środa, 12 grudnia 2018

O segregacji rasowej | "Sprzedawczyk" Paul Beatty


Czasami mam wrażenie, że mój czytelniczy gust jest do kitu, a najlepsze książki to nie te, które sobie kupuję, a które z ciekawości wypożyczę z biblioteki. Tak było w styczniu z genialną antywojenną satyrą na amerykański patriotyzm, czyli Długim marszem w połowie meczu, i tak jest w grudniu w przypadku powieści krytykującej inny wycinek amerykańskiego społeczeństwa – poruszającego zagadnienia rasy, Sprzedawczyka Paula Beatty’ego, nagrodzonego w 2016 roku Nagrodą Bookera. Zapraszam.

Narrator, Bonbon Ja (kiedy imię bohatera pojawia się w tekście tak rzadko, że aż musisz je po lekturze sprawdzić w internecie), to przedstawiciel niższej klasy średniej zajmujący się hodowlą warzyw i owoców w fikcyjnym Dickens, „rolniczym getce” na przedmieściach Los Angeles, które jakiś czas temu wymazano z mapy jako jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w kraju. Bohatera wychowywał samotnie ojciec, kontrowersyjny psycholog, i poddawał go w dzieciństwie różnorakim eksperymentom na temat rasy. Gdy Sorgo, najsławniejszy mieszkaniec Dickens, w podzięce za uratowanie życia ogłasza się jego niewolnikiem, główny bohater wchodzi na ścieżkę, która doprowadzi go do uznania, że ponowne wprowadzenie segregacji rasowej to najlepsze, co może spotkać jego miasto, co skończy się dla niego wizytą w Sądzie Najwyższym.

Jak wspomniałam we wstępie, w Sprzedawczyku Paul Beatty przygląda się kwestii rasowej w Stanach Zjednoczonych. Czyni to ponoć w sposób zabawny; taką przynajmniej otoczkę medialną uzyskała powieść i tak twierdzi blurb na pierwszej stronie okładki. Pozwolę sobie się nie zgodzić. Dosłownie ostatnia przeze mnie czytana i recenzowana powieść, Rzeźnia numer pięć Kurta Vonneguta, jest książką, do której można by zastosować takie określenie. Pierwiastek śmiesznego absurdu i smutku jest tam doskonale wyważony. Tymczasem Sprzedawczyk jest w swym absurdzie kompletnie nieśmieszny. Owszem, autor wtrąca niezwykle trafne, ironiczne uwagi (troszczyć się o coś jak Republikanie o prawa rozrodcze kobiet ma szanse trafić do mojego słownika), ale w samej fabule niewiele jest scen typowo humorystycznych. O wiele częściej Beatty wydobywa pierwiastek absurdu z tragicznych wydarzeń czy poważnych problemów. Ukazuje jako śmieszne coś, co w rzeczywistości takie nie jest, wywołując w czytelniku bolesny dysonans. Jak wtedy, gdy narrator wygłasza pełną wyolbrzymień tyradę na temat „zaklinania oszalałych Murzyńskich kobiet” (parafraza), pokazując nam dramat losów kolorowych* kobiet z getta, albo gdy opisuje scenę zastrzelenia swojego ojca przez policjantów jako ostateczne zwieńczenie jego groteskowego życia.

Absurdalny jest też oczywiście pomysł wprowadzenia faworyzującej osoby kolorowe „resegregacji” w Dickens, ale zostaje on potraktowany śmiertelnie poważnie i pozwala niesamowicie dobrze uwypuklić wiele problemów rasowych. To udana próba wzmocnienia lokalnej społeczności i zbudowania w niej poczucia własnej wartości, środkowy palec pokazany „białej władzy”, wątpliwa pod względem skali oddziaływania zemsta za lata dyskryminacji, a w reszcie wyszeptanie [słowa] „rasizm” w postrasowym świecie (s. 303). Równocześnie poprzez pokazanie wpływu desegregacji na Dickens Beatty uwydatnia błędność wielu teorii: wspomnianej postrasowości w USA, rzekomego symetryzmu w stosunkach rasowych oraz przesadnego lęku przed odwróconym rasizmem. Lektura Sprzedawczyka doskonale koresponduje z czytanym przeze mnie w listopadzie Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry Reni Eddo-Lodge (którego nie zdążyłam Wam jeszcze zrecenzować, sic!).

W powieści dostaje się wielu osobom, przede wszystkim czarnym z wyższych warstw społecznych, ale ta krytyka nie wybija się na pierwszy plan. Sprzedawczyk to przede wszystkim krzyk frustracji, gniewu i rozpaczy. Dickens to miasto-symbol, a jego wymazanie to próba wymazania nierówności na tle rasowym z publicznej świadomości. I chociaż zakończenie wydaje się optymistyczne, temat „wraca na wokandę” (dosłownie i w przenośni), to autor skutecznie rozwiewa wszelki triumfalizm, zadając pytanie o twórczą funkcję tożsamości rasowej oraz problem emancypacji innych grup etnicznych.

Sprzedawczyk to powieść z jednej strony poruszająca emocjonalnie, a z drugiej zawierająca sporo ciekawej intelektualnej refleksji. Całości efektu dopełnia niesamowicie plastyczny styl i żywy język Beatty’ego, brawurowo przełożony na polski przez Piotra Tarczyńskiego (którego możecie kojarzyć jako współautora cyklu o profesorowej Szczupaczyńskiej). Ważnym elementem są liczne nawiązania do afroamerykańskiej historii oraz kultury, co mogłoby stanowić pewien problem, ale na szczęście zostały one satysfakcjonująco wyjaśnione w przypisach do polskiego wydania.

Moim zdaniem Sprzedawczyk jest lekturą obowiązkową dla osób zainteresowanych kulturą Stanów Zjednoczonych oraz dyskursem rasowym, ale sprawi też na pewno olbrzymią przyjemność osobom lubującym się w stylistycznych perełkach, a także poszerzy horyzonty myślowe każdego czytelnika. Polecam.


Marta


*Używam słowa „kolorowy”, choć średnio mi się ono podoba, ale nie znam lepiej pasującego polskiego odpowiednika terminu people of colour, a zdaję sobie sprawę, że mało kto zrozumie akronim POC.



Autor: Paul Beatty
Tytuł: "Sprzedawczyk"
Oryg. tytuł: "The Sellout"
Wydanie: Sonia Draga, Katowice 2018
Tłumaczenie: Piotr Tarczyński
Stron: 333
Rok I wydania: 2015 (PL - 2018)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz