niedziela, 29 maja 2016

James McBride - PTAK DOBREGO BOGA | Cybulką być albo o tym, że dobre też może się przejeść

obraz po prawej: kids.britannica.com
W 1857 roku ważą się losy stanu Kansas, rozdartego między zwolennikami niewolnictwa a jego przeciwnikami. Mały Henry Shackleford zrządzeniem losu zostaje wciągnięty w oko tego cyklonu. Porwany przez znanego abolicjonistę Johna Browna, włączony do jego armii obdartusów i głodomorów walczących z niewolnictwem, próbuje uniknąć śmierci przebrany za dziewczynę. (Co w zasadzie nie wydarzyłoby się, gdyby nie zjadł pewnej włochatej cybulki... Czujecie ten klimat?).
na podstawie opisu z okładki

Mam spory problem z oceną Ptaka dobrego Boga. Jest to pozycja bardzo specyficzna i nie mam stuprocentowej pewności, w którym miejscu kończy się moja reakcja na ową specyficzność, a gdzie rzeczywiste mankamenty (bo nie są to nawet wady) tej książki. Spróbuję to jednak to rozgraniczyć.

Zacznę jednak od problemu, z jakim spotkać się może czytelnik z Polski. Otóż jest to dla nas historia zupełnie nieznana. W przeciwieństwie do Amerykanów, gdyż, z tego, co zrozumiałam, u nich o ataku na Harpers Ferry mówi się w szkole. My sytuację poznajemy dopiero w prologu, gdzie otrzymujemy gigantyczny spoiler całego zakończenia. Ups. Nie powiem, bardzo mi to zepsuło przyjemność lektury, bo gdy tylko zaczynałam się nudzić, myślałam: Kurczę, kiedy oni wreszcie napadną na ten głupi arsenał?! Z tej samej przyczyny Amerykanie mogą mieć silniejszy stosunek emocjonalny do książki, kochać ją albo traktować jako obrazoburczą itd. Polak bez całego przygotowania uzna to prostu za dobrą (lub złą) opowieść.

Na czym jednak polega ta specyfika? Cóż, chyba łatwiej byłoby napisać, na czym nie polega, ponieważ przenika ona przez wszystkie elementy powieści. Poczynając od języka oraz stylu. I teraz dygresja: jestem grammar nazi. O ile do słownictwa i środków stylistycznych stosunek mam bardzo swobodny, to gramatyka jest dla mnie świętością. A tutaj główny bohater (czyli narrator, bo powieść ma formę jego spisanych wspomnień)... wypowiada się dość specyficznie. To znaczy po wiejsku i do tego z toną błędów ortograficznych, fleksyjnych etc. (Przy tym wielkie brawa dla tłumacza, Macieja Świerkockiego, który z tym zadaniem poradził sobie na medal). Ale, ale. To trwa 430 stron. Brzmi to dobrze, da się przyzwyczaić. Autor opowiada wszystko z dużą swadą. Ale potrafi to zmęczyć, co jest moim ogólnym zarzutem.

Męczy fabuła. Bo absurd jest świetny, ale na krótki dystans, do tych trzystu stron. Dalej zaczyna się męczarnia. Ilość chwytów fabularnych jest mocno ograniczona. I, o ile na początku bohaterom czasem przez przypadek uda się odnieść sukces, to później wiadomo, że za cokolwiek się nie zabiorą, to skończy się porażką. Komukolwiek nie powie się "pamiętaj", ten zapomni etc. Irytowało mnie to, nie powiem. I w rezultacie, pomimo momentów wielkiego zachwytu, niezmiernie cieszyłam się, że dobrnęłam do końca i mogę wziąć się za coś innego.

Wszystko to osładzają z pewnością bohaterowie. Nieszablonowi, z idealnie wypunktowanymi wadami. Nie znajdziemy tu nikogo płaskiego, każdy czymś się wyróżnia. Choć ogólnie przerysowani, świetnie oddają różne ludzkie cechy i skłonności. Jamesowi McBride'owi wspaniale udało się odmalować różne typy mentalności tej epoki (i chyba każdej innej), to jak zmieniało się nastawienie ludzi do problemu niewolnictwa, w tym samych niewolników, oraz całościową, nieco leniwą atmosferą. Te elementy absolutnie zasługują na nagrodę i stanowią prawdziwy kręgosłup książki.

Co oznacza, że Ptaka dobrego Boga należy zaliczyć do powieści niestety nierównych. Pewne elementy zasługują na miano wybitnych, inne wręcz przeciwnie. Głównym moim zarzutem jest chyba długość książki. Gdyby w jakiś sposób odjąć te sto stron, prezentowałaby się dużo lepiej. Bo wszystko może się przejeść. Spodoba się ona jednak na pewno fanom tego typu klimatów (czyli absurdalnych powieści awanturniczych) oraz będzie stanowiła ciekawą lekturę dla miłośników tego okresu.

Marre

PS. Rozmyślając nad długością recenzji (której nie zamierzam skracać), stwierdziłam, że warto byłoby wprowadzić pewien skrót dla tych mniej cierpliwych. Piszcie, co o tym sądzicie :)

Polecam:
  • miłośnikom powieści awanturniczo-łotrzykowskich, ale niekoniecznie tych o szybkim tempie akcji
  • fanom absurdu i humoru szeroko pojętego
  • osobom lubiącym czytać o historii z niekoniecznie jej poszanowaniem oraz szukającym ciekawego obrazu epoki
  • czytelnikom lubiącym eksperymenty literackie
  • miłośnikom świetnie zarysowanych bohaterów

Odradzam:
  • grammar nazi
  • miłośnikom zawrotnego tempa akcji
  • osobom niecierpliwym
  • fanom romantycznej wizji przeszłości i czytelnikom szukającym na kartach książek prawdziwych herosów

Autor: James McBride
Tytuł: "Ptak dobrego Boga"
Oryg. tytuł: "The Good Lord Bird"
Seria wydawnicza: "Poza serią"

Wydawnictwo: Czarne
Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Stron: 434
I wydanie: 2013 (PL - 2016)
Gatunek: historyczne, humorystyczne
Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz