niedziela, 12 czerwca 2016

"Kod Leonarda da Vinci" dla młodzieży, czyli o szacunku dla młodszego czytelnika

stopnerwicy.eu
Pod koniec maja w Internecie pojawiła się informacja o tym, że Dan Brown zamierza na nowo napisać "Kod Leonarda da Vinci". Ale napisać w pewien szczególny sposób. Pod kątem młodzieży. Nowa wersja ma być skierowana do grupy wiekowej 13+. Gdy o tym przeczytałam, nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Ale ostatecznie wzruszyłam ramionami i nawet nie zostawiłam komentarza (ja!). I wówczas zaczął się wykluwać ten tekst. Bo obok smutku i rozbawienia pojawiła się złość. Spora złość.


Co się zmieni, a co powinno?

pluggedin.com

Autor wspomniał głównie o uproszczeniu języka. Jednak nie pamiętam, żebym kiedykolwiek podczas lektury, a byłam wówczas w wieku przedtargetowym (piąta, szósta klasa), musiała sięgać po słownik. Jeśli już pojawiły się jakieś trudniejsze terminy, to odnosiły się do sztuki czy historii, a te elementy moim zdaniem sprawiają, że książki Browna to coś więcej niż przeciętne thrillery. Właśnie: historia. Wszyscy wiedzą, że przeciętny nastolatek zanudzi się przez nią na śmierć. Czyli to również wywalimy? No i pozostaje jeszcze kwestia ekhm... neutralności światopoglądowej. Tym ponoć powinna kierować się literatura młodzieżowa. A teraz zadanie: znajdźcie ją w "Kodzie"? Trzy, dwa, jeden, koniec czasu. Że o seksie (o którym przeciętny trzynastolatek nie wie przecież nic), sporej dawce brutalności oraz kilku woreczkach krwi nie wspomnę.


Co więc zostanie z oryginalnej powieści?

sonypicturesmuseum.com

I to jest pytanie za sto punktów.


Czy powinnam się obrazić?

villains.wikia.com

Już to właściwie zrobiłam. Bardzo denerwuje mnie trend silnego rozgraniczania literatury dla dorosłych od tej dla młodzieży. W rezultacie do tej drugiej kategorii trafia więcej chłamu, a właściwie mniej rzeczy wartościowych. Zauważcie, że każdy young adult uznawany za wybitny wykracza poza ów podział. Ale nie przeszkadza nam to, aby go umacniać. W rezultacie rzadko traktuje się młodszego czytelnika poważnie i adresuje się do niego książki przede wszystkim naiwne.

Sytuacja z Danem Brownem idealnie obrazuje ten trend. Nastolatki mają mniejszy zasób słownictwa? Po co rozwijać go poprzez lekturę, lepiej uprościć książkę! Wymieniając konieczne zmiany, z pewnością trochę przesadziłam, ale czy aż tak bardzo? Jak młody czytelnik ma dojrzeć, skoro nie daje mu się szansy? I czy propozycja Dana Browna, nie jest przypadkiem dla nas obraźliwa? Czy nie powinniśmy się oburzać, że ktoś uznał nas za na tyle głupich, iż nie potrafilibyśmy w pełni odebrać (znowu nie tak wymagającego) Kodu Leonarda da Vinci?

No i na koniec: czy to nie brak szacunku do własnej książki? Ja wiem, że to dzieło typowo komercyjne, ale wciąż nazywamy je literaturą. Gdybym wydała powieść, nie chciałabym zmieniać jej charakteru tylko z powodu wymagań rynku! I to szczególnie dość wątpliwych wymagań, bo spora grupa czytelników krytykuje decyzję autora (m.in. na Twitterze). Bardzo ciekawi mnie, ile z tych 82 sprzedanych na świecie milionów egzemplarzy kupili nastolatkowie i ile podkradli starszym/pożyczyli z biblioteki. Ilu z nich się zachwyciło i ilu jeszcze się zachwyci. Niekoniecznie w nowej, przystosowanej ocenzurowanej wersji.

A co Wy o tym wszystkim sądzicie?

Marre

PS. I nie chcę tu dyskusji o walorach powieści czy ich braku. Błagam.

PS2. Ciekawe, czy będzie kolejna ekranizacja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz