wtorek, 18 kwietnia 2017

Maryla Szymiczkowa "Tajemnica domu Helclów", "Rozdarta zasłona" | Trochę bezwstydnych zachwytów

zdjęcie w tle: polskapogodzinach.pl


Choć lubię powieści historyczne, to podchodzę do nich bardzo ostrożnie. Niejednokrotnie autorzy pochłonięci swoją wizją, nie uwzględniają w niej jednej ważnej rzeczy: mentalności danej epoki. Młode nauczycielki uwodzą policjantów, panienki z dobrego domu co wieczór mają tête-à-tête z przystojnymi młodzieńcami itd. itd... Nic dziwnego, że tak cieszy każda powieść, której autor zadbał o detale. I cykl o profesorowej Szczupaczyńskiej do takich właśnie należy.


Profesorowa Szczupaczyńska ma tysiąc spraw na głowie. Musi pamiętać o pulardzie na obiad, nie zapomnieć kupić wina przeciwko cholerze, sprawdzić, czy nowa służąca dobrze wyczyściła srebra. I jednocześnie potwornie się nudzi. Kraków w 1893 roku nie obfituje w atrakcje. Kiedy więc przypadkiem dowiaduje się, że w słynnym Domu Helclów zaginęła jedna z pensjonariuszek, zaczyna działać. Z wrodzoną dociekliwością – niektórzy mogliby ją nazwać wścibstwem – rozpoczyna śledztwo.
źródło opisu: okładka


Jako kryminał historyczny...

Już w podsumowaniu zeszłego roku (klik) pisałam o tym, że jeśli rozpatrywać Tajemnicę domu Helclów TYLKO jako kryminał historyczny, to wyjdzie coś przeciętnego. Sama zagadka nie wciąga specjalnie: profesorowa drepcze od jednego potencjalnego świadka do drugiego, po drodze mamy pewne zawirowania i mylne tropy itd. Nic, czego jeszcze nie było (co mogę stwierdzić nawet ja, mająca kontakt z kryminałem sporadycznie). Aczkolwiek trzeba przyznać, iż autorzy wykorzystują te sprawdzone schematy dość umiejętnie. Widać również (celowe) nawiązania do twórczości Agathy Christie. I nie chodzi nawet o niepozorną (pod pewnymi względami), nieco komiczną panią detektyw, ale sam sposób prezentacji rozwiązania: typowa nasiadówa ze wszystkimi zainteresowanymi osobami, policją oraz mordercą. Daje nam to kryminał przyzwoity, ale bez żadnych fajerwerków. Tylko że sama intryga stanowi raczej drugi plan. I to nie dla niej powinno się czytać Tajemnicę domu Helclów.



źródło: krakow.fotopolska.eu (w ogóle bardzo zacna stronka, tylko trzeba mieć nieco cierpliwości,
żeby cokolwiek znaleźć)

...i jako jego pastisz

Wspomniałam o protagonistce. Ona... może irytować. Bezdzietna żona wykładowcy medycyny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Co oznacza dużą ilość wolnego czasu. Do tego przeraźliwie ciekawska, po krakowsku skąpa (wszystkich krakowiaków serdecznie przepraszam za to porównanie), snobistyczna, za wszelką cenę starająca się wybić do wyższych sfer i do przesady drobnomieszczańska. Co z wrodzoną inteligencją tworzy mieszankę wybuchową. Słowem (no dobrze, dwoma): rozkosznie przerysowana. Pokochałam ją właściwie od pierwszych stron, a gdy dołączył do niej mąż (delikatny pantoflarz, ale po prostu złoty człowiek) z gruntu uznałam ich za jedno z najbardziej uroczych literackich małżeństw w mojej karierze. Sceny wspólnego czytywania gazet cytowałam bliskim niemal w całości, zaśmiewając się do rozpuku. Do tej cudownej parki szybko dołącza oczywiście cały zastęp barwnych postaci drugoplanowych, takich jak chociażby służąca Marianna czy kuzynka Dudkiewiczowa. To samo tyczy się osób prawdziwych. Tadeuszek Żeleński okazuje się naprawdę przydatnym znajomym, a spotkania profesorowej z Ignacym Daszyńskim nie sposób zapomnieć.

Jak już wspomniałam, Tajemnicę domu Helclów, jak i jej kontynuację, wyróżnia niezwykła dbałość o szczegóły historyczne, niezależnie, czy tyczy się to wspomnianej mentalności bohaterów, samej fabuły czy towarzyszących jej "smaczków". A tych znajdziemy tu naprawdę sporo. Mam wrażenie, że w każdej innej pozycji upychanie takiej ilości ciekawostek nie wyszłoby nikomu na zdrowie. Tutaj jednak dzięki ogólnemu przerysowaniu efekty okazują się zgoła urocze, a ciekawostki na tyle ciekawe, że ich hipotetyczny nadmiar po prostu nie mógłby zaszkodzić. Trochę jednak drażniło mnie nawiązywanie do wszelkich możliwych wydarzeń historycznych. W obu tomach intryga, zahaczająca o jak największą ich liczbę, wypada nieco nienaturalnie. Choć z drugiej strony nie należy zapominać, iż to jednak pastisz i rządzi się on swoimi prawami. Poza tym, czego by nie mówić: autorzy wiedzą, o czym piszą. Ich wiedza jest olbrzymia, a zaprezentowany przez nich Kraków z początku dwudziestego wieku - zniewalający.

źródło: jw.


Dostosowany do epoki jest również język, pełen archaizmów (tutaj znajdziecie kilka ciekawszych z pierwszego tomu, opatrzonych objaśnieniami), ale równocześnie nie zbędnie skomplikowany. Buduje nastrój i wiernie oddaje sposób wyrażania się epoki. Ów język, a także bogaty styl, mają jeszcze jedną, dominującą w zasadzie, funkcję: humorystyczną. Cała reszta byłaby w zasadzie bez znaczenia, gdyby autorzy nie zaserwowali nam sporej dawki fantastycznego, inteligentnego humoru. To on sprawił, że się w Tajemnicy dom Helclów się zakochałam.


Co dalej?

To by starczyło za recenzję samej obu tomów. Jednakże. Pisanie kontynuacji jest sztuką trudną, bo nie dość, że nowa powieść powinna trzymać poziom poprzedniej, to jeszcze zaskoczyć czymś czytelnika, wnieść do serii coś nowego. Rozdarta zasłona spełniła te wymagania. Tym razem autorzy skupili się na kwestii żydowskiej oraz problemie prostytucji. Mnie jednak zachwyciło coś innego. W pierwszym tomie Szczupaczyńska traktuje rozwiązywanie zagadki kryminalnej raczej jako rozrywkę. Tutaj, po pierwsze, sprawa dotyczy również jej osobiście. Bohaterkę nachodzą liczne refleksje, widzi, jak wiele zmieniło w niej bycie "detektywem" i jak zmieniły się jej priorytety. Zauważa, że zaniedbuje robienie powideł na rzecz prowadzenia śledztwa (no ale serio, jak tak można! To są POWIDŁA!) i że rozmowa z osobnikiem, którym powinna pogardzać, może się okazać bardzo przyjemna... Jednocześnie dość mocno wyróżnia się zakończenie: nie znajdziemy w nim typowego, pełnego optymizmu zwycięstwa sprawiedliwości, a raczej gorzką refleksję. To wszystko, w połączeniu z zaletami pierwszego tomu, sprawia, iż Rozdarta zasłona jest naprawdę godna poprzedniczki.

Cóż więc pisać więcej. W Tajemnicy domu Helclów można się spokojnie zakochać. Tak inteligentna rozrywka spodoba się chyba każdemu, a zwłaszcza historycznym geekom. Byle nie nastawiać się na kryminał. Szczerze polecam i czekam na kolejny tom. A Wy, zamiast oglądać Belle Epoque, czytajcie Szymiczkową!


Marre


Autor: Maryla Szymiczkowa (Jacek Dehnel + Piotr Tarczyński)
Tytuł: "Tajemnica domu Helclów" | "Rozdarta zasłona"
Seria: Maryla Szymiczkowa (1, 2/?)
Wydawnictwo: Znak
Stron: 288 | 304
Rok I wydania: 2015 | 2016
Gatunek: kryminał historyczny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz