piątek, 13 lutego 2015

[98] MECHANICZNA KSIĘŻNICZKA, czyli rozkoszne zakończenie trylogii


Autor: Cassandra Clare
Tytuł: "Mechaniczna księżniczka"
Oryg. tytuł: "Infernal Devices #3: Clockwork Princess"
Seria: "Diabelskie Maszyny #3"
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Anna Reszka
Stron: 544
I wydanie: 2013 (PL - 2014)
Gatunek: steampunk dla młodzieży
Ocena: 7/10







Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain zamierza wykorzystać swoje Diabelskie Maszyny - armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Brakuje mu jeszcze tylko ostatniego elementu, bez którego nie może zrealizować swojego straszliwego planu. Potrzebuje Tessy Gray... Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się odnaleźć Mortmaina, zanim ten zaatakuje. Jednak Mortmain porywa dziewczynę, a chłopcy, którzy roszczą sobie równe prawa do jej serca, Jem i Will, gotowi są zrobić wszystko, by ją uratować. Bo choć Tessa i Jem są zaręczeni, Will wciąż jest w niej zakochany...

No i skończyłam swoją przygodą z Diabelskimi Maszynami (ale z Cassandrą Clare jak widać nie, bo właśnie jestem w połowie Kronik Bane'a ^^). Sama byłam zaskoczona, jak szybko zapragnęłam sięgnąć po trzecią część. Ciekawość i przywiązanie do bohaterów? W życiu. Jestem przecież wredną recenzentką z trybikami zamiast serca :)

źródło: shadow-hunters.pl
Ten tom jest z pewnością dużo lepszy od poprzedniego. Dzieje się o niebo więcej (uwielbiam pojedynki z demonicznymi robalami :3) no i, bądź co bądź, to ostatni tom, a ja kocham epilogi i rozwiązanie akcji (to nie było złośliwe stwierdzenie, serio je lubię!). Podobało mi się zakończenie, ale koniec trójkąciku... Powiem tyle: niby nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, a jednak!

Mechaniczna księżniczka jest wręcz nieprzyzwoicie romantyczna. Każdy sobie kogoś znajduję, wszyscy się ze sobą pobierają, no może oprócz tych kilku biedaków, którzy nie dożyli. Nieco to sztuczne, ale jednocześnie słodkie (NO CO?!, trybiki też mogą mieć romantyczną naturę).

Było też kilka zgrzytów. Wydawało się, że o pochodzeniu Tessy z grubsza dowiedzieliśmy się w tomie drugim. Tutaj jednak wszyscy strasznie się zdziwili (no fakt, konkretami też byłam zaskoczona), łącznie z główną zainteresowaną. Zgrzyt drugi wiążę się z zarzekaniem pewnego bohatera w drugim tomie, że nigdy czegoś to zrobi, czytelnik nie spodziewa się tego, a tu BUCH dowiaduje się po fakcie. Nie dość, że to dość tani chwyt, to średnio pasujący.

Oceniając serię jako całość, to jest ona bardzo dobra. Niby do bólu dziewczyńska oraz mainstreamowa, ale czyta się przyjemnie i z zawrotną szybkością. Można nawet kilka razy dać się zaskoczyć ;) Jak najbardziej polecam. Nie czytajcie Darów Anioła. Czytajcie Diabelskie Maszyny!

Marre

uwielbiam tę scenę <3
źródło : jw.


4 komentarze:

  1. Nie, nie czytajcie "Diabelskich Maszyn", czytajcie "Dary Anioła" :D Mi się dużo bardziej podobała pierwsza seria Clare. "Maszyny" są zbyt romantyczne, to w sumie główny wątek - co tam koleś chcący wybić Łowców, co tam problemy z Clave, a tam jakaś emancypacja kobiet, nieistotne przecież. Tylko miłość się liczy, na tym skupia się seria i przez to cierpi. "Dary" mają znacznie więcej do zaoferowania, chociaż też w końcu przeradzają się w romans.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po prostu zwracamy uwagę na inne rzeczy :) "Diabelskie maszyny" są faktycznie dużo romantyczniejsze, ale sto razy bardziej podobali mi się bohaterowie. Tessa wkurza mnie dużo mniej niż Clary (ale i tak wkurza), nie ma "idealnego Jema", uwielbiam też Henry'ego i Charlotte... A emancypacja kobiet bardzo mnie interesuje, choć tutaj akurat aż tak dużo jej nie ma :)

      Usuń
  2. Naprawdę świetne zakończenie cudownej trylogii :D Autorka doskonale poradziła sobie z całym zakończeniem :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Trylogia w całości jeszcze przede mną :).

    OdpowiedzUsuń