wtorek, 20 października 2015

Rainbow Rowell - ELEONORA & PARK | Rozsmakowując się w pierwszej miłości


Na pewno znacie mnie jako osobę pierwszą do krytykowania young adultów [jestem targetem, to mogę, jasne?!]. Właściwie to za wszystko. A co z chwaleniem? Przyznam się, że niestety czasem mi się zdarza. I tak jest w przypadku Eleonory i Parka. Sięgając po tę książkę, miałam nadzieję na po prostu dobre czytadło. I właśnie to dostałam. Ale w kategorii lekturek na-dwa-popołudnia-nie-dłużej Eleonora i Park nie mają sobie równych.

Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.

Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.

Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę.

źródło opisu: okładka

Zacznę od głównych bohaterów. Blurb nie wyczerpuje ich cech charakterystycznych oraz dziwactw i dalsza recenzja również  ich nie wyczerpie. Ale... Chwila. Czy to oznacza?... Że bohaterowie young adult mogą być oryginalni i realistyczni w swoim zachowaniu?... ... Sama nie wierzę w to, co piszę. Ale to prawda. Eleonora i Park są tak przejaskrawieni i dziwni, jak mogą być tylko prawdziwi ludzie. Odniosłam wrażenie, że dzięki temu niemal każdy czytelnik może znaleźć w nich "coś swojego". Jednocześnie ich indywidualizm ma znaczny wpływ na ich postępowanie. Taka nieoczywista dla niektórych autorów oczywistość. Więc cieszmy się z małych rzeczy.

Miłość ich jest słodka w sposób, w jaki może być tylko ta pierwsza, nastoletnia. Powoli przechodzimy z fazy fascynacją w coś głębszego. Jednocześnie ciekawie został wpleciony wątek świadomości bohaterów, że nie ma czegoś takiego jak jedyna, prawdziwa miłość. A przynajmniej, że nie bywa nią pierwsze uczucia. Sytuację obserwujemy z dwóch perspektyw tak, że nie ma mowy o związku przypominającym raczej onanizację do zdjęcia ukochanego, jak w przypadku niektórych młodzieżówek. Rainbow Rowell umie w niesamowity sposób przekazywać czytelnikowi uczucia swoich bohaterów, co jest jednym z głównych powodów, dla których od książki nie można się oderwać.

Nie mógłby kupić Eleonorze pióra. Albo zakładki. Nie żywił wobec niej uczuć zakładkowych.

A wszystko dzieje się we wspaniałym roku 1986. Sięgając po Eleonorę i Parka, sądziłam, że akcja toczy się współcześnie. Czekała mnie miła niespodzianka. Autorka cofnęła się do swojej młodości [a przynajmniej tak wynika z moich zdolności matematycznych]. Okres, który kojarzył mi się w wydaniu amerykańskim dosyć kiczowato, nabrał teraz swoistego uroku. Muzyka, komiksy, baterie kończące się walkmanie... Tym latom można odmówić odrobiny klasy, ale klimatu - nigdy.

Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje.

Autorce udaje się w łatwostrawny sposób dotknąć kilku nastoletnich problemów, m.in. gnębienia w szkole czy wątpliwości co do natury miłości przyszywanego rodzica. Jednak ważniejsze miejsce zajmuje przemoc domowa i to ona jest motorem napędowym większości zdarzeń. Nie zamierzam nikogo oszukiwać, że w powieści znajdziemy szczegółową analizę psychiki osoby doświadczonej tym zjawiskiem. Ale Rainbow Rowell zajęła się zagadnieniem subtelnie acz sugestywnie. Dzieci kulące się, słysząc hałasy zza ściany. Dzieci, które mówiły "tato" do oprawcy swojej matki, bo był jej mężem.

Wielkie brązowe oczy, pełne usta... Wyglądały trochę jak u Jokera - to znaczy zależy, kto go rysował - były szerokie i kształtne. Nie takie jak u szaleńca, oczywiście... Park musi pamiętać, by nigdy nie mówić jej czegoś takiego. Zdecydowanie nie brzmiałoby to jak komplement.

Ostatnim gigantycznym plusem będzie zakończenie. Autorka nie pokusiła się o zamknięcie historii w żaden banalny sposób. W zasadzie nie zamknęła jej prawie wcale. I za to dziękuję. Wyjątkowa książka zasługuje na oryginalne zakończenie, nawet jeśli oznacza to jego braku. Teraz przez wieczność będę mogła zastanawiać się, co oznaczają te 2 słowa [i mieć nadzieję, że w oryginale były to 3].

A ty wyglądasz jak ty - powiedział - tylko na cały regulator.

Podsumowując, mogę wyłącznie napisać, że Eleonorę i Parka czyta się świetnie. Po części za sprawą inteligentnego, zabawnego języka [mam nadzieję, że nieco wam go przybliżyłam, zasypując toną cytatów] i lekkiego pióra, a po części krótkich, dynamicznie skonstruowanych rozdziałów. No i fabuły, która wciąga po uszy, jest słodka, ale w żadnym przypadku mdła. Spodoba się zarówno nastolatkom, jak i starszym czytelni(cz)kom, którzy pragną wrócić na kilka godzin do czasów swojej młodości. Polecam.

Marre

źródło: zpopk.pl
Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: "Eleonora i Park"

Oryg. tytuł: "Eleonora & Park"
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Magdalena Zielińska
Stron: 358
I wydanie: 2013 [PL - 2015]
Gatunek: young adult
Ocena: 8.5/10

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam Eleonorę i Parka i ogólnie styl pisania autorki - jak najbardziej do mnie trafia ta jej lekkość pióra oraz nietuzinkowy humor :D Niedawno skończyłam czytać Fangirl i również polecam, bo wydaje mi się nawet lepsze od E&P :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zastanawiam nad "Fangirl", chociaż w przeciwieństwie do "Eleonory..." zbiera nieco słabsze opinie. Ale w razie czego wiem, że znajdę w swojej bibliotece :3

      Usuń
  2. Mam ją w planach ale na nowy rok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym powiedziała, że zakończenie jest gigantycznym minusem, ale co czytelnik to inna opinia ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak, otwarte zakończenia mają tyle samo przeciwników, co fanów, grunt to uprzedzić o występowaniu takiego w danej książce :)

      Usuń
  4. A mnie się ta książka jakoś wcale nie podobała ;) Za to "Fangirl" uwielbiam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu ta "Fangirl"... ;P Napiszesz, co ci się akurat nie podobało w "Eleonorze"? Jestem ciekawa :)

      Usuń
  5. Podobała mi się ta książka - wątek miłości był cudownie słodki, ale też nie przesłodzony. Trochę za to raziło mnie niedopracowanie wątków pobocznych - historii i wyjaśnienia zachowań bohaterów drugoplanowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie zwróciłam jakoś na to szczególnie uwagi - napiszesz, o kogo konkretnie chodzi? :)

      Usuń
  6. Jeszcze niedawno chciałam przeczytać tę książkę, a teraz mi to obojętne, czy kiedykolwiek trafi w moje ręce. Jakoś mnie do niej nie ciągnie, chociaż widzę dużo pozytywnych recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jednak wpadnie, bo warto :)

      Usuń
  7. Jestem zakochana w ksiązkach tej autorki, choć Fangirl lepiej wspominam <3
    serdecznie pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Na razie odpuszczam sobie tę autorkę. Jestem prawie pewna, że książki jej autorstwa będą w moim odbiorze lekturą na jeden wieczór. A na razie na tego typu powieści nie mam ochoty ;)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  9. Choc jestem już zdecydowanie nie w tym wieku, co target, to z chęcią sięgnę, żeby się rozerwac :).
    Powiedz mi tylko, co miało znaczyc to " [jestem targetem, to mogę, jasne?!]"? Jakbyś nie była targetem, to już nie możesz krytykowac? I po co ten wykrzyknik? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, chodzi głównie o to, że zaskakująco sporo osób ma tendencję do stwierdzania, że recenzenci mające te 30 lat traktują młodzieżówki za ostro, że nie biorą pod uwagę wieku docelowego i inne mniejsze lub większe bzdury [choć nie twierdzę, że niektórym czasem nie zdarzy się przesadzić]. A zauważyłam, że krytyka "targeta" [czyt. mnie] jest brana dużo poważniej.

      Poza tym część autorów ma najwyraźniej błędne mniemanie o psychice nastolatów - jak to ktoś kiedyś określił, robią z nich dorosłych dokonujących notorycznie złych wyborów. I w tym miejscu wkraczam "target" i łopatologicznie tłumaczy, że ktoś tu się pomylił ;)

      Usuń
  10. Lekkie, przyjemne lektury także są potrzebne i lubię po nie sięgać :)

    OdpowiedzUsuń