sobota, 17 lutego 2018

W marcu będę czytać klasykę literatury dziecięcej! Przyłączysz się?

Baner akcji, fiołek leżący na otwartej  książce.
Zrobiłam super banerek, jestem super!



Doszłam do wniosku, że to smutna sprawa, wiecie? Nie przeczytać w dzieciństwie książek, które powinno się wtedy przeczytać. Masz trzydziestkę na karku, a tu pewnego pięknego dnia kolega z korpo z obowiązkowym papierowym kubkiem kawy w ręce zaczyna wpatrywać się w ciebie w bezbrzeżnym zdumieniu. Ręka mu lekko drży, kawa w kubku niebezpiecznie chlupoce i w końcu kolega wyrzuca z siebie zdumione pytanie: Ale jak to Winnetou nie czytałeś?

niedziela, 24 grudnia 2017

Dlaczego nie lubię najnowszej ekranizacji "Morderstwa w Orient Expresie"?


Wszyscy chyba znacie tę historię. Podczas śnieżycy luksusowy Orient Express zakopuje się w zaspie gdzieś w górach. Tymczasem jeden z pasażerów zostaje znaleziony martwy w swoim przedziale. Mordercą musi być jedna z osób przebywających w wagonie pierwszej klasy. Detektyw Poirot rozpoczyna śledztwo. Pod tym względem najnowsza ekranizacja Morderstwa w Orient Expressie w reżyserii Kenetha Branagha nie różni się dużo od oryginału. Mam jednak wrażenie, że Branagh, skupiając się na fabule, pominął pewien bardzo ważny aspekt powieści. I stworzył może niezły hollywoodzki film, ale naprawdę marną ekranizację. Zapraszam.

środa, 10 maja 2017

O Piotrusiu Panie albo byciu dobrym mimo wad


W wyszukiwaniu ilustracji do tego postu starałam się znaleźć złoty środek pomiędzy podkolorowanymi wizjami po LSD w boskich rozdzielczościach a oryginalnymi kadrami w ziemniaczanej jakości... Tak więc z góry przepraszam ;)


Jakiś czas temu miałam urodziny. A w urodziny można spełnić pewne swoje dziwaczne pragnienia. I dlatego obejrzałam najpierw, pierwszy raz od dziesięciu chyba lat, oryginalnego Disnejowskiego Piotrusia Pana, a zaraz potem Les Miserables. A co tam, wolno mi. I o ile Nędznicy wzbudzili we mnie myśli dość typowe (plus dodatkową, że nie pamiętałam, jakie to dobre było), to Piotruś Pan wywołał prawdziwą burzę.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Trochę fajnych, trudnych słówek, czyli słowniczek do "Tajemnicy domu Helclów"


(Post miał się ukazać kilka dni temu pod moją nieobecność, ale Blogger coś odwalił. Więc macie teraz).

Recenzja "Tajemnicy domu Helclów" jeszcze nie ukazała się, ale już mogę wam powiedzieć, że książka ta zachwyciła mnie na wielu polach, a jednym z nich jest język. Również dlatego, że autorka/autorzy użyli masy archaizmów, które równocześnie nie wydają się wepchnięte na siłę. A artykuł ten ma głównie na celu przybliżyć wam niektóre ciekawe słówka.