wtorek, 5 maja 2015

[123] SCARLET. Po Kopciuszku przyszła kolej na Czerwonego Kapturka


OPIS ZAWIERA SPOILERY DO TOMU PIERWSZEGO!

Akcja powieści rozpoczyna się krótko po zakończeniu pierwszego tomu: Cinder (dodajmy, że cyborg i Lunarka) znajduje się w więzieniu i odlicza dni do przekazania jej w ręce królowej Levanny. Dzięki pomocy doktora Erlanda udaje jej się jednak uciec w towarzystwie Carswella Thorne'a, skazanego za kradzież statku kosmicznego. Dziewczyna musi jak najszybciej zrozumieć swoje nowe zdolności i wykorzystać dla ratowania Ziemi (dobra, brzmi to wszystko bardzo idiotycznie, ale wcale nie jest takie złe).

Tymczasem na terenie Francji ginie babcia Scarlet Benoit. Dziewczyna wie, że jej zniknięcie wiąże się z pojawieniem w rodzinnym miasteczku obcego o imieniu Wilk. Nie ufa mu, ale gdy ten zgadza zaprowadzić ją do porywaczy, wyrusza z nim w podróż. Nie wie, że jej rodzina skrywa wiele sekretów...

Po część pierwszą sięgnęłam w listopadzie, nie spodziewając się niczego wyjątkowego. Cinder spodobała mi się jednak niezmiernie, dlatego dziwię się, że po kontynuację sięgam dopiero teraz. Pewnie jak zwykle z obawy, że sequel nie dorówna zupełnie oryginałowi, co zdarza się dość często. Na szczęście pomimo drobnych zawirowań tak się nie stało i książkę połknęłam w jeden dzień.

Marissa Meyer kontynuuje swoją zabawę baśniowymi konwencjami, ale ciągle dużo bardziej przekonuje mnie Cinder. Wątek i postać Scarlet zbyt przypominają te z innych młodzieżówek. A co dotyczy Wilka i spółki - już trochę za dużo fiction w tym science fiction i zaczynamy popadać fantasy. Nic do tego nie mam, ale jako umysł ścisły i ceniący sobie logikę błagam o odrobinę nauki w tym wszystkim. Z nowych bohaterów warto jeszcze zwrócić uwagę na Thorne'a - gość jest po prostu rozwalający.

Jak już wspomniałam, podczas lektury powstały drobne zawirowania i gdzieś w środku lektura zaczęła mi się nieco dłużyć (co nie przeszkodziło mi pochłonąć tych 500 stron w jeden dzień). I obwiniam o to Scarlet, która najlepszą protagonistką i najlepiej skonstruowaną postacią w ogóle nie jest. Jednak na ostatnich kilkudziesięciu stronach fabuła podźwignęła się na nogi, akcja przyspieszyła i już do ostatnich stron nie mogłam się oderwać.

Nie oszukujmy się: to nie jest literatura ambitna. Jednak Saga księżycowa posiada w sobie to połączenie akcji, kochanych bohaterów (Kai *.*), barwnego świata i humoru w odpowiednich proporcjach, które czynią z niej świetne czytadło (powtarzam po raz trzeci: jeden dzień!). Teraz będę na wieki żałowała, że kolejnych tomów nie wydano po polsku. Tak, średnia ocen ponad 8 na LC, ale po co to dalej wydawać?! Tak czy inaczej, polecam.

Marre

Autor: Marissa Meyer
Tytuł: "Scarlet"
Oryg. tytuł: "Scarlet"
Seria: "Saga księżycowa" [tom 2]
Wydawnictwo: Egmont
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka
Stron: 494
I wydanie: 2013 (PL - 2013)
Gatunek: dystopia dla młodzieży
Ocena: 7/10

8 komentarzy:

  1. Hmmm, może kiedyś sięgnę, ale w sumie nie czuję potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ją z dwa lata temu i bardzo mi sie podobała. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obija mi się ta seria o uszy i chciałabym ją kiedyś poczytać :).
    Grafika przecudowna *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mnie zaciekawiłaś. Przegapiłam ten cykl, a uwielbiam takie wariacje na temat klasycznych opowieści!

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka sobie była "Scarlet". Ogólnie, seria mocno średnia, ale "Cinder" była lepsza niż drugi tom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seria mi się podoba, ale "Cinder" faktycznie dużo lepsza :)

      Usuń
  6. A mnie każdy kolejny tom "Sagi księżycowej" podobał się bardziej. "Cress" czytałam po angielsku i według mnie jest najlepsza. Po prostu pojawia się coraz więcej bohaterów, coraz więcej wątków, a seria staje się coraz bogatsza :) Uwielbiam! I po prostu kocham, kocham wszystkich bohaterów. I Cinder, i Scarlet i Cress. Tak, Thorne jest rozwalający :D I miłość do Kaia jak najbardziej rozumiem, ale najbardziej zakochana to ja jestem w Wilku <3

    OdpowiedzUsuń