poniedziałek, 2 października 2017

Ian Tregillis "Wyzwolenie" | "Dokąd zaprowadziła go wolność?"

Rysunek mechanicznej głowy z dziurką od klucza na czole.

Na zwieńczenie trylogii Wojen Alchemicznych, clockpunkowej historii alternatywnej Iana Tregillisa, musieliśmy czekać tylko pół roku. Jak wypada na tle pozostałych tomów? Najsłabiej. Ale czy zmienia coś w moim pozytywnej odbiorze całości? Raczej nie. Zapraszam.

(Recenzja ta bezpośrednio odnosi się do tych poprzednich tomów i znacząco spoiluje zakończenie poprzedniego. Ale nic poza tym. Czytacie na własną odpowiedzialność).

Nadal wierzył, że wolna wola to skarb. Lecz tak jak w wielu baśniach, trzeba było za nią zapłacić straszliwą cenę. Dokąd zaprowadziła go wolność? Swoboda podejmowania decyzji i wyznaczania własnego kursu zesłała na niego jedynie strach, niebezpieczeństwo i konieczność ciągłej ucieczki. (s. 387)

Od wyzwolenia klakierów minęło jakieś parę tygodni, a cały świat musi się zmierzyć z nowym porządkiem rzeczy. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Tom drugi, Powstanie, zaczynał się zaraz po zakończeniu akcji Mechanicznego i jej niezłego tempa nie tracił do końca. Tymczasem podczas owych paru tygodni przerwy między tomami drugim a czwartym, pył bitewny dosłownie opadł i nagromadzone napięcie całkowicie się rozwiało. Zaczynamy od zera, bardzo powoli wchodząc w nową rzeczywistość. Nie dość, że autor musi zawiązać nową intrygę (zauważmy, że Wyzwolenie zaczyna się tam, gdzie większość podobnych powieści się kończy), to jeszcze odbudować utracone napięcie. Udaje mu się to dopiero gdzieś około dwusetnej strony, co czyni akcję tego tomu jeszcze wolniejszą od tej z pierwszego. A to spore osiągnięcie. Jeśli oczekujecie wartkiej przygodówki - to nie jest książka dla Was.

W ogóle większość mankamentów Wyzwolenia wiąże się z akcją. Jesteśmy po dwusetnej stronie, centralny konflikt został już porządnie zarysowany. W recenzji Powstania wspominałam o ciekawych zabiegach dynamizujących. Chyba był to jednorazowy eksperyment, bo tu ich nie uświadczymy. Bez nich jednak sceny linearnej akcji okazują się po prostu suche. Dużo ciekawiej robi się, gdy Tregillis buduje napięcie przy pomocy stopniowo wydzielanych nam informacji. Jednak a) nie ma tego dużo b) nawet, gdyby było - nie jest to coś, na czym można oprzeć całą akcję przygodówki. (Której to konwencji, mimo jej wątpliwej jakości, autor się nie wyrzeka). W efekcie zdarzy się nam nudzić.

A jak tam nasi bohaterowie? Autor trzyma się schematu narracji użytego w poprzednich tomach, opartego na perspektywach trzech bohaterów. Do Daniela i Berenice (u których nie zachodzą zbyt ważne zmiany, są ważni przede wszystkim jako obserwatorzy) dołącza znana nam już tuinier Anastazja Bell. I... jest z całą pewnością najbardziej rozczarowującą i irytującą narratorką całego cyklu. Jak już wiemy z wcześniejszych jej działań, to osoba niezwykle inteligentna i poświęcona swojej roli. W Wyzwoleniu odkrywamy słownie dwie jej nowe cechy. Otóż Anastazja jest próżna i homoseksualna. Albo homoseksualna i próżna. Co jest podkreślane mnóstwo razy, w bardzo sztuczny i zbędny sposób, a właściwie nic wnosi do odbioru całości jej charakteru. Żadnego z dotychczasowych bohaterów nie nazwałabym skomplikowaną osobowością, ale byli barwni, ciekawi i spójni. Tuinier się do nich nie zalicza.

Przy tej okazji muszę też wyrazić rozczarowanie sposobem przedstawienia reakcji Gildii na samoświadomość klakierów. Jest niezwykle naiwny i życzeniowy. Do pewnego momentu całkowicie ignorują możliwość samodzielnego ich myślenia, a gdy zostają już niemal dosłownie stratowani faktami... po prostu przyjmują to do wiadomości. W porównaniu z ewolucją, jaką musiała wcześniej przejść Berenice (pochodząca z Nowej Francji propagującej ideę istnienia dusz u klakierów, a nie z materialistycznej Holandii), wypada to strasznie nierealistycznie. A wskazanie ignorancji jako właściwie jedynej motywacji działań Gildii jest wręcz niebezpieczne.

Autor chyba troszeczkę się zagalopował albo zapomniał, że Wojny alchemiczne są właściwie jedną wielką dywagacją na temat sytuacji, w której afroamerykańscy niewolnicy sami się wyzwalają. Pod pewnymi względami dosyć uproszczoną (choć wciąż intrygującą), ale bardzo jasną ze względu na liczne analogie, takie jak na przykład istnienie Kolei Podziemnej. I dlatego usprawiedliwianie Holendrów bardzo razi.

Nieco ponarzekałam, ale pozostając w temacie problematyki powieści, muszę też wyrazić swoje zadowolenie, bo została satysfakcjonująco rozwinięta. Wyzwolenie najmocniej ze wszystkich części podejmuje zagadnienia duszy, wolnej woli, odkrywania samego siebie, ale i sprawiedliwości. Wraz ze zwiększeniem liczby wyzwoleńców następuje lawinowa eskalacja konfliktów i negatywnych zjawisk. Fascynująca jest indywidualizacja klakierów (choć nie zaszkodziłoby jeszcze trochę ją wzmocnić), ale też wpływ, jaki miało na nie długotrwałe stosowanie geas. Tytułowe wyzwolenie to również stopniowe odkrywanie własnych potrzeb duchowych oraz społecznych.

Co prowadzi nas do ostatniego "ale", czyli znanej nam z drugiego tomu królowej Mab. Ciężko stwierdzić, na ile jej czyny powodowane są pragnieniem zemsty na ludziach, a na ile napawaniem się kontrolą nad innymi mechanicznymi. I choć jej postać - osoby manipulującej negatywnymi uczuciami klakierów - doskonale wpisuje się w całość zagadnienia, to uczynienie z niej głównego antagonisty (i w ogóle sprowadzenie konfliktu w dużej mierze do wątku walki z antagonistą) osłabia wydźwięk całej powieści. Odsuwa pytanie, do jak wielkiej zemsty prawo mieliby mechaniczni indywidualnie.

Wyzwolenie jako samodzielna powieść ma trochę wad i, w porównaniu z poprzednimi tomami, stanowczo zbyt mocno upraszcza poruszone zagadnienia. Jednak nie zmienia stanowczo moich odczuć co do całości. To wciąż niezła historia alternatywna, stawiająca ciekawe pytania na wiele tematów. Również, co zaznaczam przy każdej okazji, nie boi się jak większość fantastyki ukazać religii i wiary w pozytywnym kontekście, ukazując z innej perspektywy jej wpływ na wydarzenia. Jeśli lubicie historie alternatywne - to zdecydowanie intrygująca pozycja dla Was.


Marre


Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non


PS. TO JEST 300-SETNA RECENZJA! WOW!


Autor: Ian Tregillis
Tytuł: "Wyzwolenie"
Oryg. tytuł: "The Liberation. The Alchemy Wars: Book Three"
Cykl: "Wojny alchemiczne" (tom 3/3)
Seria wydawnicza: Imaginatio
Wydanie: Sine Qua Non, Kraków 2017
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Stron: 423
Rok I wydania: 2016 (PL - 2017)
Gatunek: clockpunk, historia alternatywna
Werdykt: polecam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz