sobota, 7 stycznia 2017

Podsumowanie roku, część 1

zdjęcie w tle: tsuacctnt/Flickr


W tym roku postanowiłam nieco inaczej podejść do podsumowania. Nie robię typowego rankingu, nie wydzielam tegorocznych premier, a do przedstawiania statystyk podchodzę minimalistycznie. Przeczytane przeze mnie powieści są po prostu zbyt różnorodne, by można je ze sobą porównywać. Wybrałam więc najlepszą dwudziestkę (oraz jedną najlepszą mangę) i uszeregowałam je możliwie najobiektywniej, czyli w kolejności czytania. Dzisiaj poznacie ciut cyferek, a także pierwszą dziesiątkę (czyli pozycje, których recenzje możecie znaleźć na blogu), a we wtorek - dziesiątkę drugą oraz NAJGORSZĄ TEGOROCZNĄ POWIEŚĆ (zabrzmiało wystarczająco złowieszczo?). Tak więc smacznego!

Fascynujące, że w tym roku, który wydawał mi się dużo bardziej wymagający, czytałam więcej. Wybierane przeze mnie książki były też lepsze: nie wystawiłam żadnej pały (a w zeszłym roku aż dwie), a trafiło się trochę pozycji naprawdę wybitnych :)

  • Przeczytanych stron: 48 011 (w zeszłym roku: 42 736)
  • Średnio stron dziennie: 131 (w zeszłym roku: 120)
  • Opublikowanych recenzji: (w zeszłym roku: 100)
  • Średnia ocen: 6.49 (w zeszłym roku: 6,37/10)
  • Miesiąc, w którym czytałam najwięcej: sierpień (184,5 strony dziennie!)
  • Miesiąc, w którym czytałam najlepiej: kwiecień (średnia ocen: 7,06/10)

(Obrazki w tle to fragmenty okładki, ilustracji do książki lub kadrów z ekranizacji).



Już w styczniu trafiło mi się cudo. No nie do końca w styczniu, bo Zgrozę (aha, tutaj macie odpowiednio długą recenzję) zaczęłam czytać już kilka miesięcy wcześniej i odrzuciłam jako "nudną". Błędy młodości po prostu. Bo gdy drugi raz po nią sięgnęłam, to nie mogłam już się oderwać. Poczytywałam sobie wieczorami jako swoiste guilty pleasure. I choć ze względu na powolne tempo akcji oraz specyficzny styl autora, lektura tych opowiadań nie należy do łatwych, to tak kunsztowna i przerażająca całość musi doprowadzić do literackiego orgazmu. I pamiętajcie: bać się należy wyłącznie Nieznanego.



Jedyna pozycja w tym roku, która nie otrzymała ode mnie gwiazdek. (#szok #niedowierzanie) Jak możecie przekonać się tutaj, Niewidzialne miasta zarówno mnie rozczarowały, jak i... zahipnotyzowały*. Z perspektywy czasu uważam je za lekturę niezwyyykle inspirującą. Czytałabym nawet 1000 stron. Ale ni ma. Chyba że se sama napiszę ;)



Jedno z najmilszych tegorocznych zaskoczeń. Lubiłam już poprzednie tomy tej serii, ale zdawałam sobie sprawę z ich niedostatków, a mianowicie niedostatków stylu autora oraz kreacji bohaterów. Jednak odstęp 10 lat pomiędzy pierwszą a trzecią częścią zdziałał cuda. Glukhovsky niezwykle rozwinął się warsztatowo i w rezultacie otrzymaliśmy coś genialnego: cudowne połączenie ciekawej intrygi oraz problemów socjologicznych i psychologicznych. Nawet charakter protagonisty udało się "naprawić"! Cud, miód i małmazja. Więc w recenzji tutaj.



Glukhovsky to jedyny autor, który gości w tym zestawieniu dwa razy. Ale byłabym po prostu niesprawiedliwa, wykluczając Metro 2035 czy to oto Futu.re (dłuższa recenzja tutaj). Autor odmalował w nim niesamowitą, pełną szczegółów wizję przyszłości, w której ludzie uzyskali nieśmiertelności. Rozważył to zagadnienie na poziomie globalnym, ale też jednostkowym, tworząc pełen szczegółów świat. Który w pewnych momentach daje nam z liścia w twarz. A potem nokautuje i zaczyna deptać.



Moje pierwsze spotkanie z zeszłoroczną noblistką, którego na pewno nie zapomnę. Aleksijewicz pisze o ważnych wydarzeniach ludzkimi historiami, ich problemami, odczuciami. Idealnie odwzorowuje psychiki swoich bohaterów i w czasie lektury nie mogłam się powstrzymać od myśli, że w literaturze pięknej próżno szukać takiego realizmu. Wstrząsająca opowieść o wstrząsających wydarzeniach opowiedziana w sposób bardzo niepozorny. Recenzja tutaj.



Moja druga i ulubiona powieść tego autora, mimo że po niej sięgnęłam już po dwie kolejne. Choć niemal zupełnie nie przekonuje mnie Murakami absurdalny (Przygodę z owcą porzuciłam w połowie, gdyż nie miałam pojęcia, po co właściwie ją czytam), to realistyczny jest moim mistrzem. Mistrzem subtelnego odtwarzania rzeczywistości, oddawania klimatu i codziennych rozmów. Oczarowała mnie też prosta puenta całej powieści, wypowiedziana przez jedną z bohaterek: Nasza normalność polega na tym, że zdajemy sobie sprawę z własnej nienormalności. Recenzja tutaj.



Najlepsza powieść fantastyczna tego roku. Czekałam na nią z wypiekami i nie zawiodłam się. To również najlepsza z czytanych dotąd przeze mnie książek autora. Mitchell po raz kolejny odwołuje się do motywu przeplatania się historii różnych ludzi i znów idzie w tym krok dalej. Co zaskakujące, sam wątek fantastyczny nie zachwyca. Ale cała reszta... Słów mi brakuje. Dość dużo zużyłam w ich recenzji i wciąż nie czuję, abym choć trochę zbliżyła się do meritum: klik.



Książka, do której podchodziłam bardzo ostrożnie (i nie tylko z powodu dość specyficznej okładki - klik). A właściwie scenariusz, zbeletryzowany przez reżysera i scenarzystę w jednej osobie. Moje doświadczenia z takowymi nigdy nie były dobre, ale tym razem zostałam pozytywnie zaskoczona. Paolo Sorrentino równie sprawnie operuje obrazem, co słowem. Stworzył coś oszczędnego w formie i bogatego w treści. I mogę powiedzieć, że film jest równie dobry :D



Gaiman dla dzieci nigdy mnie nie przekonywał, ale Księga cmentarna wyłamała się z tego schematu. Jest to pozycja zarówno zabawna, jak i nienachalnie mądra. Pełna akcji, ale i poważnych refleksji na temat dorastania. I jednocześnie wciąż jest opowieścią o duchach. Jak jej nie kochać? Recenzja tutaj.



Klasyka współczesnej literatury japońskiej. Fascynująca, ciężka do zdefiniowania. Jak napisałam tutaj: "dziwna, ale dobra".


Cdn.

Marre


* 5 kartkówek z tego samego zakresu słówek potrafi zryć mózg, więc po prostu muszę napisać: It mesmerised me. "Zahipnotyzowanie" nie oddaje tego nawet w połowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz