środa, 7 maja 2014

[37] Poleje się ZŁOTA KREW


Przyszłość. Minęło 700 lat od kiedy większość ludzkości przeniosła się na Lunę-Księżyc, by w następnych stuleciach podbić pozostałe planety i niektóre księżyce Układu Słonecznego. Jednak poszczególne kolonie miały dosyć zależności od ziemskich konsorcjów, więc zbuntowały, by utworzyć kastowe społeczeństwo oparte na kolorach. Najważniejsi są Złoci - to oni rządzą. Są też zieloni - naukowcy, niebiescy - piloci statków kosmicznych, miedziani - urzędnicy, różowi - odpowiedzialni za dostarczanie przyjemności i wielu innych. Jednak podstawą wszystkiego są Czerwoni, których większość żyje w podziemiach Marsa, wydobywając niezbędną do terraformowania rudę Helium-3.

Jednym z nich jest szesnastoletni Darrow, mąż Eo, Helldiver, zajmujący się obsługą wiertła wgryzającego się w głąb planety. On i jego bliscy żyją w biedzie, nie mając nigdy zobaczyć nieba. Wierzą, że dzięki ich pracy ludzie będą mogli kiedyś wreszcie opuścić przeludnioną Ziemię i zamieszkać na Marsie. Jednak pewnego dnia jego żona postanawia zbuntować się przeciwko panującymi zasadami i otrzymuje najwyższą karę. Darrowa ratują Synowie Aresa - organizacja uważana powszechnie za terrorystów. Dają mu oni możliwość zniszczenia systemu i zemsty na Złotych. Ale w tym celu musi stać się jednym z nich...

Naprawdę nie wiem, co o tej książce napisać. Kupiłam ją trochę w ciemno - a przynajmniej tak się czułam, zagłębiając się w lekturę. Dlaczego? Bo nie spodziewałam się, że trafię na powieść młodzieżową.

Z początku byłam zachwycona. Wszystko dokładnie pasowało do opisu i większości opinii. Strasznie spodobał mi się opis procesu tworzenia nowego ciała dla Darrowa - istne cudeńko! A potem... zaczęłam moją małą przygodę z deja vu. Teraz, gdy już troszeczkę pomyślałam nad recenzją, stwierdzam, że nie jest to wadą. Mimo że na każdym kroku narzucają się skojarzenia z "Igrzyskami Śmierci", to kończy się to tylko na skojarzeniach. Moim zdaniem autor wykorzystał po prostu pomysł, później rozbudował go i dostosował do realiów (trochę pokrętnych) swojego uniwersum. Wyszło inaczej: z jednej strony brutalniej, a z drugiej mniej - rannych przewożono do szpitala, chociaż nie zawsze. Lecz i tu, i tu znajdziemy wątek buntu przeciwko ustalonym, niesprawiedliwym regułom. Tyle że Red Rising jest, o dziwo, książką przeznaczoną dla chłopców. Wreszcie rynek Young Adult ma coś do zaoferowania płci męskiej :)

Chciałem żyć w spokoju. Ale moi wrogowie rozpętali wojnę.

Jednak nie wszystko było tak cudowne. Jak wspomniałam, zupełnie nie byłam przygotowana na młodzieżówkę, dziejącą się przy tym na arenie. Dlatego akcja chwilami mnie nudziła. Sama nawet nie wiem czemu. Nie pędziła przecież na łeb na szyję, ale szła równym, marszowym tempem. Chyba zabrakło napięcia w kluczowych momentach, a pojawiała się sucha relacja.

Co do bohatera, to zyskał moją sympatię. Z początku nie wyróżnia się zbyt wieloma przymiotami charakteru (patrzy, jak zabijają jego żonę!), ale później odkrywa w sobie nieznane cechy, które pomagają mu w zdobywaniu przywództwa. Jeśli coś mi przeszkadzało, to fakt, że chwilami "zapominał" o swoim zadaniu i Eo. Wydawało się to mocno nienaturalne.

Zakończenie też wyszło takie sobie. Brak wspomnianego napięcia doprowadził do tego, że przez finałowe wypadku przebiegałam, nie poświęcając im dłuższej chwili. Do końca miałam też nadzieję, że akcja nie zamknie się na wyjściu z areny, ale się zawiodłam. Cóż, mówi się trudno i idzie się dalej.

A teraz pora na dawkę czepialstwa: tłumaczenie. Chwilami miałam wrażenie, że niektóre zdania pozbawione są sensu, wyrwane z kontekstu lub przypisane nie temu bohaterowi. Po powtórnym przeczytaniu nic się nie zmieniało. Chciałabym też zwrócić uwagę na tłumaczenie tytułu: ups? Ja bym wywaliła podwójny, dwujęzyczny i nieco kiczowaty tytuł, a w zamian dała zwykłe, acz intrygujące "Czerwony świt". Co wy na to?

Ogółem "Red Rising" jest bardzo udanym debiutem pana Browna. Czuć, że nie jest jeszcze mistrzem pióra, ale cała historia poprowadzona jest spójnie i w ciekawy sposób. Nie wiem jednak, czy będę chciała kupować kolejne części. Polecam.

Marre

Autor: Pierce Brown
Tytuł: "Red Rising. Złota Krew"
Oryg. tytuł: "Red Rising Trilogy #1: Red Rising" (O.o)
#1 część trylogii
Wydawnictwo: Drageus
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
Stron: 428
I wydanie: 2014 (PL - 2014)
Gatunek: science fiction, dystopia, dla młodzieży
Ocena: 6/10

9 komentarzy:

  1. Ja do tej pozycji jestem nastawiona o wiele bardziej pozytywne (co widać między innymi w mojej recenzji, która pojawiła się jakiś czas temu na moim blogu).
    Każdy ma jednak prawo do własnych opinii i w pełni je szanuję : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy chcę tę książkę przeczytać, jedni się zachwycają, inni nie, ale pewnie kiedyś wezmę do ręki, nawet z czystej ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ciągnie mnie do tej książki; nie moja tematyka:( Ale recenzja fajna, fajna... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet ciekawie się zapowiada....jednak na razię jeszcze się wstrzymam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym tempie nie przeczytasz... ile ty tam masz cm wzrostu? ^^
    Możesz mi pożyczyć ale potem... teraz mam dużą kolejkę.
    Zapowiada się dość, dość...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam. Wywarła na mnie trochę większe wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, liczyłam na coś trochę lepszego, a tu taki raczej przeciętniak. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam o niej, ale lubię dystopię, więc niewykluczone, że kiedyś przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń