekają na mnie dużo lżejsze książki :)



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Historia z trupem
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu [20,5+2,6=23,1cm]

9 komentarzy:

  1. Szkoda, że Ci się nie spodobała. Mnie, kiedy ją czytałam ze dwa lata temu, bardzo się podobała i nawet te wywody filozoficzne i religijne uważałam za ciekawe... Może gdybym teraz ją przeczytała, miałabym inne zdanie?

    Co do Twojego pomysłu z ostatniego akapitu: może napiszesz taką książkę? Tylko wypadałoby zmienić tygrysa na lwa albo innego dzikiego kota :P

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część z nich była naprawdę ciekawa, ale część... jak wspomniałam, ciężkostrawna :\

      Usuń
  2. Jakoś nie ciągnie mnie ani do książki, ani do filmu, raczej sobie odpuszczę… Ale dużo zdrówka życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film jest całkiem dobry - o ile nie oczekujesz zawrotnej akcji :)

      Usuń
  3. Oj, nie lubię pseudofilozofii w książkach xD

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie bardzo ciągnie do tej książki... I jestem troszkę zaskoczona tą negatywną opinią... ale wiadomo - każdy lubi co innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam film - nawet mi się spodobał - i jestem ciekawa książki :3 To, że jest pseudo filozoficzna jeszcze bardziej mnie zachęca do poczytania ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jak pisałam - co kto lubi :D

      Usuń
  6. Oglądałam jedynie film i bardzo mi się podobał. Po książkę również chciałam sięgnąć, ale aktualnie brakuje mi na nią wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń