czwartek, 9 lipca 2015

[146] Neil Gaiman - DRAŻLIWE TEMATY | Zbiór utworów drażniących wnętrze.

Neil Gaiman - Drażliwe tematy

Od poziomu Drażliwych tematów zależała cała moja opinia o Neilu Gaimanie.  Kiedyś zraziłam się do niego słabą Koraliną i dopiero teraz, po kilku latach, postanowiłam dać mu kolejną szansę. Wykorzystał ją aż zbyt dobrze.

We wstępie Neil Gaiman pisze o rzeczach "denerwujących". O takich, które sprawiają, że nasz ulubiony fotel nie jest już tak wygodny. Że coś uwiera nas pod skórą. O takich, które uwierają nas wewnętrznie.

I zbiorem takich właśnie utworów są Drażliwe tematy. To utwory w większości krótkie, najdłuższy ma chyba z sześćdziesiąt stron i pozornie bardzo różne. Mamy czystą grozę, napięcie, ale też absurd i humor, zagadnienia filozoficzne oraz... Doktora Who i Sherlocka Holmesa [nie będę próbowała ich zakwalifikować do żadnego gatunku, bo jeszcze się obrażą - i nie, na szczęście nie występują w jednym opowiadaniu, tego by moje serce chyba nie wytrzymało]. Ale wszystkie [a przynajmniej większość] drażni. Drażni w bardzo pozytywny sposób i zmusza do zastanowienia.

Właściwie każde opowiadanie/wiersz/miniaturka to popis wyobraźni Gaimana i zabawa formą. No bo jak inaczej nazwać kalendarz z miniaturami, kwestionariusz pozbawiony pytań, gdzie z odpowiedzi dopiero wyłania się historia albo list miłosny pomnika (czy aby na pewno...)? Poza tym autor z mistrzostwem bawi się niedomówieniami i to chyba one drażnią najbardziej. Między wierszami pyta nas o różne ważne kwestie i usuwa grunt spod nóg. Takie coś jest bardzo trudne, a Gaimanowi przychodzi z dużą łatwością. Świetnym zabiegiem była też rezygnacja z długaśnych, tradycyjnych opowiadań. Nie sposób się nudzić.

W połowie zbioru miałam zamiar dać ocenę 10. Ale tu po raz kolejny uwidacznia się reguła, że bardzo ostrożnie należy układać utwory w zbiorze. Bo najpierw była Godzina Nic z Doktorem Who - opowiadanie dobre, ale nie przystające do całości - potem nudne przez większość czasu [chociaż z niezłym zakończeniem] opowiadanie Śpiąca i wrzeciono, a na koniec 50-stronicowy Czarny pies, również fajny kryminał paranormalny, ale dosyć niepasujący. Swoje dołożyły wierszo-dziwadła Neila Gaimana, które nie we wszystkim przypadkach zasłużyły na formę wierszo-dziwadeł, i otrzymaliśmy ocenę jedną w dół.

Drażliwe tematy muszę jednak zaliczyć do książek "genialnych". Śmiało może konkurować z klasycznymi Wszystkimi stronami świata Ursuli K. le Guin [tak, tej Ursuli K. le Guin], do poziomu których nikt się dotąd w mojej opinii nawet nie zbliżył. Śmiem twierdzić nawet, że Neil Gaiman nieco ją przewyższył, bo ciężej napisać równy zbiór tematyczny niż równy zbiór przeglądowy dla całej twórczości [jak u Ursuli].

Książkę polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i grozy. Czytelnikom, którzy lubią czuć się nieswojo i "straszno". I wszystkim tym, którzy tak jak ja chcą się dowiedzieć, na co stać Neila Gaimana :)

Marre

PS. Za co teraz powinnam się wziąć? Nigdziebądź, Amerykańscy Bogowie czy Ocean na końcu drogi?

PS2. Kocham tę okładkę [chociaż w opowiadaniu włosy były chyba rude...]!


NAJCIEKAWSZE:
Problem z Cassadrą
Przygoda
Pomarańcz
Kalendarz opowieści
Śmierć i miód
Klik-Klak Grzechotka
Przestrzegać formalności

Neil Gaiman - Drażliwe tematy
źródło: slatecom
Autor: Neil Gaiman
Tytuł: "Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne"
Oryg. tytuł: "Trigger Warning: Short Fictions and Disturbances"
Wydawnictwo: MAG
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Stron: 393
I wydanie: 2015 [PL - 2015]
Gatunek: szeroko pojęta fantastyka
Ocena: 9/10

5 komentarzy:

  1. Teraz "Amerykańscy bogowie". I po nich inaczej spojrzysz na "Czarnego psa".

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm Kolejna zachęcająca recenzja.
    Muszę! MUSZĘ TO MIEĆ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam: musisz, bo wypożyczać nie warto. Za ładnie wygląda, a takie krótkie formy aż kuszą, by wrócić do nich za jakiś czas :D

      Usuń
  3. Brzmi naprawdę ciekawie. Od dłuższego czasu chcę się wziąć za Neila Gaimana i nie wiem od czego zacząć. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie weź się za "Ocean...". Jest bajkowy, klimatyczny i nie tak ciężki jak "Amerykańscy bogowie". Ja osobiście zaczełam uwielbiać Gaimana za "Nigdziebądź" właśnie (i za scenariusz do filmu "Lustrzana maska" ale to szczegół), ale "Ocean..." jest lepszy. Cieszę się, że mam go na półce. :)

    OdpowiedzUsuń