czwartek, 28 stycznia 2016

H. P. Lovecraft - ZGROZA W DUNWICH I INNE PRZERAŻAJĄCE OPOWIEŚCI | Cudzy lęk sztuką


Jeśli istniała rzecz, której Howard Phillips Lovecraft nie pomieściłby w swej otchłannej wyobraźni, był nią pośmiertny los jego własnej twórczości. Niezauważony za życia, dziś uważany za arcymistrza literatury grozy, żył tylko 47 lat. Urodził się i zmarł w Providence, kolebce anglosaskiej Ameryki. Był erudytą, staromodnym dżentelmenem, koneserem klasycznej poezji i kolonialnej architektury. Mało publikował, pisał dla przyjemności, ze straceńczą nonszalancją. Uwielbiał koty. Miewał koszmarne sny. Swe nieokiełznane fantazje przekuł w stylową i obsesyjną prozę, która do dziś nie przestaje zachwycać, przerażać i inspirować.
źródło opisu: okładka

Niemal każdy słyszał o Lovecrafcie, Cthulhu, Dagonie (o tym ostatnim to pewnie głównie za sprawą Wiedźmina)... Chociaż nie. Przez długi czas uważałam twórczość tego autora za dość ważny element popkultury w ogóle. I być może tak jest na Zachodzie. Bo przekonałam się, że większość osób z mojego otoczenia nawet go nie kojarzy. Prawdopodobnie stało się tak za sprawą pecha Lovecrafta do udanych tłumaczeń. Nie wiem, nie czytałam wcześniejszych wydań jego prozy. Ale po lekturze Zgrozy w Dunwich jestem skłonna przychylić się do tej teorii. Bo te opowiadania to bardzo wymagające kawałki literatury pod każdym względem. Dlatego cieszę się, że doczekały się one tak udanego wydania. Za równo pod względem translacji, jak i oprawy.

Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym.

Znajdziemy tu piętnaście opowiadań o łącznej długości imponujących 759 stron. Ułożono je chronologicznie, co okazało się najlepszym rozwiązaniem w przypadku tego mało płodnego pisarza. Możemy przestudiować, jak rozwijał się styl Lovecrafta: od krótkiego Dagona ze szczątkową fabułą, opartego wyłącznie na koszmarnej wizji, przez coraz dłuższe utwory, kończąc na ponad stustronicowych mikropowieściach połączonych ze sobą wspólną mitologią. Ta ostatnia może być jednym z ważniejszych powodów sukcesu twórczości tego autora, choć z pewnością nie jedynym. Gdyż jakby popatrzeć na te teksty od strony czysto technicznej, to pod wspaniałym, kunsztownym stylem oraz językiem kryje się schematyczność. Tak, w zasadzie wszystkie opowiadania opierają się na jednakowym planie: inteligentny i wrażliwy mężczyzna odkrywa mroczną zagadkę z przeszłości, bada ją, by w końcu poznać straszliwą prawdę i wyjść ze wszystkiego z pokiereszowaną psychiką... Ten opis nie brzmi nadzwyczajnie. Ale nie chodzi tu o stronę czysto techniczną, bo tak naprawdę każda historia sama w sobie jest inna, zawiera inny oryginalny pomysł i nowe, porażające wizje.

Całość z pewnością tych mniej wytrwałych przytłoczy - sama ze wstydem przyznam, że przerwałam lekturę na kilka miesięcy. Już ze względu na samą strukturę opowiadań odbiór jest utrudniony. Dużo tu opisów, wyznawania swych emocji i jednocześnie mało dialogów oraz akcji. Ze względu na budowę szkatułkową mamy wrażenie, że ktoś celowo odciąga nas od rozwiązania. Mimo to nie czułam się klasycznie znudzona. Wszystkie szczegóły frapowały mnie, a historie wciągały. Cieszyłam się z możliwości niespiesznego delektowania się lekturą, przede wszystkim stopniowym odkrywaniem niezwykłego świata pełnego pradawnych ras oraz niepowtarzalną atmosferą.

Największym dobrodziejstwem naszego świata wydaje mi się to, że człowiek nie potrafi objąć go rozumem. Żyjemy sobie na spokojnej wysepce niewiedzy śród czarnych mórz nieskończoności i nie powinniśmy wypuszczać się z niej za daleko.

Budują ją nie tylko napięcie i pełne grozy sekrety, choć osobiście polecam skończyć konkretne opowiadanie przed snem (sama mam złe doświadczenia z Kolorem z innego wszechświata - zresztą moim ulubionym utworem ze zbioru). Ważny jest również wspomniany charakterystyczny styl Lovecrafta. Z początku ciężko mi było zrozumieć, co go buduje, nie licząc nietypowego zamiłowania do przymiotników typu pradawny, przedwieczny, które to momentami wręcz śmieszy (patrz: Święto). W końcu pojęłam, że to nagromadzenie przymiotników i przysłówków w ogóle. Autor najwyraźniej lubił dookreślać wszystko - choć w posłowiu tłumacz kładzie to na karb ówczesnego targetu Lovecrafta, tj. rozmiłowanych w makabrze czytelników pulpowych magazynów.

Jeśli jesteśmy przy Macieju Płazie (nie jestem pewna, jak to odmienić -_-), to chapeau bas za całą niesamowitą robotę wykonaną przy tej książce. Wybrać odpowiednie opowiadania z całej twórczości jakiegoś autora, aby równocześnie trzymały dobry poziom i były reprezentatywne, to już nie lada wyczyn. A jeszcze przetłumaczyć coś tak specyficznego, zwracając uwagę na wszystkie niuanse i kryptocytaty, w sposób, by wszystko to nie trąciło myszką - wspaniałe osiągnięcie. Jeśli dodać do tego treściwe i nieprzydługie posłowie, ciekawie prezentujące życiorys Lovecrafta i pokrótce interpretujące jego twórczość, to zaczyna mi brakować słów. Niesamowitego wrażenia dopełnia cudowna acz mroczna oprawa graficzna i niezwykłe ilustracje autorstwa Johna Coultharta.

W moich snach znalazłem trochę piękna, którego na darmo szukałem w życiu, i wędrowałem przez stare ogrody i zaczarowane lasy.

Jednak poza wszystkimi walorami estetycznymi i technicznymi opowiadań Lovecrafta, liczy się groza, którą czuje kolejne pokolenie czytelników. Łączył pogańskie kulty, alchemiczne sekrety, fantasmagoryczne krajobrazy, "bezbożne" rasy w coś zupełnie nowego. Wszystkie jego utwory prezentują lęk człowieka przed nieznanym, choć pisarz nadaje mu często fizyczne kształty. Paradoksalnie wzmaga to strach, a dodatkowo pojawia się w nas odraza wobec czegoś, co choć obce, to "składa się" z elementów znanych na co dzień. Przerażanie innych to niezwykle trudna sztuka, ale Lovecraft opanował ją w stopniu mistrzowskim.

Co tu jeszcze można by napisać? Jest pozycja obowiązkowa, klasyka. Niezwykle cieszę się, że mogłam się z nią zapoznać i to w takiej formie. Niesamowite wrażenie nieporównywalne do niczego innego.

Marre

Autor: H. P. Lovecraft
Tytuł: "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści"
Seria: Klasyka Grozy

Wydanie: Vesper, 2012
Wybór, tłumaczenie i posłowie: Maciej Płaza
Ilustracje: John Coulthart
Stron: 792
I wydanie: 1917 - pierwsze opowiadanie ze zbioru [zbiór PL - 2012]
Gatunek: groza
Ocena: 9,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz