czwartek, 16 listopada 2017

O kobiecym przebudzeniu inaczej | Kobieta do zjedzenia - Margaret Atwood

Na zdjęciu w tle jabłka.

Do debiutanckiej powieści Margaret Atwood podchodziłam bardzo ostrożnie. Opis zapowiadał prostą historię o kobiecym samoprzebudzeniu. Niesłusznie jednak zwątpiłam w jedną z moich ulubionych autorek. Kobieta do zjedzenia to powieść inteligentna, uszczypliwie dowcipna i po której, mimo upływu prawie pięćdziesięciu lat od daty premiery, absolutnie nie czuć wieku. Zapraszam.

Współlokatorka Marian właśnie oświadczyła, że chce mieć dziecko bez męża, ona sama męczy się w pracy polegającej na układaniu ankiet i dopiero co przyjęła oświadczyny swojego chłopaka. Mimo to czuje, że z jej życiem coś jest poważnie nie tak. I jej żołądek stanowczo się z nią zgadza.

Od razu widzimy, że Kobieta do zjedzenia to z jednej strony zwyczajna powieść obyczajowa, w dowcipny sposób pokazująca perypetie damsko-męskie. Nie jest to jeszcze absurd, aczkolwiek lekkie przerysowanie postaci zmierza właśnie w jego kierunku. Dużo w tej książce komedii omyłek (wątek współlokatorki Marian, Ainsley), ale nonsensowne działania bohaterów tuż pod swoją powierzchnią kryją wielkie dramaty i ogólnospołeczne dylematy. W całej tej śmieszności Atwood ukrywa ziarna smutku i niepokoju. Dziwne zachowania Marian, jej ucieczki czy problemy gastryczne, są z jednej strony absurdalnie zabawne, ale stanowią symptomy poważniejszego problemu. Ainsley wkłada mnóstwo wysiłku, żeby dostać swoje dziecko przy jak najmniejszym stopniu zaangażowaniu mężczyzny, ale ostatecznie łatwo daje się przekonać mętnej argumentacji, że dla prawidłowego rozwoju potrzebuje ono ojca.

Narzucenie Marian obowiązku płacenia składek emerytalnych staje się punktem zwrotnym w jej życiu. Zauważa, jak wiele rzeczy jej dotyczących dzieje się poza nią, w jak wielu sprawach daje kształtować się innym ludziom i społeczeństwu. Jak łatwo wchodzi w przygotowane dla niej role, mimo że są zupełnie sprzeczne z jej naturą. Na samym początku ona i Peter to po prostu para kochanków. Narzeczeństwo zmienia ich relację o sto osiemdziesiąt stopni. Warto też zwrócić uwagę na codzienną separację kobiet i mężczyzn, a także znaczenie stanu cywilnego kobiet w stosunkach "wewnątrz" ich płci.

Jednym z kluczowych "elementów" przemiany Marian jest Duncan - dziwny facet, którego poznaje przy okazji przeprowadzania ankiety. W ich relacji najważniejsze wydaje się totalne oderwanie tego schizofreniczno-autystycznego gościa od tradycyjnych ról płciowych. Pozwala to nawiązać szczerą więź, odartą z gry pozorów. I dlatego to on dokonuje finalnej konsumpcji ciasta w kształcie kobiety, a nie Peter. Ten drugi patrzy na Marian przede wszystkim przez pryzmat tradycyjnej płciowości i seksualności, dlatego traktuje zjedzenie jej symbolu jako coś chorego. Tymczasem dla Duncana ciasto jest ciastem.

Kusi mnie też interpretacja symboliczna. Zastanawiające jest to, że Duncan nigdy nie spotyka Petera, że są własnymi przeciwieństwami i że ten pierwszy pojawia się w życiu Marian dopiero po owym "emerytalnym" przebudzeniu. Peter może być reprezentacją społecznych oczekiwań wobec Marian, jej części osobowości chcącej je wypełnić. Tymczasem Duncan to ta jej nieco schizofreniczna, egocentryczna strona. Ciasto staje się wówczas jej uświadomioną, niepoddaną mężczyźnie, seksualnością. Społeczeństwo czegoś takiego nie akceptuje, więc Marian ofiarowuje się sama sobie - w końcu ona też towarzyszy Duncanowi w konsumpcji.

Dość, muszę jeszcze zostawić coś dla Was do wyczytania. Krótko: Kobieta do zjedzenia to książka wciąż bardzo aktualna. Niektóre opisane zjawiska na przestrzeni ostatnich lat nieco złagodniały, ale żadne nie zanikło zupełnie. To ważny, niezwykle dobry debiut, który został napisany na kilka lat przed właściwym pojawieniem się feminizmu drugiej fali. Pozycja obowiązkowa. (I aktualnie druga moja ulubiona od Atwood). Polecam.


Marre


Autor: Margaret Atwood
Tytuł: "Kobieta do zjedzenia"
Oryg. tytuł: "The Edible Woman"
Seria wydawnicza: Kameleon
Wydanie: Zysk i S-ka, Poznań 2004
Tłumaczenie: Małgorzata Golewska-Stafiej
Stron: 304
Rok I wydania: 1969 (PL - 1986)
Gatunek: obyczajowe
Werdykt: polecam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz